Celeste Ng – “Małe ogniska” [RECENZJA]

Celeste Ng – autorka powieści "Małe ogniska", rys. Javier Zarracina/Vox.com
Celeste Ng – autorka powieści "Małe ogniska", rys. Javier Zarracina/Vox.com
W marketingu nadużywa się słowa "bestseller", przez co strasznie ono spowszedniało. W końcu jaki to wyróżnik, skoro co druga książka na półce w księgarni właśnie w ten sposób jest promowana? Nieco inaczej jest w przypadku powieści "Małe ogniska" Celeste Ng – tutaj do czytelnika przemawia nie tylko słowo na "b", ale też szereg nagród i opinii najważniejszych branżowych pism, które zgodnie okrzyknęły tytuł najlepszą książką 2017 roku! W zeszłym miesiącu ukazało się polskie wydanie.

Idealne miasteczko, jego idealni mieszkańcy i ich wzajemne relacje. Tak w skrócie można opisać Shaker Heights oraz bohaterów, których przedstawia nam Celeste Ng. Perfekcyjne osiedle na przedmieściach Cleveland (Ohio) to projekt, jakich w Stanach Zjednoczonych powstało wiele. To właśnie takie miejsca zamieszkują ludzie sukcesu, stanowiący o amerykańskiej wyjątkowości… a przynajmniej wszyscy chcieliby, by tak było. Dla amerykańskiej pisarki, której rodzice przybyli do USA z Hongkongu, powieść “Małe ogniska” to swoisty powrót w rodzinne strony. Autorka z dużym przekąsem podchodzi jednak do tych “idealnych” ludzi. Zresztą, niech najlepiej ujmie to porównanie – przypomnijcie sobie popularne niegdyś “Gotowe na wszystko”, a teraz spróbujcie wrzucić tego typu postaci do… prawdziwego życia. Będzie o czym pisać.

Oczywiście wspomniane porównanie jest tu mocno przerysowane. W latach, gdy “Gotowe na wszystko” święciły triumfy, liczyły się intrygi, a nie nakreślanie portretów psychologicznych. “Małe ogniska” także się ich nie wyrzekają, ba, waga tajemnic z przeszłości ma tu niebagatelne znaczenie, ale towarzyszy temu bardzo pogłębione analityczne podejście do ludzi. W pierwszej kolejności Celeste Ng należy tu pochwalić za kunszt, z jakim napisała swoją drugą powieść. Narracja prowadzona jest w bardzo przemyślany sposób, dając nam, czytelnikom, obraz zmian, jakie na przestrzeni lat zachodziły w tej społeczności. I choć przybycie do Shaker Heights niepasującej do tego idealnego miejsca Mii Warren może wydawać się sztampowe, trudno wysnuć taki zarzut.

Okładka powieści "Małe ogniska" Celeste Ng, fot. Papierowy Księżyc
Okładka powieści “Małe ogniska” Celeste Ng, fot. Papierowy Księżyc

Samotna matka, artystka jest dla społeczności zagadką. Zresztą, mimo uśmiechów i pozytywnego usposobienia, każdy z mieszkańców okazuje się inny, niż jest w rzeczywistości. Ta fasadowość i jej ciągłe unaocznianie to świetny, bardzo życiowy motyw. “Małe ogniska” są tutaj jak młot pneumatyczny, który kruszy ten beton i próbuje pokazać, co kryje się pod nim. I to w sposób bardzo uniwersalny.

Małe ogniska – wielkie problemy

Autorka świetnie buduje świat przedstawiony w powieści. Nie udaje, nie szuka na siłę sposobów, by dogryźć tego typu pozornie idealnym jednostkom. Nie, “Małe ogniska” to historia, która po części wydarza się wszędzie, każdego dnia. Gdy zejdziemy bowiem do poziomu przesłania książki, nie będą ważne ujęte tam wydarzenia czy nagłe zwroty akcji. Wówczas zostaną tylko czyste emocje, które stanowią język uniwersalny i mogą w podobny sposób przemówić w różnorakich sytuacjach. Czy będzie to “Co ona sobie myśli? Nie ma już białych dzieci, że chcą adoptować Azjatkę?” niewiele odbiegałoby tu od “Sąsiad kupił nowy samochód, ciekawe skąd miał na to pieniądze?”. Te właśnie sąsiedzkie potyczki, często rozgrywające się jedynie na poziomie niechęci jednych do nieświadomych intencji drugich, to ważny motyw, nadający pęd wydarzeniom i odpowiedzialny za nagłe zwroty akcji.

