Obiad na diabelskim młynie? Węgrzy kupili ten pomysł

Budapeszt, Węgry, Budapest Eye, budapestwonderguides.com
Budapest Eye, fot. budapestwonderguides.com
Budapest Eye nie ma szczególnie długiej historii, ale w ciągu kilku lat istnienia ten diabelski młyn zdążył wyrosnąć na jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych stolicy Węgier. Ostatnio natomiast stał się swego rodzaju symbolem gastronomicznego buntu wobec pandemicznych ograniczeń.

Konstrukcja górująca nad skwerem Erzsébet mierzy 65 metrów i cieszy się dużą popularnością. To jeden z najwyższych diabelskich młynów w Europie, a ponieważ znajduje się w centrum Budapesztu, pozwala turystom spojrzeć na miasto z wyjątkowej perspektywy. Pandemia mocno jednak dała się we znaki operatorowi, ograniczając w stolicy Węgier liczbę przyjezdnych. Mocniej niż turystyka oberwała chyba tylko gastronomia… I tak oto zrodził się pomysł, by Budapest Eye – przynajmniej na chwilę – stał się restauracją. I to taką z gwiazdką Michelin!

Costes zaserwowało kolację na Budapest Eye, ale co dalej?

Budapest Eye, Diabelski młyn, Budapeszt, Węgry, Costes, Costes Downtown, Reuters
Kolacja z panoramą Budapesztu w tle, fot. Costes Downtown/Reuters

Na pomysł wpadł Károly Gerendai – właściciel uznanej restauracji Costes Downtown. Lokal wyróżniony przez “Przewodnik Michelin” zaliczył w ostatnich miesiącach olbrzymi spadek liczby gości. Jak wylicza restaurator, obłożenie restauracji wynosi zaledwie 10% w porównaniu z czasami sprzed pandemii. To zaś – mimo wyróżnień i uznania – nie wystarczy, by uratować to miejsce przed permanentnym zamknięciem. Kolejne miesiące funkcjonowania w zawieszeniu bez wątpienia sprawią, że wiele restauracji upadnie – i to niezależnie od kraju, w którym się znajdują. Taki los wróżą branży najważniejsi jej reprezentanci – najlepsi szefowie kuchni z topowych lokali.

Gerendai zdobył się jednak na coś, co można uznać za kreatywne mierzenie się z problemami lub zwykły bunt wobec kolejnych obostrzeń. Nawet jeśli uznamy, że chodziło o drugi z powodów, trudno jednak odmówić restauratorowi pomysłowości. Nawiązał on bowiem współpracę z operatorem Budapest Eye, by to gondole diabelskiego młyna zastąpiły stoliki restauracji. Konstrukcja posiada ich ponad czterdzieści, a każda stanowi niewielkie, zamknięte pomieszczenie jak w przypadku kolejki górskiej. To zaś oznacza, że nie tylko nie złamano żadnych zakazów, ale też znaleziono wyjątkowe wyjście z tej trudnej sytuacji.

Kolacja na diabelskim młynie okazała się łakomym kąskiem

Budapest Eye, Diabelski młyn, Budapeszt, Węgry, Costes, Costes Downtown, Reuters
Kelner serwujący danie gościom Costes na diabelskim młynie, fot. Costes Downtown/Reuters

Czterodaniowy posiłek w tak wyjątkowych okolicznościach restauracja Costes wyceniła na 48 000 forintów, a więc nieco ponad 600 zł. Menu opublikowano na Instagramie, a zainteresowanie musiało przejść najśmielsze oczekiwania pomysłodawców. Wejściówki rozeszły się bowiem błyskawicznie.

Przedsięwzięcie, przynajmniej na razie, miało jednak charakter bliższy happeningowi niż realnemu walczeniu o utrzymanie. Costes Downtown zaserwowało swoim gościom wyjątkowe doznanie kulinarne, udowadniając, że nawet mimo przeciwności losu można działać w dobie pandemii. Gerendai zapowiedział też, że najprawdopodobniej spróbuje powtórzyć to wydarzenie w przyszłym roku.

Teraz, gdy ruch turystyczny jest niewielki, przez co ani w restauracji, ani na diabelskim młynie nie ma zbyt wielu ludzi, nadarzyła się wyjątkowa okazja, by zrobić coś takiego. Budapest Eye ze swoim zamkniętymi gondolami jest idealnym miejscem, by zachować dystans społeczny wśród gości.

– Károly Gerendai, właściciel restauracji Costes

Autor artykułu
More from Damian Halik

Warto poznać laureatów The Best Chef Awards 2019

W branży kulinarnej funkcjonuje co najmniej kilka plebiscytów, których wyniki potrafią wzbudzać...
Czytaj wiecej