Czarownice z Eastwick w Syrenie

Czarownice z Eastwick - kadr z filmu, od lewej: Susan Sarandon, Cher i Michelle Pfeiffer (dzikabanda.pl)
Czarownice z Eastwick - kadr z filmu, od lewej: Susan Sarandon, Cher i Michelle Pfeiffer (dzikabanda.pl)
Mamy w Warszawie nową scenę musicalową. I bardzo dobrze, bo pojemność Romy też ma swoje ograniczenia, poza tym - także Romie przyda się konkurencja.

Ową konkurencją zaczyna być teatr Syrena, który za sprawą Jacka Mikołajczyka – dyrektora – i jego zastępcy – Marcina Zawady – ma się stać właśnie teatrem musicalowym. Obaj panowie są nie tylko miłośnikami i znawcami tego gatunku teatralnego, ale Jacek również ma na koncie sukcesy reżyserskie, by tylko wymienić ostatnie – “Nine” i “Zakonnice w przebraniu” zrealizowane w Teatrze Muzycznym w Poznaniu.

Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)
Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)

Mamy oto pierwszą premierę przygotowaną przez nową Dyrekcję, wyreżyserowaną i świetnie przetłumaczoną przez Jacka Mikołajczyka. O czym jest ten musical, może pisać nie będę, żeby nie obrazić inteligencji Czytelnika, jeśli ktoś nie czytał świetnej książki Johna Updike’a albo nie widział filmu Geroge’a Millera (z Susan Sarandon, Cher, Michelle Pfeiffer oraz – oczywiście – Jackiem Nicholsonem), ten – no cóż – trąbka. Powstał na podstawie tejże książki i filmu musical, który – z różnych powodów, na West Endzie nie stał się u zarania, w 2000 roku, wielkim hitem, niemniej rozpoczął wówczas drogę i po amerykańskich i po europejskich scenach, o dziwo dopiero teraz prapremierowo trafiając do Polski.

Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)
Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)

I oto mamy sytuację ciekawą – część recenzentów kręci nosem, że „to nie to”, że scena za mała, że nie ma szlagierów, że za grubą kreską narysowane. Publiczność – z przeproszeniem – wali drzwiami i oknami, a moja skromna osoba po prostu spędziła w Syrenie bardzo przyjemne dwie godziny. Nie mam pewności, czy właśnie nie o to chodzi. Faktycznie, scena w Syrenie zbyt wielka nie jest. Specjalnie dla jej możliwości pisano – również grane z wielkim sukcesem “Hallo Szpicbródkę” czy “Karierę Nikodema Dyzmy”. “Czarownice” są tymczasem faktycznie tytułem grywanym na największych scenach świata, z nieprawdopodobnymi możliwościami technicznymi. Ale uważam, że – wykorzystując fantastyczną scenografię i jednak troszkę umowność teatru – poradzono sobie z tym świetnie, nie czuło się klaustrofobii.

Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)
Czarownice z Eastwick w teatrze Syrena, fot: Bartek Warzecha (teatrsyrena.pl)

Moim zdaniem to bardzo udany początek nowego otwarcia w Syrenie, we wrześniu kolejna duża produkcja na Litewskiej – Rodzina Adamsów. Wyglądam z zainteresowaniem.

More from Rafał Turowski

Teatry

Dawno nie zaglądaliśmy do teatrów, czas tę zaległość nadrobić, chciałbym zwrócić Waszą...
Czytaj wiecej