Przypudrowany brutalizm (Brodka – “Brut”)

Brodka, Brut, Marcin Kempski
Brodka, fot. Marcin Kempski
Wydany po pięcioletniej przerwie album Moniki Brodki zapowiadały dwie bardzo efektowne piosenki. Zarówno "Game Change", jak i "Hey Man" przykuwały uwagę widowiskowym kolażem elektropopowych brzmień oraz dystopijnej, neobrutalistycznej estetyki wizualnej.

Trochę Orwell, trochę sovietwave – tak prezentowały się utwory zwiastujące nadejście krążka, który miał być co najmniej brawurowy. Brodka obiecywała nam przebojowość, nowoczesność, a nawet wymierzony w patriarchalną rzeczywistość dekonstrukcjonizm. Ostatecznie okazało się jednak, że jej słomiany zapał do syntezatorów i gender studies spopielił się już na etapie singlowej promocji.

Wydaje się, że wspomniane wideoklipy Brodka wypuściła w eter dla niepoznaki

Kolorowy brutalizm pierwszego singla (Brodka – “Game Change”)

Reszta zawartych na “Brucie” kompozycji nie ma bowiem nic wspólnego z jaskrawym kolorytem obu numerów. Pozostałe składniki projektu można scharakteryzować jako art pop poddany kastracji – zdefiniowany przez ospałe, średnie tempa, pokraczne bębnienie i angielszczyznę przykrywającą bardzo konwencjonalną poezję. Progresywna idea artystki tak naprawdę zaczyna się i kończy na jej nowym, androgenicznym wizerunku. Reprezentuje on popkulturowy feminizm projektu, którego radykalność mierzy się w minutach spędzonych na kanapie studia “Dzień Dobry TVN”.

Trafnym odzwierciedleniem głównego problemu tej pozycji jest klip do “Hey Man”. Skoczny, popowy szlagier ilustruje bondowskie kino akcji oferujące odwrócenie standardowych ról płciowych. W wizji z teledysku to kobiety grają pierwsze skrzypce, a mężczyźni funkcjonują jako uległe damskiej sile, drugoplanowe postaci. Owa koncepcja przywodzi na myśl retorykę hollywoodzkiego neoliberalizmu wytwarzającego półprodukty w rodzaju kobiecych interpretacji Pogromców Duchów czy serii o Dannym Oceanie. Polska wokalistka i amerykańscy producenci mogą sobie podać rękę, gdyż działają w podobny sposób. Zamiast tworzyć nowe, ikonoklastyczne idee, robią nieistotne formalne fikołki, które nie deprecjonują, a wręcz legitymizują potęgę szablonowych narracji.

“Brut” podchodzi do powszechnych płciowych archetypów z bezkompromisowością disneyowskiej superprodukcji

Bondowski elektropop (Brodka – “Hey Man”)

Tak jak w przypadku multipleksowego spektaklu, tu również mamy do czynienia z atrakcyjnym estetycznie produktem. Klipy, oprawa graficzna okładki oraz wizerunek autorki tworzą przystępną, zaakcentowaną przez sympatyczne melodie całość. Innymi słowy, tworzą marketingowe złoto zamieniające ofensywny, antyestablishmentowy potencjał  w opłacalną kapitulację. Nic dziwnego, że epizodyczną rolę w klipie do piosenki “Game Change” odgrywa sam Quebonafide.

Popularny raper jest przecież prawdziwym mistrzem rozdmuchiwania pustych narracji. Wyruszył na przykład w podróż dookoła świata tylko po to, by usprawiedliwić pomysł na concept album rodem z międzyszkolnego konkursu geograficznego. Być może wkrótce doczekamy się więc płyty sygnowanej nazwą Brodkafide? Kooperacja dwóch artystów ochoczo autoryzujących banalne intencje na pewno podbiłaby rodzimy muzyczny rynek.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

2019 rok w muzyce zdefiniowało hasło “apokalipsa”

Ubiegłoroczne premiery płytowe być może wiele dzieliło estetycznie, lecz na pewno połączyła...
Czytaj wiecej