“DARK” – koniec jest początkiem, a początek… [Recenzja]

Kadr z 3. sezonu "Dark", fot. Netflix
Kadr z 3. sezonu "Dark", fot. Netflix
Nie wiem, czy Jantje Friese i Baran bo Odar po raz ostatni namieszali nam w głowach, ale na pewno nie będą tego dłużej robić za pośrednictwem "Dark". Finałowy sezon ich genialnego serialu 27 czerwca zagościł na Netflixie i – bez zaskoczenia – doskonale zwieńczył tę wyjątkową historię.

Nie chcę nazywać Dark najlepszym serialem oryginalnym Netflixa, bo nie przepadam za tak kategorycznymi stwierdzeniami – zwłaszcza gdy mowa o sztuce. Nie muszę tego jednak robić, ponieważ dzieło przemówiło samo za siebie. I to jak! Niemcy z precyzją godną szwajcarskich zegarmistrzów snuli opowieść o podróżach w czasie, by po raz ostatni powrócić i w finałowym akcie raz jeszcze wgnieść widownię w fotele na przeszło osiem godzin… A przy okazji pokazać, jak bardzo błądziliśmy, poszukując przez ostatnie dwa i pół roku odpowiedzi na frapujące nas pytania.

Niepozorny tytuł, który stał się objawieniem 2017 roku

Kadr z 1. sezonu "Dark", fot. Netflix
Kadr z 1. sezonu “Dark”, fot. Netflix

Nim w grudniu 2017 roku Dark zadebiutowało na Netflixie, nikt raczej nie wyczekiwał tego serialu z zapartym tchem [No może poza Niemcami, dla których była to pierwsza rodzima produkcja oryginalna spod znaku wielkiego, czerwonego N]. Twórcy – Jantje Friese i Baran bo Odar – mieli na koncie raptem trzy, szerzej nieznane poza ich krajem filmy. Najgłośniejszym nazwiskiem w obsadzie była Antje Traue, znana z epizodów w Człowieku ze stali czy Siódmym synu. Swoją drogą, akurat ona w Dark grała postać o marginalnym znaczeniu – pierwsze skrzypce oddano natomiast w ręce młokosów. Idąc tym tropem, nawet Netflix ograniczył promowanie serialu do leniwego sugerowania porównań do Stranger Things. Wystarczył jednak zwiastun, by nie mieć wątpliwości, że warto przynajmniej sprawdzić ten tytuł. Niemcy zaserwowali nam bowiem zaskakującą mieszankę kryminału w europejskim stylu z fantastyką naukową w dziwacznie satysfakcjonującym wydaniu.

Jak dziś pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Jonasem i resztą ekipy. Pisałem wówczas recenzję, która miała ukazać się dzień po premierze – mimo to bez wahania obejrzałem serial trzykrotnie w ciągu doby. Pierwszy raz, by poznać historię. Drugi, by wyłapać smaczki i niuanse, które nie tylko mogły, ale wręcz musiały umknąć przy pierwszym seansie. Trzecie wyświetlenie było już skokowe, służyło jedynie wyłapywaniu cytatów i weryfikowaniu, czy aby czegoś nie pokręciłem. Co jednak najważniejsze, ani przez moment nie żałowałem zarwanej nocy i nie czułem znużenia tą snutą powoli opowieścią. Delektowałem się.

Trzy razy Dark – tak samo, a jednak inaczej

Pierwszy sezon urzekał klimatem, choć bardzo oszczędnie serwował nam informacje na temat tego, co dzieje się na naszych oczach. Narracja przez otoczenie i niesamowita dbałość o szczegóły stały się zresztą znakami rozpoznawczymi Dark. Zakończenie budziło jednak obawy, czy aby twórcy nie zabrną za daleko – niesłusznie. W drugim sezonie jeszcze mocniej zarysowano profile psychologiczne poszczególnych bohaterów, ale też jeszcze mocniej namieszano, dobudowując kolejne historie na poszczególnych osiach czasu. Momentami odczuwalne było wręcz przeciąganie tej historii, opowiadaniem o nieistotnych rzeczach. I ponownie zakończono cliffhangerem, który zmuszał do zapytania, czy twórcy nie przesadzili. Dopiero seans trzeciego sezonu daje jednak odczuć, jak pieczołowicie skonstruowana została fabuła Dark.

