Prywatne miasto jutra

Katarscy szejkowie, inwestując w kluby piłkarskie, udowadniają, że w obecnych czasach można grać w "Football Managera" w realnym świecie. Tymczasem Marek Zmysłowski udowadnia, że "SimCity" to nie tylko gra z czasów dzieciństwa, ale jego najnowszy projekt oraz spełnienie marzeń – i to w dodatku z widokiem na Ocean Atlantycki!

Marek Zmysłowski jest seryjnym przedsiębiorcą i inwestorem, ekspertem biznesu na rynkach wschodzących, autorem bestsellera “Goniąc Czarne Jednorożce”. Był założycielem Jumia Travel – największego w Afryce serwisu do rezerwacji hoteli online, spółki notowanej na NYSE (Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych). Obecnie właściciel Samana Group – tworzącego prywatne miasto na Dominikanie. Z Markiem spotykam się w Warszawie, na dość długą i fascynującą rozmowę.

Prywatne miasto na Dominikanie - Marek Zmysłowski
Marek Zmysłowski, fot. Marcin Hinz

Byłeś bardzo nieśmiałym chłopakiem, który wstydził się kobiet. Obecnie jesteś mówcą na TED-ach, doradcą i konsultantem wielu zarządów, a prywatnie partnerem vice-miss świata. Planujesz także zbudować własne miasto! Powiedz, co wydarzyło się w tak zwanym międzyczasie?

M.Z.: W ogromnym skrócie: nasz świat zachodni oparty jest na kapitalizmie i materializmie. Kompleksy bardzo pomagają ludziom w biznesie, więc leczenie ich finansowo daje ci niesamowitego kopa motywacyjnego, żeby zarabiać. Pieniądze z kolei dają ci pewność siebie, żeby z kolei leczyć kompleksy związane z płcią przeciwną. W moim przypadku właśnie chodziło o płeć przeciwną.

Natomiast jest to motywacja, która może nas bardzo mocno wypalić i każdego może też zniszczyć, jeśli nie nauczymy się tego wewnętrznego potworka kontrolować. Uważam, że na pewnym etapie życia było to celowe i przydatne, o tym też pisałem w książce, natomiast dla długofalowego szczęścia i jakby zminimalizowania ryzyka wpadnięcia w nałogi, długi czy depresję, trzeba nauczyć się czerpać szczęście z innych przyjemności.

Możesz podać jakiś przykład?

M.Z.: To jest trochę tak, jak z krajami i teorią ekonomii. Wschodzące kraje afrykańskie nie mogą w tym momencie przyjąć sposobu działania Szwajcarii. Muszą kierować się innymi zasadami, będąc jeszcze krajami wschodzącymi, a dopiero na etapie bogactwa Szwajcarii mogą zmienić się na przepisy obowiązujące w Szwajcarii.

Ty dziś, mając trzydzieści kilka lat i będąc na dorobku, nie możesz kierować się tymi samymi zasadami, co Jeff Bezos. Bo to jest ściema! Jeff Bezos, będąc na twoim miejscu, kierował się zupełnie innymi zasadami. Być może on nigdy nie był na twoim miejscu, bo na dzień dobry zaczął żyć inaczej. Więc tak było właśnie u mnie, kompleksy wykorzystałem jako motor napędowy w biznesie. I w porę pojąłem, że nie jest to temat długofalowy.

Samana Group – Hacienda

Pozostając przy pieniądzach i kobietach: twoja partnerka pochodzi z Dominikany, stąd też pojawił się pomysł, aby właśnie w jej rodzinnych stronach zbudować nowy biznes?

M.Z.: Tak, w Dominikanie pojawiłem się całkiem przypadkowo. Nigdy ten kraj nie był u mnie na mapie mentalnej czy fizycznej, ale nie wierzę w przypadki i to, że zdecydowałem się zaangażować w biznes na Dominikanie. Bo mówimy tutaj o nieruchomościach i prywatnym mieście, a na koniec dnia jest to model biznesowy. To było podyktowane już porządną analizą biznesową.

Czy Dominikana to dobre miejsce na inwestycję bądź zapuszczenie korzeni?

Marek Zmysłowski ze swoją partnerką, fot. Instagram

M.Z.: Biorę pod uwagę zmiany geopolityczne na przestrzeni najbliższych dziesięciu czy dwudziestu lat, które przewidują eksperci, położenie geograficzne Dominikany i jej samowystarczalność. Dla mnie jest to kraj dość daleki od wielu problemów, jest też już w miarę dobrze zorganizowany, a na dodatek tak bardzo różnorodny, jeżeli chodzi o naturę. Jest to jedno z lepszych miejsc na Ziemi na swój drugi dom. Zwłaszcza jeżeli ten pierwszy dom jest w jądrze ciemności świata zachodniego, jakimi są Europa czy Nowy Jork.

