Chindōgu, czyli genialne w swojej niepraktyczności

Chindōgu, Kenji Kawakami
Jeden z wynalazków Kenjiego Kawakamiego
Stare przysłowie mówi: jeśli coś wygląda głupio, ale działa, to wcale nie jest głupie. Co jednak w przypadku gadżetów, których głównym celem jest rozwiązywanie nieistniejących problemów? Moda na takie cuda techniki, zwane chindōgu, zrodziła się w głowie jednego Japończyka.

Żyjemy w czasach kultury memów – rzeczy ulotnych, w mgnieniu oka zdobywających szaloną popularność, by kilka tygodni później przepaść w odmętach internetu. Humor, często absurdalny, wraz z odpowiednim kontekstem kreują metajęzyk, którym porozumiewają się konkretne grupy internetowej społeczność; bardziej uniwersalne wytwory tej kultury przenikają natomiast do świadomości większych grup, często przedłużając swoją efemeryczną egzystencję, czasem także wracając przy kolejnych okrążeniach internetu. Chindōgu to jednak coś więcej – coś, co wyprzedzało nasze czasy w sposób równie widowiskowy.

Na pierwszy rzut oka chindōgu przypomina współczesne memy. To rzeczy absurdalne, czasem bawiące bardziej niż powinny, ale przede wszystkim doskonale wpisujące się w zasadę jeśli coś wygląda głupio. W tym przypadku możemy być pewni, że będzie tak wyglądać – czy jednak zadziała, zacierając złe wrażenie? I tak, i nie. U podstaw każdego z tych rewolucyjnych projektów leży bowiem niepraktyczność.

Kenji Kawakami wyprzedził współczesność o kilka dekad

Chindōgu, Kenji Kawakami
Jeden z wynalazków Kenjiego Kawakamiego

Nie może dziwić fakt, że chindōgu zdobyło rozgłos w drugiej dekadzie XXI wieku. To idealny materiał na mema – tak idealny, że wręcz wtórny względem memiarskiej kultury. Sęk jednak w tym, że geneza tego technologicznego fenomenu sięga czasów, gdy internet właściwie nie istniał. Mianem chindōgu określamy bowiem wynalazki absurdalne jak choćby masło do chleba w sztyfcie czy ubranka dla dziecka wyposażone w materiał mopujący podłogę. To nic innego jak swoisty manifest wspomnianego Kenjiego Kawakamiego. Jak sam autor tłumaczył przed laty swoje pomysły:

Zasadniczo chindōgu jest tym, czym dla Wielkiej Brytanii była rewolucja przemysłowa. Jedyną różnicą jest to, że podczas gdy większość wynalazków ma na celu uczynienie życia wygodniejszym, moje mają więcej wady niż produkty prekursorowe, więc ludzie nie mogą ich sprzedawać.

– Kenji Kawakami dla “The Japan Times”

Kawakami studiował inżynierię lotniczą, lecz na skutek zawirowań politycznych i studenckich protestów w latach 70. XX wieku nigdy tego kierunku nie ukończył. Jego zamiłowanie do technologii jednak nie przeminęło – zaczął pracować jako freelancer, z czasem zachwycając też swoimi szalonymi pomysłami. Samo określenie chindōgu znaczny po japońsku nic innego jak dziwne narzędzia.

Sława, na którą chindōgu i jego twórca zasłużyli

Chindōgu, Kenji Kawakami
Jeden z wynalazków Kenjiego Kawakamiego

Pomysłowość Kawakamiego dobrze współgrała z lewicowym aktywizmem – jego pomysł w istocie miał być bowiem manifestem. Projektując bezużyteczne gadżety, Japończyk wyrażał swoje stanowisko polityczne, krytykując materializm i kult pieniądza. Właśnie dlatego twórcy chindōgu nie tylko muszą tworzyć rzeczy bezużyteczne, ale przede wszystkim czyste, by nazwać je tym mianem. Przez czystość prekursor rozumie twórczość dla sztuki, nie dla zysku. Nawet żartobliwa sprzedaż wynalazku sprawia, że ten przestaje być chindōgu.

Pierwsze oznaki rozpoznawalności Kawakami mógł odczuć na przełomie lat 80. i 90. Wtedy też nawiązał współpracę z zachwyconym jego twórczością Danem Papią – redaktorem “Tokyo Journal” kierowanym do anglojęzycznego czytelnika. W ten sposób Papia chciał spopularyzować chindōgu także wśród obcokrajowców żyjących w Japonii. W połowie lat 90. doprowadził także do wydania przez Kawakamiego książki “101 Unuseless Japanese Inventions: The Art of Chindōgu” i jej kontynuacji “99 More Unuseless Japanese Inventions” w 1997.

Chindōgu, Kenji Kawakami
Jeden z wynalazków Kenjiego Kawakamiego

Kolejna fala fascynacji chindōgu przyszła już w erze wszechobecnego internetu. W ostatnich latach doszło do kilku wystaw tej bezużytecznej twórczości, wśród których szczególnie duży rozgłos zapewniła Kawakamiemu ekspozycja w paryskim Palais de Tokyo w 2015 roku. Wtedy też młode pokolenie zachwycone twórczością Japończyka ruszyło do boju. Sam Kenji Kawakami w latach 1985-2001 stworzył ponad sześćset bezużytecznych projektów – żadnego nie opatentował. Dziś Międzynarodowa Społeczność Chindōgu gromadzi natomiast rzeszę dziesięciu tysięcy zapaleńców, którym przewodzi Jean-Christophe Lecocq. On sam ma na swoim koncie ponad dwieście projektów bezużytecznych przedmiotów.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Glory hole” z pamiątką na całe życie?

Wbrew pozorom, nie jest to tekst o przygodnym seksie i jego przykrych...
Czytaj wiecej