Bombaj

"You’ll love it, or you’ll hate it"– słyszałem na Goa z ust wielu Hindusów, gdy mówiłem im o swoich planach zwiedzenia Bombaju.

Nie cierpię takich okrągłych zdań, bo po pierwsze – nic z nich nie wynika, a po wtóre są zwykle nieprawdziwe. Ale faktycznie, chyba nie ma nikogo, kogo Bombaj pozostawiłby obojętnym. Jest gigantyczny, nieprawdopodobnie zatłoczony, z korkami nieznanymi nigdzie indziej, głośny, brudny i do tego drogi, w każdym razie jak na Indie. Ale jest również pełen nieprawdopodobnej energii, dobrze zachowanych śladów przeszłości, takiego cudownego (z naszego punktu widzenia) oldskulu, paradoksalnie – nieźle zorganizowany, z knajpami z tanim i  znakomitym jedzeniem (choć są i restauracje z cenami wywołującymi wypadnięcie oczu z orbit), i z hotelami na każdą kieszeń, choć najtańsze raczej nie będą ostentacyjnie czyste. Po kilku dniach spędzonych w Bombaju uważam, że to jedno z najbardziej fascynujących miast świata, do którego – jak tylko będzie okazja albo chociaż tani bilet – wrócę.

Przyznaję, poznawałem Bombaj również z punktu widzenia Taj Mahal Palace, jednego z najlepszych hoteli na świecie, gdzie – owszem – płacisz za historię tego miejsca, ale i gdzie czujesz kimś absolutnie wyjątkowym. Nie wiem, jak to tam robią, ale czułem się tam naprawdę wyjątkowo. Obsługa traktowała mnie jak kogoś nieledwie bliskiego, spełniała prośby i zachcianki w taki sposób, że ani przez chwilę nie poczułem się skrępowany. Żaden hotel sieciowy w którym kiedykolwiek spałem, nawet pięciogwiazdkowy, nie dał mi takich odczuć, to było jedyne w swoim rodzaju przeżycie, warte tych (niemałych) pieniędzy.

Hotel Taj Mahal Palace w Bombaju, zdj. www.goaprism.com
Hotel Taj Mahal Palace w Bombaju, zdj. www.goaprism.com

No więc we wspomnianym Taj Mahalu było owego wieczoru wesele, na które przybyli goście w tradycyjnych strojach, mający na sobie setki tysięcy dolarów, szczególnie panie, samo ich obserwowanie było czymś ekstraordynaryjnym, podobnie – jak kolejnego dnia – posiłek złożony z udek kurzych pieczonych w jakichś ziołach, kolacja, którą zjadłem w slumsie, tym, który znamy ze Slumdoga. Może to niezbyt mądre było, że pojawiłem się tam wieczorem, ale… trochę zabłądziłem zbytnio ufając GPS-owi.  Miejscowi byli trochę zdumieni widząc białasa, ale jestem cały, żyję, a kurak był pyszny i kosztował 1/100 ceny herbaty w Taj Mahalu. Oto Bombaj.

Bo w ogóle to te slumsy można zwiedzać, są specjalne zorganizowane wycieczki, a biura podróży część zysków przekazują lokalnej społeczności na szkoły, przychodnie itd. Uważam, że taka turystyka to coś okropnego, ma to swoją nazwę – kinky tourism i wygląda dokładnie tak jak myślicie – biali wożeni busikiem i robiące sobie selfies z półnagimi dzieciakami biegającymi za starym kaloszem udającym piłkę. Jak lądujecie w Bombaju za dnia, to widać, jak wielkie są te slumsy, bowiem całe lotnisko jest nimi otoczone, mieszka tam ponad milion ludzi, dodajmy – wielu także z wyboru. Zwiedzać można bez wycieczki, spacerując sobie miło wzdłuż oceanu, najbogatszą część Bombaju – Malabar Hill, z domami – czy raczej posiadłościami należącymi do elity finansowej kraju, a ponieważ kraj duży więc i fortuny ogromne, także związane w Bollywoodem, przypomnę, że Bombaj jest filmową stolicą Indii, z ponad 350 filmami powstającymi tutaj w ciągu roku. Czyli – mniej więcej – jednym dziennie, nieźle, prawda?