Obecnie sytuacja w Europie nie jest najlepsza. Sytuacja za naszą wschodnią granicą sprawiła, że znacznie wzrosło zainteresowanie inwestorów czy ludzi posiadających kapitał nieruchomościami w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. Prywatne miasto na Dominikana jest alternatywą dla tych osób?

M.Z.: To zależy od twojego horyzontu czasowego i twoich potrzeb! Dominikana nie może konkurować z Hiszpanią. Jeśli potrzebujesz mieć drugi dom trzy godziny lotu od siebie, do którego chcesz wypadać na weekendy – kwestii logistycznych nie przeskoczymy. Więc lifestylowo, jeżeli chcesz mieć coś bliżej siebie i korzystać ze świetnej pogody oraz infrastruktury, to rzeczywiście w perspektywie dwóch czy trzech lat Hiszpania bądź Grecja wydają się ciekawsze niż Dominikanie dla tego profilu potrzeb i horyzontu czasowego.

Prywatne Miasto na Dominikanie - Samana Group
Samana Group – Dominikana

Jeżeli zaś mówimy o perspektywie dziesięcioletniej, to Hiszpania wydaje się tak samo mało rozsądna, jak inwestycja w nieruchomość w Polsce, bo problemy dotyczące kryzysu żywnościowo-surowcowo-klimatyczno-imigracyjnego dotykają Hiszpanię znacznie bardziej niż Polskę. Więc moim zdaniem w tym kontekście Hiszpania jest znacznie bardziej ryzykownym rozwiązaniem inwestycyjnym.

W Polsce za sprawą biznes influencer’ów modne stało się flipowanie. Kupujemy mieszkanie z rynku wtórnego, remontujemy, odnawiamy i po pół roku czy roku odsprzedajemy z zyskiem 20-40% w zależności od kondycji mieszkania, w jakim je kupiliśmy. Czy jakkolwiek ma się to do inwestycji w Twój biznes?

M.Z.: Nijak! Flipowanie to bardzo fajny biznes. Z perspektywy klienta bardzo się cieszę, że tego typu firmy w Polsce powstają, ponieważ jak ja kupuje dom czy mieszkanie, to chcę się wprowadzić i zamieszkać. Nienawidzę budować czegoś dla siebie, budować dla innych czy tworzyć firmę – ok! Flipowanie rozwija się nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, ponieważ jest bardzo dużo starej infrastruktury i nieruchomości, które wymagają renowacji. Na Dominikanie tego nie ma, gdyż rynek pierwotny jest znacznie większy niż rynek wtórny.

Elon Musk, którego często cytujesz, w jednym z wywiadów wspomniał, że: “warto kupić nieruchomość, dzięki czemu ochronimy swój kapitał przed wysoką inflacją”. Jak Ty się na to zapatrujesz?

M.Z.: Cytuję Elona, ale nigdy nie słyszałem o jego wypowiedziach na temat nieruchomości. Nie uważam go, szczerze mówiąc, za specjalistę od nieruchomości. Podobnie jak Billa Gatesa za specjalistę, jeżeli chodzi o szczepionki czy przyszłość świata. Czy nieruchomość jest sposobem na inflację? Szybka odpowiedź brzmi: TAK! Lecz tak naprawdę zależne jest to od obecnej sytuacji ekonomicznej całego kraju. Możesz mieć inflację w połączeniu z kryzysem gospodarczym czy pandemią.

Nie jestem ekonomistą, lecz może być sytuacja, w której nieruchomości mają znacznie wolniejszy wzrost niż szalejąca inflacja. Jednak nieruchomości są sposobem na inflację, jeśli porównujemy jej wartość z trzymaniem pieniędzy na koncie. Natomiast jestem daleki od dawania rad w tym temacie, ponieważ my budujemy nasze hucznie nazwane prywatne miasto głównie na nasze potrzeby, bo chcemy mieszkać w pięknym i harmonijnym miejscu na Ziemi. Model biznesowy obroni się sam. Ciężko powiedzieć mi dziś, jak będzie wyglądało to w kontekście światowej inflacji, nie jestem specjalistą w tym temacie, chcę prowadzić dobrze zarządzające się miasto.

