Czy odpowiedzialne uprawy mogą uratować świat?

Odpowiedzialne uprawy, Svetlozar Hristov, Pixabay
Fot. Svetlozar Hristov/Pixabay
Rolnicy (nie tylko w Polsce) mają w ostatnim czasie ręce pełne roboty, ale nie chodzi niestety o ogrom pracy, lecz o walkę o przetrwanie – i tylko pozornie to problemy wyłącznie tej grupy społecznej. Od rolników zależy bowiem więcej, niż mogłoby nam się wydawać.

Abstrahując od sytuacji politycznej w Polsce; gdzie protesty rolników owszem, są, ale zdecydowanie nie mają one znamion walki o lepsze jutro, a co najwyżej zabezpieczenie prywatnych interesów wąskiej podgrupy tej niesłychanie istotnej grupy społecznej; rolnictwo jest w ostatnich latach jednym z najmocniej obrywających zewsząd sektorów gospodarki. I po części rolnicy sami są sobie winni. Zmiany klimatycznie wyraźnie wpływają na ich pracę. Coraz częściej anomalie pogodowe pojawiają się w miejscach, gdzie jeszcze do niedawna znane były jedynie z filmów. Globalne ocieplenie zbiera swoje żniwo, a to właśnie produkcja żywności jest jednym z największych winowajców. Co by jednak było, gdybym wam powiedział, że można ten trend odwrócić, decydując się na odpowiedzialne uprawy?

Bioróżnorodność zamiast masowego przetwórstwa

Bioróżnorodność, uprawa roślin, Pixabay
Fot. Pixabay

Ponad 30% wszystkich emitowanych przez ludzkość gazów cieplarnianych; przeszło 70% udziału w globalnym zużyciu wody i wpływ na zanikającą bioróżnorodność w około 60% – wszystko to statystyki dotyczące wpływu na środowisko masowych upraw rolnych i hodowli zwierząt. Nie jest różowo i być nie może, skoro produkujemy mięso i paszę na potęgę. Dość powiedzieć, że większość upraw nigdy nie trafi na nasze stoły, a właśnie do żłobów, by tuczyć hodowlane zwierzęta. Dopiero one, w postaci steków czy golonek, zawitają na talerzu, ale jakim kosztem?

Nie jest oczywiście tak, że możemy wszystkich rolników wrzucać do jednego wora. Ba, zdecydowana większość z nich nie tylko nie szkodzi, ale wręcz wspomaga ochronę środowiska – z prostego powodu. Wszelkie tradycyjne działania, mające na celu poprawę zbiorów, sprowadzają się do mniej lub bardziej świadomej dbałości o bioróżnorodność i odpowiednie utrzymywanie wody w glebie. Większości brakuje w tym przypadku jednego: realnego wpływu na globalną produkcję.

Niezależnie czy spojrzymy na listę najbogatszych ludzi świata, czy największych firm rolnych, schemat będzie ten sam: większość kapitału jest w posiadaniu niewielkiego procenta ogółu. To oni, niestety, wyznaczają kierunki rozwoju – a celem zawsze jest w tym przypadku biznesowy zysk. To, co pozostaje reszcie, to dbałość o jakość i naturalność, na których zyskają w ostatecznym rozrachunku – sprzedając zdrowsze, smaczniejsze produkty. Przynajmniej w teorii.

“Zdrowie ziemi, roślin, zwierząt i ludzi jest jednym i niepodzielnym”

Brzmi jak ekologiczna nowomowa? Być może, ale to akurat słowa Sir Alberta Howarda, który opowiadał się za uprawą organiczną już na początku ubiegłego stulecia. W 1946 roku założył on natomiast Soil Association, która do dziś walczy o rozważne rozporządzanie ziemią i uprawami poszczególnych gatunków. Nie ma w tym cienia przesady, statystyki mówią bowiem jasno: świata nie zbawimy, ale możemy wykonać w tym kierunku zrobić wielki krok. Zgodnie z szacunkami organizacji w ciągu najbliższych trzydziestu lat bylibyśmy w stanie zmniejszyć w Europie emisję gazów cieplarnianych rolniczego pochodzenia nawet o połowę. Jedynym warunkiem jest przejście na model hodowli organicznej. To samo zresztą tyczy się hodowli zwierząt…