Slumsy, zdj. Trip4cheap.pl
Slumsy, zdj. Trip4cheap.pl

Poruszałem się po mieście komunikacją miejską. Jeśli ktoś się zdecyduje na wynajęcie auta i wróci cały – niech da znać. Ale, o dziwo, mimo tych korków i chaosu na ulicach, mimo omijających auta motocyklistów, nie widziałem ani jednej kolizji. Może kwestia szczęścia? Są autobusy, także piętrowe, taksówki – takie dla turystów, gdzie trzeba się targować i takie „normalne” z taksometrami, bardzo tanie, są tuk-tuki, jest wreszcie kolej. I ten rodzaj transportu sugeruję wypróbować nie tylko dlatego, że jest najszybszy.

TO po prostu trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć, jak gigantycznym miastem jest Bombaj. Pociągi, kolejki podmiejskie właściwie, jeżdżą w szczycie co – mniej więcej 3 minuty. Przez pierwszą moją przejażdżkę z otwartą buzia patrzyłem na proces wsiadania i wysiadania, dopiero później zrozumiałem, dlaczego ludzie używają siły, tworząc takie jakby jednorodne ciało pasażerskie i – nikt się temu nie przeciwstawia. Otóż, gdyby każdy wsiadał i wysiadał jak chciał, a to patrząc w komórkę, a to powoli i zwiewnie, to ten system transportu po prostu by nie zadział. Wyobraźcie sobie kilometrowy peron pełen pasażerów. PEŁEN. Jeśli każdy chciałby wejść, pociąg musiałby stać pół godziny. A postoje trwają 30 sekund, tylu ludzi wyjdzie ilu wyjdzie, wejdzie – ile wejdzie,  i czy ci się to podoba czy nie – odjeżdża. Nie wsiądziesz – to pojedziesz następnym albo następnym.
Do wyjścia szykuj się dwie stacje wcześniej i bądź możliwie najbliżej drzwi. Dopiero dzień przed wyjazdem zorientowałem się, że w każdym pociągu jest również prawie pusta 1. klasa, a panie w ogóle mają przedziały dedykowane dla ich płci, gdyż istotnie tłok w pociągu w Bombaju naraża każdego pasażera na daleko idący kontakt fizyczny z osobami trzecimi.

Oczywiście, są w Bombaju zabytki godne uwagi, jak postkolonialne budynki rządowe – sąd, uniwersytet, dworzec, właściwie ikoniczne, są fantastyczne muzea, teatry – grające i w hindi i po angielsku, ale najwięcej radości daje po prostu włóczęga po mieście, wizyty w sklepikach i butikach, kupiłem np. za 5 USD maharadżę reklamującego Air India w Khadi & Village Industries Emporium. Ten sklep jest naprawdę „jak kiedyś”, z kasami mechanicznymi, z panem pakowaczem, z ubraniami powstałymi chyba z 20 lat temu, vintage, jak byśmy powiedzieli, a wcale nie vintage. Obok – butiki ze współczesną modą hinduską i światowe sieciówki. I sprzedawcy herbaty, i pucybuci – może czekający na swój łut szczęścia, i przekupnie z kramikami ze sznurówkami i długopisami i gwar i szum i klaksony, klaksony, klaksony. Pierwszego dnia myślałem, że od tego trąbienia zwariuję.

Łapię się coraz częściej na tym, że trochę za nim tęsknię.

More from Rafał Turowski

Na bagna!

Jestem pewien, że Państwo zapracowani managerowie (a kto wie, może i pozostali...
Czytaj wiecej