Skoro wspominasz o zarządzaniu miastem… Urbanista Carlos Moreno, twórca koncepcji piętnastominutowego miasta, pod koniec czerwca 2019 roku stwierdził, że “mieszkaniec nowoczesnego miasta nie powinien być przykuty do siedzenia swojego samochodu. Najlepiej, by go w ogóle nie potrzebował”.

Prywatne miasto na Dominikanie - Samana Group
Samana Group – Dominikana

M.Z.: To jest bardzo fajne sprowadzenie jakości życia, i on to skwantyfikował w czasie, bo jednak głównym problemem dzisiejszego życia w dużych miastach jest to, ile czasu spędzamy w korkach. Pamiętam, jak mieszkałem w Barcelonie, to mimo iż jest to miasto z bardzo dużą ilością wad, faktem jest to, że wszystko, co było niezbędne do życia, znajdowało się piętnaście, dwadzieścia minut pieszo od miejsca zamieszkania.

W Dominikanie jest inaczej, bo nie chcesz wszędzie chodzić pieszo, ponieważ jest gorąco, a jedną z głównych cech tej nowoczesnej wioski jest bardzo małe zagęszczenie budynków. Nie będziemy zabudowywać więcej niż 30% powierzchni Ziemi. Więc z zasady budynki będą od siebie oddalone około piętnastu minut pieszo, lecz jest jeszcze kwestia tego, jak będziesz się poruszał, bo możesz podjechać do sąsiada elektrycznym rowerem czy hulajnogą lub wagonikiem, który będzie się tam poruszał, a może masz ochotę się przebiec, bo jest to część twojego treningu, więc nie tracimy czasu niepotrzebnie.

Chcę się przemieścić i stoję w korku, tracąc czas na siedzenie w aucie, które ma cztery wolne miejsca i pali benzynę. My nie chcemy miejsca, w którym są biurowce i banki, to nie jest miasto ze względu na aglomerację, a jedynie powierzchnię i ilość ludzi. To nie miejsce, w którym idziesz do pracy. To miejsce dla ludzi, którzy są tam głównie dlatego, że mogą pracować zdalnie, jeśli nadal zarabiają, bądź są już na takim etapie, że mogą sobie pozwolić tam być jako rentierzy.

Wasze prywatne miasto przyciąga do inwestowania raczej osoby prywatne czy korporacje?

M.Z.: W Samanie nie zachęcamy do inwestowania ludzi, którzy są nastawieni na zarabianie na turystach, czy tych myślących “kupię, wyremontuję, wynajmę” czy “kupię i sprzedam”. Budujemy wioskę – osadę, która będzie o wiele bardziej harmonijna z naturą, niż zoptymalizowana o korki, życie, lifestyle bądź stres. Chcemy budować to dla ludzi, którzy chcą tam zamieszkać, kupić dla siebie. W ten sposób zaczynał Uber. Na początku istnienia firmy kierowcami byli ludzie posiadający auto i chcący sobie jedynie dorobić, a teraz zrobił się z tego wielki biznes.

My chcemy być Uberem w oryginalnej wersji, ponieważ sprzedajemy mieszkania ludziom, którzy chcą tam zamieszkać trzy czy cztery miesiące w roku, a resztę niech sobie podnajmą, skoro mieszkanie i tak stoi puste, dzięki czemu obniżą koszty. Zupełnie inna jest społeczność chcąca tam być czy bywać, niż przy założeniu, że na sto apartamentów dziewięćdziesiąt dziewięć było kupione przez właścicieli, którzy nigdy nie postawili tam nogi i może się z tego zrobić jedna wielka imprezownia.

Jeśli chcemy zbudować inny rodzaj funkcjonowania społeczeństwa, który jest nowy, świeży, powinniśmy również myśleć o nowatorskiej formie finansowania. Bo jeśli zaczniemy finansować nowy świat pieniędzmi starego świata, to ja się obawiam, że ten stary świat będzie trochę chciał to kontrolować. Najciekawsze w naszym projekcie jest to, że większość ziemi, która nie jest obarczona długiem, mamy już na własność. Możemy więc, zamiast brać pieniądze od inwestorów, finansować się pożyczką hipoteczną, która obarczona jest ryzykiem, bo musisz ją spłacić, ale przynajmniej możesz zrobić z tymi pieniędzmi, co zechcesz.

Jaka jest bariera wejścia w prywatne miasto?