Mamy tu do czynienia z niezmiernie rzadką sytuacją, gdy z rzeczywistych korzyści może cieszyć się każdy – nikt nie traci. Prowadząc odpowiedzialne uprawy, zwiększamy potencjał naszej ziemi, a więc możemy liczyć na lepsze plony. Hodując zwierzęta na mniejszą skalę i tzw. wolnym wybiegu, otrzymujemy natomiast mięso o wiele lepszej jakości. Idąc w przeciwnym, masowym kierunku, inwestujemy w chemiczne opryski i nienaturalne substancje, którymi szprycuje się zwierzęta, ale też w dłuższej perspektywie otrzymujemy słabsze plony. To jednak tylko teoria, ponieważ zawsze w tle majaczy nam widmo pieniądza, który – nawet jeśli realnie robi różnice, to na pierwszy rzut oka przemawia jednak za produkcją masową.

Problemem jest też moment przejściowy w świadomości klientów. Organiczne i ekologiczne produkty nie są niczym nadzwyczajnym na sklepowych półkach. Te jednak i tak najczęściej nie trafiają do koszyka osoby, która w pośpiechu i duchu oszczędności ruszy na zakupy. Ich ceny często nie są bowiem konkurencyjne, a potencjalna większa wartość zbyt wielu wciąż nie obchodzi.

Odpowiedzialne uprawy wciąż nie są dla rolników atrakcyjne

Zdrowa żywność, Michal Jarmoluk, Pixabay
Fot. Michal Jarmoluk/Pixabay

Oczywiście możemy teoretyzować, wyliczać korzyści, a część rolników sama już nawet dostrzega, że coś się zmienia. Nawet ci, którzy niedowierzają naukowcom, zaczynają się przekonywać, że nieodpowiednia uprawa w dłuższej perspektywie wychodzi im na złe. Problem w tym, że mało kto dostrzega dalszą perspektywę. Liczy się tu i teraz. Organiczne podejście do hodowli i upraw to też rezygnacja z ogromnej skali, a więc dobrowolne poddanie się działaniom rynku, który nigdy nie gwarantuje rezultatów – może natomiast w mgnieniu oka doprowadzić do upadku.

W największej mierze rolnikom brakuje więc odwagi. Tej, która każe im spojrzeć naprzód, tej, która nie pozwoli im iść na łatwiznę, by za kilka lat okazać się wysychającym źródełkiem. Świat się jednak zmienia, a wraz z nim musimy zmieniać się i my – niezależnie od tego, czym zajmujemy się na co dzień. Paradoksalnie w promocji tych mniej typowych form pozyskiwania pożywienia pomogła nam nieco pandemia. Fakt, wiele osób stanęło na krawędzi, będąc zmuszonym, by sięgać po najtańsze produkty. Wielu jednak dostrzegło, że wokół są ekologiczni dostawcy, którzy poza cenami mają też rzeczowe argumenty.

Organiczne i ekologiczne, a więc odpowiedzialne uprawy to wciąż melodia przyszłości. Ta działka to zaledwie niewielki procent współczesnego rolnictwa, coraz częściej jednak znajduje się w kręgu zainteresowań świadomych konsumentów. W ostatecznym rozrachunku to zatem my, konsumenci, możemy wskazać rolnikom właściwą drogę. Drogę ku naturalności, drogę ku zdrowiu serwowanemu na talerzu. Ktoś musi zrobić ten pierwszy krok – a długofalowe korzyści z pewnością się zwrócą, czy to pod postacią naszej lepszej formy, czy czystszego powietrza dla naszych dzieci.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Massimo Bottura kontynuuje misję Food for Soul

Włosi mogą pomstować na jego nowoczesne podejście do gotowania, ale nie zmieni...
Czytaj wiecej