Każdy z sezonów jest podobny – każdy jest też diametralnie inny. To dość paradoksalne, choć można się było tego spodziewać po serialu, który tak wyśmienicie operuje paradoksami. Co ciekawe, sezon trzeci w pewnym sensie przypomina drugi swoim wodolejstwem. Przez pierwszych kilka odcinków miałem nawet wrażenie, że może trzeba było zrobić z nich jeden, ale za to treściwy sezon. Pochopnie jednak oceniłem to, co szykowali nam twórcy. Dopiero w obliczu całości wszystkie te lekko usypiające, opowiadające niby o niczym sceny, nabrały bowiem sensu – innego, bardziej metaforycznego wymiaru.

Nasza wiedza jest kroplą, to czego nie wiemy – oceanem

Marta i Jonas przed obrazami Adama i Ewy, fot. Netflix
Martha i Jonas przed obrazami Adama i Ewy, fot. Netflix

Problemem, ale też największą zaletą, Dark jest złożoność serialu – i nieprzypadkowo mówię tu o całości. Chcąc uniknąć psucia wam zabawy spoilerami, w gruncie rzeczy… nie mogę zrecenzować samego trzeciego sezonu. Zbyt wiele istotnych rzeczy dzieje się w finalnej odsłonie, zbyt wiele zagadek z przeszłości zyskuje wyjaśnienia, by dało się choćby wymienić bohaterów! Z kolei ich czyny – pozornie złe lub dobre – na przestrzeni różnych osi czasowych ukazują nam całościowy obraz ludzkiej natury, bez podziałów na czerni i biel, dobro i zło. Bez wątpienia mogę jednak powiedzieć, że po seansie ostatniej części Dark jako całość urasta do rangi serialowego arcydzieła.

Historia, jaką wykreowali Jantje Friese i Baran bo Odar, od początku do końca doskonale łączy elementy fantastyczno-naukowe z symboliką literacką i metafizycznym przesłaniem. Obraz i dźwięk doskonale akompaniują fabule, wyraźnie, ale subtelnie sygnalizując nam pewne zwroty; przejścia między wymiarami; istotniejsze momenty. Widzimy wiele symboliczny scen, słyszymy niemniej znaczące słowa. Wszystko to nabiera jednak znaczenia dopiero z dystansu – gdy wiemy już, kto jest kim i jaki los jest mu pisany. To oraz niebywała dbałość o detale sprawiają natomiast, że nawet mimo poznania zakończenia Dark można obejrzeć jeszcze wiele razy i nadal odkrywać rzeczy, które umknęły nam przy poprzednich seansach.

Nie ukrywam, że urzekła mnie ta wizja. Mógłbym wręcz stwierdzić, że nie sposób zarzucić temu serialowi jakiekolwiek niedociągnięcia techniczne, logiczne czy fabularne. Powiem więcej: Dark jest dziełem wybitnym, jakiego w historii telewizji jeszcze nie było. Wiem – to duże słowa, zaznaczam też, że nie są one tożsame ze stwierdzeniem, że to najlepszy serial w historii. Wręcz przeciwnie, mam świadomość, że filozoficzne rozważania w fantastyczno-naukowym sosie nie są daniem, które można zaserwować każdemu. Warto jednak skosztować – choćby dla momentów napięcia i wytężonej pracy mózgu, by w końcu powiązać pewne fakty oraz następujących po nich momentach samozadowolenia, gdy nasze przypuszczenia okazały się słuszne.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Know Your Meme – biblia Internetu oczami jej twórcy

Brad Kim to prawdopodobnie największy znawca memów na świecie – w końcu...
Czytaj wiecej