Prywatne Miasto na Dominikanie - Samana Group
Samana Group – Trasera

M.Z.: Zależy jakim rodzajem inwestora chcesz być. Czy chcesz kupić dom, mieszkanie bądź ziemię, żeby tam zamieszkać? Jeśli tak, to twoje wejście uzależnione jest od standardu. Działkę można kupić już od 25 000 dolarów, mieszkanie za 150 000, a dom nawet za 1 000 000 dolarów, lecz wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia jesteś. Można zainwestować w spółkę pt. Miasto spółka akcyjna i bawić się trochę w “SimCity” in real life i wtedy bariera jest od 100 000 euro w górę, a ty stajesz się udziałowcem całego miasta, który w ramach projektu będzie również inwestował w kilkaset projektów. Ponieważ to nie tylko są hotele, apartamentowce czy restauracje. To również będą spółki odpowiedzialne za transport czy wywóz śmieci.

Co tak naprawdę skłoniło cię właśnie do zainwestowania w projekt taki, jak prywatne miasto, do stworzenia jego konkretnej wizji?

M.Z.: Ostatnie dwa czy trzy lata to był taki okres, gdzie byłem w wielu spółkach naraz, ale nigdzie nie byłem na 100%, co było potrzebne, bo potrzebowałem trochę odpocząć od odpowiedzialności. Natomiast gdzieś tam podświadomie ładowałem baterie i czekałem na projekt, który jest na tyle ambitny, że aż mnie przeraża. I to jest właśnie ten projekt! Jednocześnie wymaga ode mnie bardzo wiele nauki i wyprowadza mnie ze strefy komfortu.

Przyjęło się, że jestem tym gościem od Afryki i gdy napisałem książkę, zaczęło do mnie wpadać tak dużo propozycji biznesowych, że mówiąc trochę niepoprawnie biznesowo, zarabianie pieniędzy przestało być jakimś większym problemem. Przestałem się rozwijać i przez to zacząłem dziadzieć. Cholera nie wiem, czy jest takie słowo. Więc zdałem sobie z tego sprawę, że mam już trzydzieści sześć lat i to jest moment, kiedy ciało już przestaje się rozwijać i trzeba je konserwować. Dlatego zacząłem trenować bardzo wiele różnego rodzaju dziwnych sportów tylko po to, żeby ciało cały czas się musiało czegoś uczyć. Był boks czy nawet lekcje tańca, a w tym projekcie muszę się uczyć codziennie hiszpańskiego, neuroplastyka działa świetnie. Zmieniam branżę.

Prywatne Miasto na Dominikanie - Samana Group
Samana Group – Nomad City

Gdzieś tam już zacząłem być w tej branży konstrukcyjnej przez SunRoof. Gościu z IT nagle buduję dachy, domy, a teraz całe miasta, więc mój umysł codziennie się wszystkiego uczy. Jestem bardzo często najgłupszą osobą w pokoju. I to jest fajne, bo mogę dorównywać do lepszych. Plus zupełnie nowy region. Gdzieś tam po prawie dekadzie spędzonej w Afryce wygląda na to, że kolejna dekada będzie w Ameryce Centralnej, w Ameryce Południowej. I to też jest niesamowita frajda, bo to jest niesamowicie ekscytujący kontynent, nie mniej niż Afryka. Potrzebowałem tej zmiany właśnie po to, aby się uczyć nowych rzeczy, permanentnie wzrastać, a co za tym idzie, czuć się młodziej przez znacznie dłuższy czas.

Jesteś współwłaścicielem SunRoof zajmującej się dachami solarnymi. Ostatnio zainwestowałeś w SeedsBot – startup, który rozwija aplikację łączącą się z urządzeniami IoT. Użytkownik może dokonać pomiaru poziomu materiałów sypkich w silosach paszowych i przemysłowych. Każda z tych firm jest z innej branży.

M.Z.: Ale wszystkie mają wspólny mianownik: hardware. Mamy zbyt dużo startupów, które chcą zmienić świat linijkami kodu. To tak nie działa, bo powinniśmy już dawno mieć latające samochody czy bazę na księżycu. A mamy, jak to zawsze mówię, panowanie hejterów na Twitterze, bo za bardzo się wkręciliśmy w ten soft PR. Za bardzo uciekliśmy od hardware'u, bo hardware is hard. Zarówno SunRoof, Samana, jak i SeedsBot to wszystko jest bardzo skomplikowany komponent hardware’owy.

