“Daredevil” znika. Co z innymi serialami Netflixa i Marvela?

Daredevil (kadr z drugiego sezonu), fot. Netflix
Daredevil (kadr z drugiego sezonu), fot. Netflix
Już w momencie pojawienia się pierwszych plotek o własnej platformie streamingowej Disneya wielu wiedziało, co to oznacza dla branży. Teraz oficjalnie obrywa Netflix, który przez kilka lat dobrze współpracował z Marvelem, tworząc tak świetne seriale, jak "Daredevil", "Jessica Jones" czy "Punisher". Czy którakolwiek ze wspólnych produkcji przetrwa, a jeśli tak, to która?

Małymi kroczkami Disney starał się budować swoją pozycję na rynku serwisów streamingowych, choć jego własna platforma wystartuje dopiero za rok. W momencie oficjalnego ogłoszenia Disney+ największa rozrywkowa spółka na świecie przeszła jednak do bezpardonowego ataku. Oczywiście można było się tego spodziewać, ale sposób, w jaki potraktowano fanów i aktorów, objawia dość smutną twarz Hollywood. Disney kolejno zabija projekty, które należący do niego Marvel współtworzył z Netflixem. Wiemy już oficjalnie, że nawet genialny “Daredevil” nie przetrwa tej batalii. Zdziwienia nie kryją natomiast odtwórcy głównych ról:

Mieliśmy jeszcze sporo historii do opowiedzenia i chociaż rozumiem decyzję o kasacji, jestem nią rozczarowany. Tak po prostu działa ten biznes, ale te postacie tak wiele znaczyły dla fanów

– stwierdził Charlie Cox, czyli tytułowy Daredevil. Jeszcze ostrzej decyzję Disneya skomentował Vincent D’Onofrio grający największego serialowego przeciwnika Matta Murdocka:

Pracuję w bardzo dziwnym biznesie. Nie czujcie się źle, gdy dotrze do was, jakie to bezsensowne.

Takie reakcje mogą sugerować dwa scenariusze. Albo aktorzy starają się wywrzeć na władzach wytwórni presję, albo wiedzą, że nie mają już niczego do stracenia. Niestety wszystko wskazuje na to, że chodzi o drugą opcję. Ich złości, a także smutku wielu fanów nie sposób jednak nie zrozumieć. By jednak dostrzec, co tak naprawdę robi Disney, warto prześledzić historię wcześniejszych produkcji opartych na komiksach Marvela. W tej kwestii prawa do marek uzyskiwały kolejno amerykańskie kablówki – dawniej PBS, CBS i NBC. W XXI wieku Spike TV, ABC, Fox (już należący do Disneya) i platforma Hulu. Poza ostatnią, która stosunkowo niedawno wypuściła dobrze przyjęte “Runaways”, próżno jednak szukać sukcesów na małym ekranie. Sytuację odmienił tak naprawdę jedynie Netflix, który na licencji Marvela pracował od 2014 roku. W tym czasie powstał “Daredevil” (2015), “Jessica Jones” (2015), “Luke Cage” (2016), “Iron Fist” (2017), “Defenders” (2017) i “Punisher” (2017).

Wykańczanie superbohaterów wbrew logice

Charlie Cox (kadr z serialu "Daredevil"), fot. Netflix
Charlie Cox (kadr z serialu “Daredevil”), fot. Netflix

Przyrost komiksowych produkcji w poprzednim roku zdaje się sugerować, że Netflix i Marvel dobrze współpracują. Zresztą, czemu się dziwić? “Daredevil” okazał się genialną adaptacją. “Jessica Jones” również została przyjęta ciepło, nieco słabiej było z serialem “Luke Cage”. W kategoriach rozczarowania można było rozpatrywać jedynie “Iron Fista” i “Defenders”, ale i te produkcje miały swoich fanów. Nową jakość wprowadził jednak “Punisher”, który na poważnie zagroził Mattowi Murdockowi, pretendując do miana najlepszego serialu Netflixa i Marvela. Jego premiera zbiegła się jednak z głośnymi plotkami o starcie własnej platformy Disneya. Wtedy wszystko się posypało, a kontynuacje wspomnianych serii stanęły pod dużym znakiem zapytania.

