„Cruella” – nie wszystko jest czarno-białe [Recenzja]

Wraz z otwarciem kin, na ekranach zaczyna pojawiać się coraz więcej premier. Jedną z nich jest wyczekiwany film ze stajni Disneya, który przedstawia nam historię Cruelli DeMon — jednej najbardziej ikonicznych postaci klasycznych animacji.

Każdy, kto kiedykolwiek oglądał „101 dalmatyńczyków”, na pewno pamięta, że oprócz ogromnej liczby uroczych psiaków, jeszcze jedna postać była tam niezwykle charakterystyczna. Mowa oczywiście o Cruelli DeMon (ang. DeVil), która to obrała sobie za cel, schwytanie wszystkich tytułowych dalmatyńczyków. Nigdy jednak nie było wiadomo, dlaczego Cruella tak naprawdę żywi do tych istot taką nienawiść. Teraz Disney postanowił nieco nam nakreślić sytuację w swoim najnowszym filmie live-action, który to przedstawia nam historię młodej Cruelli.

Emma Stone jako Cruella fot. Disney Polska

Nowa twarz ikony

Cruella z animacji to dla wielu osób przerażająca postać, która niejednokrotnie pojawiała się w sennych koszmarach. Kto bowiem nie bał się demonicznej kobiety, chcącej przerobić psy na płaszcze? W latach dziewięćdziesiątych postać z animacji przybrała ludzką twarz Glenn Close. Aktorka wcieliła się w Cruellę tak przekonująco, że momentami była jeszcze bardziej przerażająca, niż oryginał. Ponad 20 lat później, zło przywiera nowe wcielenie.

W najnowszych pełnometrażowym filmie Disneya, w Cruellę — a właściwie w Estellę — wciela się Emma Stone. Od początku była ona bardzo ciekawym wyborem do tej roli. Nie dość, że jest na tyle charakterystyczną aktorką, by odpowiednio oddać swoiste szaleństwo postaci, to na dodatek jest na tyle rozpoznawalna, by zachęcić wielu widzów do wizyty w kinie.

Emma Stone jako Cruella fot. Disney Polska

Origin story

Już od pierwszych zwiastunów byłem bardzo ciekawy tego, jaką historię będzie opowiadał nowy film Craiga Gillespie. Twórca „Jestem najlepsza. Ja, Tonya” lubi poruszać tematykę silnych kobiet, które nie wpisują się w tradycyjne ramy społeczne. Jednocześnie, tak jak w jego poprzednich filmach, tak i w przypadku „Cruelli”, główna postać przez większość ludzi może być odbierana jako negatywna, ale jednak coś sprawia, że ją lubimy. Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj wybór odpowiedniej obsady. 

Cruellę, która na początku filmu nosi jeszcze imię Estella, poznajemy jako małą dziewczynkę. Dowiadujemy się, w jaki sposób zostaje ona sierotą i poznaje przyjaciół, którzy będą jej towarzyszyć jeszcze przez lata. Ostatecznie dowiadujemy się również, jak stanie się postacią, którą wszyscy dobrze znamy. Ale czy na pewno?

Emma Stone jako Cruella fot. Disney Polska

Audio-wizualna bomba

Jak się okazuje, nie dowiadujemy się o niej wszystkiego. Wciąż pozostaje tajemnicą, dlaczego w zasadzie tak bardzo nienawidziła dalmatyńczyków — choć dostajemy co to tego pewne wskazówki. Na szczęście przekonamy się o tym zapewne szybciej, niż później, ponieważ zaledwie kilka dni temu Disney rozpoczął już prace nad kontynuacją filmu. Jak jednak wypada „Cruella”?

W telegraficznym skrócie, zdjęcia, kostiumy, muzyka oraz sama Emma Stone, to największe zalety tej produkcji. Dzięki temu zestawowi są momenty, w których wprost nie można oderwać wzroku od ekranu. Można też o tym filmie powiedzieć, że co dwie Emmy, to nie jedna, gdyż pojawiająca się na ekranie Emma Thompson w duecie ze Stone, robią prawdziwe widowisko. 

Emma Thompson jako Baronowa fot. Disney Polska

Drobny niedosyt 

Przyznaję, że oglądało mi się ten film bardzo dobrze. Ze wszystkich live-action Disneya z ostatnich lat, „Cruella” wypada jako jeden z lepszych. Choć porównanie do innych produkcji nie będzie do końca fair, ponieważ nie jest to nowa wersja starej animacji, a opowieść jedynie na jej motywach i o jednej z postaci. W zasadzie w filmie nie pasowała mi jedna rzecz, która niestety zepsuła mi jego odbiór bardziej, niż przypuszczałem. Przemiana głównej bohaterki następuje tu w zawrotnym tempie, a jej uargumentowanie nie było dla mnie wiarygodne.

Trzeba jednak napisać, że zdecydowanie warto wybrać się na ten film do kina. Ma on większość tych cech, do których przez lata przyzwyczaił nas Disney. Świetnie dobrany casting, wartką akcję, humor i poczucie dobrze spędzonego czasu. Pomimo kilku wad, powinien się niemal każdemu spodobać. Teraz czekamy na sequel.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

44. edycja Polskiego Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni

Jesień i pierwsza połowa zimy, to czas festiwali filmowych. Na całym świecie...
Czytaj wiecej