Natomiast ja przez ten okres bardzo korzystałem z bycia zaangażowanym w wiele na pierwszy rzut oka skrajnie różnych biznesów. To, że masz swoje zaangażowanie w kilku miejscach naraz, jest wartością, bo masz dostęp do bardzo wielu różnego rodzaju ludzi, wiedzy i możesz łączyć kropki oraz, czasami, transferować wiedzę z jednego biznesu do drugiego.

Świat jest już tak wyspecjalizowany, że często specjaliści w różnych dziedzinach nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo ich dziedziny są tak duże wewnątrz w ramach swojej jednej. Natomiast ja w tym momencie wchodzę w etap, w którym chcę gdzieś tam tę szeroką wiedzę i doświadczenie zarówno z różnych sektorów, jak i z różnych spółek wykorzystać w Samanie.

Pracując jednocześnie na tak wielu płaszczyznach, współpracujesz z wieloma osobami. Czy jest jakiś klucz, według którego dobierasz partnerów biznesowych, swoich wspólników?

The Audio Bible Super Production
The Audio Bible Super Production team

M.Z.: Jeśli chodzi o wspólników, to muszą to być osoby, które uzupełniają moje słabości, a ja moimi silnymi cechami mogę uzupełnić ich! Żeby zbudować team, który może się wspierać. Bo jeżeli mamy obaj te same silne strony i te same słabe strony, to może pójść zajebiście, jak mamy szczęście, ale gdy problem w firmie będzie dotyczył słabej strony u obu, to jest lipa. Jeśli chodzi o rekrutację ludzi, to chyba dla mnie kluczowa jest dyscyplina, która często wychodzi z doświadczeń z CV.

Jeśli ktoś trenował jakiś sport lub pojawia się tam dyscyplina i konsekwencja w rozwoju mimo przeciwności losu. Uwielbiam takie proaktywne podejście, że przychodzisz do mnie z problemem, ale już masz na to jakiś pomysł! Jeśli chodzi o wspólników, to muszę wiedzieć, że mogę się od ciebie czegoś nauczyć i to jest kluczowe. Wtedy mogę nawet z tobą otworzyć fabrykę papieru toaletowego. Ale muszę widzieć wartość w pracy z tobą.

Czy obecna sytuacja na świecie, po pierwsze pandemia, po drugie wojna na Ukrainie, wpłynęła na rozwój każdego z tych biznesów, o których rozmawialiśmy?

M.Z.: Zdecydowanie jedne zahamowało, drugie przyspieszyło. W SunRoof zrobiliśmy pierwszą rundę finansowania przy lockdownie. Potem mieliśmy bardzo duże problemy z dostawami podzespołów, bo fabryki nie działały. Potem, zanim te podzespoły dojechały, to ceny surowców poszły do góry tak drastycznie, że ci producenci, którzy nam wysyłali te spóźnione dostawy, nagle zaczęli renegocjować te warunki. A potem przyszła wojna na Ukrainie, gdzie nasz inwestor miał fabrykę na Ukrainie, czy nawet dwie, a bardzo wielu naszych dekarzy to byli Ukraińcy.

Więc my bardzo mocno dostaliśmy po tyłku, mówiąc brzydko, w SunRoofie akurat. Ale nie ma tego złego. W tym momencie z kolei bardzo duzi deweloperzy przestali budować, przez co ich dekarze się zwolnili i do nas wracają, ceny surowców poszły jeszcze bardziej do góry. Już pomijając ceny energii, to ludzie nagle poczuli potrzebę być energetycznie niezależnymi, a nie tylko czekać na energię z sieci, która może przestać iść, bo będzie jakaś tam sytuacja podbramkowa.

To z kolei pomogło branży ogniw fotowoltaicznych, które mają swoich fanów i przeciwników. Ale jednej rzeczy nie zanegujesz. Obecnie, jeśli chodzi o odnawialne źródła energii, to dla przysłowiowego Kowalskiego panele są jedyną opcją, bo nie ma technologii mikroinstalacji nuklearnej do piwnicy, a wiatraki się sprawdzają tylko przy ogromnych skalach. Jedyną opcją dla domów jednorodzinnych są obecnie panele solarne.

Dałeś się poznać szerszemu gronu odbiorców jako autor książki “Goniąc czarne jednorożce”, która przyniosła Ci, jak już wspomniałeś, sukces w postaci tego, że ludzie dostrzegli w Tobie potencjalnego partnera biznesowego czy inwestora. Ale nie jest też tajemnicą, że jesteś w trakcie pisania drugiej książki. Na jakim jest etapie i o czym ona będzie opowiadała?