Zostawiając jednak intrygi na boku, “Małe ogniska” to przede wszystkim opowieść o matczynej miłości. Rzecz jasna realizowanej na różne sposoby, ale zawsze dotykającej relacji matka-dziecko czy wręcz matka-córka. Ng świetnie prowadzi tu narrację, nie boi się eksperymentów. Największą zaletą tej powieści jest natomiast jej wielowarstwowość. Tak jak idealna otoczka Shaker Heights znika, gdy zajrzymy “za kulisy”, tak i różne prezentują się owe relacje, gdy przyjrzymy im się bliżej, często mając nawet do dyspozycji perspektywę czasu. Ostatecznie “Małe ogniska” są bowiem historią bardzo złożoną, która nie tylko pokazuje realia funkcjonowania dość zamkniętych, elitarystycznych społeczności. Daje też szansę poznać motywację poszczególnych osób, nikogo nie ukazuje w sposób jednowymiarowy. Olbrzymią wagę przywiązuje się tu natomiast do tajemnic, które ma chyba każdy. Te zaś mogą po latach rujnować nawet pozornie idealne życie.

“Babska” książka dla każdego

Trudno jest przejść obok tej powieści obojętnie. Nawet tytuł zdaje się nabierać znaczenia, jeśli zastanowimy się nad jego metaforycznym przesłaniem. W pierwszej kolejności “małe ogniska” to oczywiście relacje rodzinne, starania matek i córek o podtrzymywanie płomieni symbolicznego ogniska domowego mimo życiowych problemów. Z drugiej jednak strony małe ogniska zyskują dosłowności, gdy na jaw wychodzą kolejne długo skrywane tajemnice. Umiejętnie podłożony ogień potrafi strawić wielkie połacie, podobnie jak małe ogniska rdzy sprawiają, że z czasem sypać zaczyna się całość.

Wszystko to składa się w spójną, bardzo dobrze przemyślaną opowieść. Samo pojawienie się tej książki w ofercie wydawnictwa Papierowy Księżyc powinno być na polskim rynku wydarzeniem! Bestsellerem można nazwać wszystko, co udało się wypromować na tyle, by ludzie chcieli kupić dany tytuł. Natomiast książki, które tak zgodnie zostały okrzyknięte fenomenem literackim, policzyć będzie można na palcach obu rąk. Na dowód lista zaledwie części opiniotwórczych magazynów, branżowych portali i platform sprzedażowych, które uznały “Małe ogniska” za najlepszą książkę zeszłego roku: “People”, “The Washington Post”, “Bustle”, “Esquire”, “Southern Living”, “The Daily Beast”, “GQ”, “Entertainment Weekly”, “National Public Radio”, “Amazon”, “Barnes & Noble”, “iBooks”, “Audible”, “Goodreads”, “Library Reads”, “Book of the Month”, “Paste”, “Kirkus Reviews”, “St. Louis Post-Dispatch”.

U nas natomiast… cóż, zachwyty także są. Książka zadebiutowała na polskim rynku 3 października. Jej największym problemem okazało się jednak błędne zaszufladkowanie. “Małe ogniska” to pełna intryg i niuansów wielowarstwowa opowieść, którą po prostu powinno się przeczytać. Skupienie się bowiem na losach matek i córek nie oznacza, że to od razu książka dla kobiet. Takie przeświadczenie jest natomiast dowodem jedynie tego, że książkę oceniło się po okładce, nie zaś po treści. Tymczasem naprawdę warto, chyba że wolicie poczekać na serial. Ten ma się ukazać w przyszłym roku – wybór należy do was.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Co zrobić, by samotne picie w barze nie wyglądało żałośnie?

Ludzie chętnie oceniają innych, dlatego każdy – świadomie czy nie – stara...
Czytaj wiecej