Bored Ape NFT – wyobraź sobie swoją własną elitarność

NFT, Bored Ape, Bored Ape Yacht Club, OpenSea
Jedna z 10 000 "unikalnych" cyfrowych grafik NFT z cyklu Bored Ape Yacht Club, fot. OpenSea
NFT to zdecydowanie najgorętszy temat ostatnich miesięcy. Co więcej, ów obiekt pożądania domorosłych internetowych biznesmenów, zyskał niedawno nową twarz znudzonej małpy. Bored Ape Yacht Club stało się wirtualną wylęgarnią celebrytów traktujących obrazek z apatycznym zwierzakiem jako symbol prestiżu i ekskluzywności.

Elektroniczne małpie wizerunki pozornie nie różnią się zupełnie niczym od przeciętnej grafiki, którą moglibyśmy namierzyć przy pomocy wyszukiwarki Google’a. Sam wygląd postaci także nie grzeszy oryginalnością. Przerysowane, kreskówkowe oblicza przywodzą bowiem na myśl barwną wizualną estetykę ozdabiającą przedsięwzięcia formacji Gorillaz.

Ponadto grafikom z serii „Bored Ape Yacht Club” można zrobić screena, a także zapisać je na swój komputer czy telefon komórkowy. Tak, jak w przypadku większości internetowych obrazów, one również są przeznaczone do powszechnej konsumpcji. Gdzie więc odnajdziemy mityczną ekskluzywność, o której mówią pomysłodawcy tego blockchainowego projektu?

Odpowiedź jest bardzo prosta: w idei p o s i a d a n i a

Wideo tłumaczące fenomen

Każdy użytkownik internetu ma dostęp do JPEG-a z małpą, ale tylko właściciel ma o r y g i n a l n y obraz. Co to oznacza w praktyce? Otóż pewna grupa bogatych elit (za granicą Eminem, a u nas np. Magda Gessler) wydaje pokaźne sumy pieniędzy, by kupić sobie przywilej chwalenia się własnym (kompletnie wirtualnym) elitaryzmem.

Tajemnica ekskluzywności tkwi więc w absolutnej bezużyteczności tej idei. Niegdysiejsi bogacze nabywali dzieła sztuki, na które nie zwracali uwagi, lub hurtowe ilości aut, którymi nie jeździli. Dziś możni tego świata idą o krok dalej. Trwonią zawrotne sumy na potrójnie bezwartościowy obiekt. Cykl „Bored Ape” jest bowiem pozbawiony fizyczności (w istocie nie istnieje), unikatowości (różnica między oryginałem a kopią jest iluzją) oraz wartości symbolicznej. Do trzeciego punktu wrócimy zresztą za chwilę.

Małpia e-sztuka jest towarem potwierdzającym status nabywcy

Filmik parodiujący marketingowe narracje wokół NFT

Sam fakt zakupu automatycznie sugeruje posiadanie nadmiaru kapitału. Innymi słowy: dysponowanie tak ogromną ilością pieniędzy, że nieracjonalne trwonienie ich staje się niczym innym, jak tylko nieskrępowaną, dekadencką zabawą. Burżuazyjny hedonizm wpisany w narrację 2022 roku (lawirującą pomiędzy pracą zdalną, technologią VR i fenomenem Bitcoina), objawia się właśnie w taki sposób.

Wspomniana wartość symboliczna tej idei jest więc jednym wielkim paradoksem. Dzieło Basquiata zawieszone na ścianie wielomilionowego apartamentu nosi w sobie rangę kulturotwórczą. Pięćdziesiąt nowoczesnych aut kurzących się w garażu sugeruje pozorny, ale jednak potencjał praktyczny. Symbolika przedmiotu w obu przypadkach odnosi się więc do jego pierwotnej witalności ujarzmionej potęgą prywatnego kapitału.

Tymczasem znudzone małpy z elitarnej części internetu nie mają żadnej domyślnej wartości pierwotnej

Konwersacja na temat kryptowalutowego rynku

Ponieważ od razu stają się produktem symbolicznym, definiuje je pusty znak. W przeciwieństwie do przytoczonych wcześniej przykładów tutaj proces zakupu nie zmienia charakteru towaru. Produkt wyrósł z pustyni znaczeń przed jego nabyciem i taki pozostał po nabyciu.

Trudno nie zgodzić się więc z Brianem Eno, który słusznie zauważył, że sztuka NFT to twór „cwaniaków naciągających frajerów”. To groteskowe dzieło późnego kapitalizmu nie zasłużyło bowiem na bardziej przychylną recenzję. Nie warto przecież dawać szansy projektowi nawet niepróbującemu udawać, że pod swą pozorancką maską skrywa cokolwiek innego niż bezkresną próżnię.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Gamifikacja – pseudogra, antyzabawa, niefrajda

Gamifikacja to jedno z najgorętszych haseł ostatniej dekady. Słowo to pojawia się...
Czytaj wiecej