M.Z.: Tak! W zasadzie mam już wszystkie notatki, mam spis treści i muszę teraz to ubrać w jakąś składną całość. Pierwsza książka była o mojej walce w Nigerii, walce z korupcją czy mojej walce z Interpolem i tych wszystkich innych szalonych przygodach, których dostarczyła mi Afryka. A druga książka będzie o tym, co przemilczałem w pierwszej.

Będzie o walce wewnętrznej z moimi demonami, o walce z depresją, o tym, jak często bycie uzależnionym od dopaminy, która wynika z walidacji zewnętrznej, może cię wrzucić w nałogi, w najlepszym wypadku jedzenie czy drogie auta, a w najgorszym wypadku alkohol, narkotyki, imprezy i tak dalej. Jest dużo osób, które sobie z tym nie poradziły, a miały o wiele lepsze perspektywy na przyszłość niż ja. Będzie o zdrowiu fizycznym i zainteresowaniu zdrowiem psychicznym, które przełożyło się na stabilność.

Potem okazało się, że jeśli ja potraktuję swoje ciało jako startup, jeśli moje biomarkery będą moimi KPI-ami i poświęcę całą swoją wiedzę o biznesie, przekładając na zarządzanie moim ciałem tak jak biznesem, co może nie jest optymalne. Tak jak jest z dietami, że najlepsza dieta nie jest tą najlepszą dietą, tylko ta dieta, której trzymasz się najdłużej. W moim przypadku to zadziałało i wtedy nagle wszystko inne się okazało, że też działa lepiej. Zbyt wiele osób z mojego otoczenia wie dokładnie, ile wydali na prąd i ile wynosi wartość komórki x23 w ich planie finansowym sprzed trzech lat, natomiast nie mają zielonego pojęcia o tym, czy są zdrowi, kiedy robili badania krwi, czy nie mają przypadkiem jakiegoś ryzyka genetycznego.

Podsumowując naszą rozmowę, czy masz jakieś przesłanie, którym mógłbyś się podzielić na obecne czasy? Nie mówię konkretnie jak żyć, ale co zmienić, żeby żyło nam się trochę lepiej, spokojniej?

M.Z.: Trzeba podjąć decyzję, żebyśmy byli spokojniejsi, bo stresujące życie nie wynika z tego, że mamy dużo sytuacji stresujących. Stresujące życie wynika z tego, że nie radzimy sobie z sytuacjami stresującym, bo to, czy ty masz sytuacji stresujących dziennie jedną, czy sto, to jest mniej istotne. Bardziej istotne jest to, jak potrafisz sobie z nimi emocjonalnie poradzić i jak na nie odpowiedzieć.

Tu nie chodzi o wyparcie problemu, tylko o zaakceptowanie i pozwolenie pierwszym reakcjom organizmu przyjąć go i skupić się na chłodnej analizie, na spokojnym rozwiązaniu tego problemu. Ten spokój jest bardzo ważny. Nasz umysł czasami, gdy wkręcamy się w jakiś problem i za dużo o nim myślimy, trochę sztucznie go wyolbrzymia. Musimy uspokoić emocje, żeby wykorzystać nasz umysł do rozwiązania tego problemu. Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, która mi najbardziej pomogła, to nauczenie się radzenia z pierwszymi odruchami.

Chciałbym skończyć to fajną anegdotą, którą wczoraj przeczytałem. Gdy szczur jest w labiryncie i stara się wyjść z niego, on się nie denerwuje, tylko szuka rozwiązania, idąc dalej. Nie szuka winnych wokół siebie, tylko próbuje znaleźć wyjście z innej strony. Niewiele jako ludzie wiemy o samoświadomości szczurów, ale musimy pozwolić sobie analizować bez dodatkowego wkręcania się, dlaczego nasze życie jest takie beznadziejne, a nie inne.

To trochę jak z korkami. Gdy stoimy w nich, frustrujemy się i złościmy, często używając niecenzuralnych słów, a tak naprawdę są dwa rozwiązania, żeby przejść obok nich i uniknąć sytuacji stresowej. Albo wyjechać wcześniej, albo po prostu zaakceptować to, że one są i nasze nakręcanie się nie przyspieszy tego, że ten korek nagle zniknie. Gniewem w takich sytuacjach tylko i wyłącznie szkodzisz. Szkodzisz sobie!

Książki Marka Zmysłowskiego, również w wersji audio, można kupić tutaj.

Marek Zmysłowski w akcji na TEDx Koszalin