Ostatecznie niedawno doczekaliśmy się drugich sezonów “Luke’a Cage’a” i “Iron Fista”. W obu przypadkach zakończenia były dość otwarte, dawały nadzieję. Na próżno. Jesienna ofensywa Disney+ nakazała Netflixowi uczciwie poinformować, że to koniec tych bohaterów. W podobnym czasie “Daredevil” doczekał się trzeciego sezonu. O ile średnio przyjęte seriale bywają kasowane, o tyle Diabeł z Hell’s Kitchen bronił się jakością… ale ta nie ma prawa wygrać z pieniędzmi. Disney jasno dał do zrozumienia, że chce się odciąć od innych platform. Mają do tego prawo, nam pozostanie jedynie powracać do tych produkcji z pewną nostalgią – bo o ile dalsza współpraca nie będzie możliwa, o tyle nikt raczej nie zmusi Netflixa do usunięcia już stworzonych przez niego seriali na licencjach Marvela.

Trzy na trzy, “Daredevil” przeważy?

Daredevil spotyka Punishera (kadr z drugiego sezonu "Daredevila"), fot. Netflix
Daredevil spotyka Punishera (kadr z drugiego sezonu “Daredevila”), fot. Netflix

Fani seriali Marvela w netflixowej oprawie wciąż mogą mieć nadzieję. O ile “Luke Cage”, “Iron Fist” i “Daredevil” polegli, wciąż jeszcze mamy “Jessicę Jones”, “Defenders” i “Punishera”, prawda? Niekoniecznie… W przypadku pani detektyw o nadludzkich mocach sprawa jest jasna: podobnie jak “Daredevil” doczeka się ona trzeciego sezonu. Potem zapewne podzieli los wspomnianej trójki. Z kolei drugi sezon “Defenders”… nigdy nie został zapowiedziany. Serial ten walczył raczej z “Iron Fistem” o miano najsłabszej wspólnej produkcji Netflixa i Marvela. Obie spółki pozbędą się go więc bez żalu, choć nie można powiedzieć, że to zupełnie nieudany twór. Po prostu nie doskoczył do poprzeczki, jaką w 2015 roku ustawili “Daredevil” i “Jessica Jones”. Niepokojące jest natomiast to, że w niewiele lepszej sytuacji jest “Punisher”.

Netflixowego Franka Castle po raz pierwszy przybliżył nam właśnie “Daredevil”. Panowie spotkali się w drugim sezonie serialu o Matcie Murdocku i zrobili niezłą rozwałkę. Później “Punisher” już na własny rachunek opowiedział komiksową historię w sposób poważniejszy niż niejeden dramat o pozostawionych na pastwę losu osobach z tramą wojenną. Może jednak dziwić, że wciąż nie zapowiedziano kolejnego sezonu. Pierwsza odsłona miała otwarte zakończenie. Serial został przyjęty tak dobrze, jak “Daredevil” – pojawiały się nawet pierwsze doniesienia na temat prac. Brakowało jednak konkretów, a sama jakość, jak pokazują ostatnie działania Disneya, nie może nikogo uratować, gdy w grę wchodzi biznes i wielkie pieniądze.

Czy “Daredevil” i spółka znikają na dobre? W tym momencie wszystko na to wskazuje. Zapewne słowa Netflixa o tym, że kończą teraz, bo chcą zachować wysoki poziom, są dobrą miną do złej gry. Podobnie zresztą jak kurtuazyjne podziękowania dla Marvela za współpracę. Prawdopodobnie Reed Hastings prowadzi jakieś zakulisowe rozmowy z Bobem Igerem, ale o ich treści nie dowiemy się, póki giganci się nie dogadają. Być może w grę wchodzi kontynuacja seriali już na platformie Disney+, choć zapewne szef Netflixa postawiłby w tej kwestii gigantyczne żądania finansowe. Z drugiej strony zapewne Hastings liczy po cichu na wtopę konkurencji i jego powrót z podkulonym ogonem. Na to jednak trudno liczyć. Ostatecznie może więc nie władze medialnych molochów, a tylko skrzyknięcie się fanów mogłoby pomóc w ich powrocie?

Autor artykułu
More from Damian Halik

Wirtualna rewolucja ma sens głównie w… pornografii

Rozrywka ma różne oblicza i przeniesienie jej do wirtualnej rzeczywistości niewiele zmienia...
Czytaj wiecej