News will be here
Fot. Daniel James/Unsplash

Gdyby pierwsi proponenci hasła "woke" mieli możliwość wywróżenia przyszłych losów ich idei, prawdopodobnie, wzorem protagonistów stereotypowej narracji okołohollywoodzkiego science fiction, zamieszaliby mieszadłem chaosu i zapobiegli rychłemu nadejściu jutra. Analogicznie sprawa ma się z oryginalnymi inicjatorami Pride Month.

Niegdyś lokalne i globalne wartości Pride Month definiował Stonewall, a dziś charakteryzuje je wall facebookowy – i to najczęściej zrodzony nie z potrzeb oddolnych, lecz korpopotrzeb rynku. Miesiąc dumy stał się w istocie miesiącem sumy. Został przechwycony przez interes zewnętrzny. Interes kasowy, nie klasowy. Interes przejmujący politykę tożsamościową po to, by utożsamić ją z tożsamością konsumencką.

Wolność, równość i Sprite – mógłby głosić slogan współczesnego Pride Month. Tolerancja w swojej najszczerszej i najbardziej esencjonalnej odsłonie, tzn. pozwolenia oraz przyzwolenia zamiast prawa do samostanowienia. Strukturalna schizma Parady Równości jest niezwykle wymowną ilustracją tej sytuacji z uwagi na swą przyczynę. Parada Równości rozpadła się na kawałki z powodów absolutnie ideologicznych, ale już nie idealistycznych. Oczywiście chciałoby się, żeby owa scysja była słodkim potwierdzeniem memu o wiecznej wewnętrznej, lewicowej niezgodzie.

Chciałoby by się, bo to oznaczałoby żywotność romantycznych ideałów. Ideowość nieskażoną Fukuyamą, gorącą krwią wylewającą się z tez i antytez zapalczywie debatujących neopozytywistów. Tymczasem, w przypadku Pride Month przyczyna mikrorozpadu rymuje się z przyczyną makrorozkładu. Prawo mniejszości tak mocno zespoliło się z prawem handlu, że wczesny, nieco nieśmiały monopol doczekał się rywali, którzy wywęszyli możliwość zdobycia kapitału ekonomicznego i symbolicznego.

W pewnym sensie Pride Month wciąż wiąże się z projektem równościowym

Pride Month Playlist

Dzięki wiecznie intensyfikowanej kolonizacji aktualnego pola kulturowego daje przecież coraz bardziej równe szanse na sukces coraz to nowym podmiotom biznesowym, korporacjom, mniej lub bardziej personalnym brandom. Duma, czyli emocja wpisana w nazwę i kulturowe DNA tegoż wielopokoleniowego, multidyscyplinarnego przedsięwzięcia, stała się nawet pełniejsza, rysując się na mapie ponowoczesności wyjątkowo grubymi konturami.

Broniąc wartości społecznych, Pride Month i zespolona z nim duma zdobywa wartość rynkową, albo inaczej: bronienie wartości społecznych nie przeszkadza jej w osiąganiu Prawdziwego Sukcesu. Optyka zielona, optyka tęczowa, queer, woke i Black Lives Matter. To imiona, które zostały już dawno spieniężone. To narracje przechwycone, a więc niemożliwe do kolejnego przechwycenia.

Innymi słowy: to zatrute jabłka naszej teraźniejszości. Obumarłe postulaty i trupie hashtagi, które zasługują na potraktowanie ich wyimaginowanym, demonicznym Kuroniem, tj. apelem o spalenie wszystkich istniejących komitetów – nawet własnych, i poprzedzony szczerym rachunkiem sumienia powrót do (rozumianej w każdy możliwy sposób) bazy.

Korporacje podczas Pride Month
Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here