Czarne chmury nad Blue Origin?

Jeff Bezos, Economic Club of Washington, Alex Wong, The Observer
Jeff Bezos podczas spotkania Economic Club of Washington (13 września 2018), fot. Alex Wong/The Observer
Gdy mogłoby się wydawać, że kosmiczny wyścig rozkręca się na dobre, z obozu jednego z jego głównych uczestników dochodzą naprawdę niepokojące wieści. Jeff Bezos nie ma w ostatnich miesiącach łatwo, a na domiar złego jego Blue Origin mogło narazić się amerykańskim władzom.

No i wykrakałem! Pisząc o poprzednim etapie kosmicznego wyścigu, jak wielu oczekiwałem rozstrzygnięć dotyczących pierwszego komercyjnego lotu w kosmos. Lipiec miał być dla Jeffa Bezosa czasem świętowania efektów dwóch dekad prac nad rozwojem Blue Origin. Miliarder wytworzył wokół swojej wyprawy niesamowicie podniosłą atmosferę. Na pokład zabrał też wyjątkowych gości – i stało się. Tyle że nie było to już aż tak istotne, bo – jak przewidywałem – twórcę Amazonu wyprzedził Sir Richard Branson, który ostatecznie ruszył w kierunku gwiazd podczas jednego z lotów testowych swojego pojazdu.

A jednak wrócił

Jeff Bezos, Blue Origin
Jeff Bezos ze stworzoną przez jego firmę rakietą w tle, fot. Blue Origin

Pretekstem do poprzedniego tekstu na ten temat była internetowa petycja, której twórca chciał zabronienia Bezosowi powrotu na Ziemię. Akcja była oczywiście żartem, ale i tak przyciągnęła uwagę dziesiątek tysięcy internautów. Lot Bezosa odbył się bez większych problemów i wszyscy bezpiecznie wylądowali, ale jego święto popsuł konkurent. Przegrana przez Blue Origin potyczka z Virgin Galactic nie była jednak najgorszym, co spotkało Bezosa. W ciągu kolejnych trzech miesięcy jego firma przeszła istne trzęsienie Ziemi.

Wyskok Bransona po prostu starano się zignorować, wciąż budując podniosłą atmosferę wokół lotu Blue Origin. Jeff Bezos nie jest jednak człowiekiem, który bierze takie rzeczy z przymrużeniem oka. Spośród wszystkich miliarderów świata nieprzypadkowo akurat jego porównuje się do Lexa Luthora. O tym, że jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, przekonuje natomiast sam zainteresowany. Ego Bezosa jest na tyle rozrośnięte, że ten postanowił ostatnio opóźnić planowany przez NASA powrót człowieka na Księżyc.

Nie jest oczywiście tak, że celowo próbuje on sabotować działania Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej. Powodem jest jednak pozew, jaki miliarder złożył po przegranym przez Blue Origin przetargu. To pierwszy z ciosów, jakie otrzymała w ostatnich miesiącach jego kosmiczna działalność. Nie dość, że koło nosa przeszły mu dwa miliardy dolarów, to jeszcze pieniądze trafią w ręce jednego z jego konkurentów. NASA zdecydowała bowiem, że opracowanie lądownika księżycowego zleci firmie SpaceX Elona Muska.

Ważą się losy Blue Origin?

Otwarty konflikt z amerykańską agencją kosmiczną z pewnością nie jest Bezosowi na rękę. Dziwi zresztą taka determinacja szefa Amazonu – swoim zachowaniem może przecież zamknąć przed sobą wiele drzwi. W jakimś sensie staje się on więc swoim największym wrogiem. Większego, jak się okazuje, Blue Origin ma jednak w swoich szeregach. Pod koniec września opublikowano list otwarty podpisany przez grupę byłych i obecnych pracowników firmy.

Warto w tym miejscu podkreślić, że mowa o dwudziestu jeden osobach, podczas gdy kosmiczne przedsiębiorstwo Bezosa zatrudnia kilkuset pracowników. Oskarżenia są jednak poważne i mogą zatrząść spółką. Twórcy apelu dowodzeni przez Alexandrę Abrams (do 2019 roku szefowa komunikacji wewnętrznej w firmie) wytykają wiele uchybień w pracach Blue Origin. Na tapet wzięto zarówno przepełnioną seksizmem i strachem kulturę pracy, fasadowość proekologicznych haseł, jak i kwestie bezpieczeństwa.

O przypadkach molestowania w firmie wiadomo od dawna. Część osób za nie odpowiedzialnych została już nawet zwolniona. Zdecydowanie gorzej wypada atmosfera – pracownicy wciąż mówią o uciszaniu niewygodnych głosów i wielu nieprofesjonalnych zachowaniach kadry menadżerskiej. Uwadze pracowników nie umyka też sprzeczność haseł głoszonych przez firmę z realnymi działaniami. Wszystko to jednak blednie w obliczu ostatniej z podniesionych kwestii.

Pracownicy Blue Origin nie chcieliby lecieć w kosmos własnymi rakietami

New Shepard 2, Blue Origin
Start należącej do Blue Origin rakiety New Shepard 2 (23 października 2015), fot. Blue Origin

Jako że zmagania Blue Origin ze SpaceX czy Virgin Galactic odbywają się w atmosferze wyścigu, nie mogą dziwić naciski na pośpiech. Ten jednak zdecydowanie nie jest wskazany, gdy chodzi o ludzkie życie. Z listu otwartego pracowników wynika natomiast, że w firmie Jeffa Bezosa naciski doprowadzają do przyspieszenia postępu prac kosztem bezpieczeństwa. Sygnatariusze dokumentu wprost przyznają, że baliby się wystartować na pokładzie rakiety New Shepard.

Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest podejmowanie decyzji z pominięciem zdania inżynierów i ekspertów. Zarządzanie twardymi rękami zaufanych ludzi prezesa jest efektywne, ale raczej nie sprzyja zachowaniu standardów. Te zaś są w kosmicznym przemyśle kluczowe. Obawy inżynierów nie mogą przecież być ignorowane wyłącznie ze względu na sztywny harmonogram prac, który narzucają menadżerowie.

Oczywiście rzecznik prasowy Blue Origin odpowiedział na zarzuty z listu otwartego typowo korporacyjną gadką, dodając do tego personalny atak na inicjatorkę jego powstania. Sprawa nie zostanie jednak zamieciona pod dywan. Pojawienie się w przestrzeni publicznej oskarżeń dotyczących bezpieczeństwa musi bowiem zainteresować instytucje państwowe.

Federalna Administracja Lotnictwa już przygląda się sprawie. Bez licencji nadawanych przez tę agencję sen Bezosa o podboju kosmosu nie może się spełnić. Wykrycie jakichkolwiek nieprawidłowości może nie przekreśli z miejsca szans na dalszą działalność firmy, zdecydowanie jednak zahamuje jej rozwój. Wynikające z pośpiechu zaniechania mogą więc odbić się Jeffowi Bezosowi czkawką. Cóż za ironia losu. Do momentu wydania decyzji sen jednak trwa – już 13 października New Shepard ma ruszyć na 18. misję.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Nick Offerman radzi: sylwester po męsku

Sposobów na spędzenie sylwestrowej nocy jest naprawdę wiele, najważniejsze jednak, by bawić...
Czytaj wiecej