Jak David Benioff i D.B. Weiss odmienią “Gwiezdne wojny”?

od lewej: David Benioff i D.B. Weiss, fot. Art Streiber/Variety
od lewej: David Benioff i D.B. Weiss, fot. Art Streiber/Variety
Hejt i pomyje, jakie wylały się na HBO oraz Davida Benioffa i D.B. Weissa po finale "Gry o tron", to chyba za mało, by przekreślić renomę, jaką panowie wyrobili sobie przez lata pracy nad jednym z najlepszych seriali w historii. Dalej będą jednak kontynuować swoją karierę w fabryce marzeń Disneya, gdzie stworzą nowe "Gwiezdne wojny".

Nie opadł jeszcze pył po finale “Gry o tron”, który w oczach wielu fanów był niegodnym zakończeniem serialu. Ba, wielu deklaruje, że przekreśla on miłość, jaką obdarzyli oni to epokowe dzieło w ciągu ubiegłych dziewięciu lat. Ani niepochlebne komentarze, ani nawet petycje w sprawie ponownego nakręcenia 8. sezonu nie zatrzymają jednak tej machiny. Życie toczy się dalej – HBO pracuje nad spin-offami serialu, a David Benioff i D.B. Weiss szukają nowych wyzwań. Szukają, a właściwie już je znaleźli, bo szybko ogłoszono, że przechodzą oni do konkurencyjnego Disneya.

Winą za niepomyślne zakończenie “Gry o tron” obarczono oczywiście showrunnerów. Nie zabrakło też okazji, by umniejszyć ich umiejętnościom, stwierdzając, że sami nie dali z siebie nic, a dobre były jedynie te sezony, które stworzono na podstawie sagi George’a R.R. Martina, nie zaś kontynuowano w obliczu niemocy twórczej pisarza. To jednak mocno przesadzona, żeby nie powiedzieć histeryczna, reakcja. Finał się nie podobał? Okej, każdy ma prawo do własnej oceny, choć w wielu kwestiach nie jestem w stanie zrozumieć zarzutów “fanów”. Ba, część z nich, jak choćby rozwój postaci Daenerys i sugestie, jakoby zmiany w jej zachowaniu zachodziły zbyt szybko, rzuca w moim mniemaniu cień raczej na nieuwagę w trakcie oglądania poprzednich sezonów. A może jednak Benioff i Weiss zawinili, bo zwyczajnie stawiali na symboliczne gesty zamiast jasne i jednoznaczne sygnały?

Nie taki Benioff straszny, jak go malują

Kadr ze zwiastuna 8. sezonu serialu "Gra o tron", fot. HBO
Kadr ze zwiastuna 8. sezonu serialu “Gra o tron”, fot. HBO

Na całe szczęście jedno potknięcie nie przekreśla jednak kariery, co ważne zwłaszcza w przypadku tego pierwszego. Osobiście długo nie mogłem przekonać się do “Gry o tron”, ale to właśnie David Benioff mnie przy tej produkcji zatrzymał. Jak mógłbym bowiem odpuścić, kiedy regularnie odświeżam sobie “25. godzinę” jego autorstwa? Geniusz. I zdania nie zmienię. Podobnie muszą też myśleć w Disneyu, skoro powierzają jemu i D.B. Weissowi, z którym świetnie mu się współpracowało przez ostatnią niemal dekadę, perłę w swojej koronie. Tak chyba należy określić gwiezdnowojenną sagę, która nieprzerwanie i niezależnie od jakości od lat cieszy się niesłabnącą popularnością.

Ale, ale. Kiedy oficjalnie ogłoszono, że twórcy “Gry o tron” zostaną scenarzystami nowej gwiezdnowojennej trylogii, wielu fanów space opery mogło to zaskoczyć. Przecież wcześniej Disney zapowiadał, że to, co stanie się z sagą po tegorocznym epizodzie IX, powierzają Riana Johnsona. Autor skądinąd nowatorskiego na tle serii “Ostatniego Jedi” nie został jednak odsunięty. Wytwórnia Myszki Miki po prostu chce wyciskać tę cytrynę do granic możliwości. To, co stworzą David Benioff i D.B. Weiss będzie natomiast uzupełniać pracę Johsona (i innych, bo na sześciu filmach w ciągu kolejnej dekady pewnie się nie skończy). Czego jednak można oczekiwać?

Dawno temu, w odległej galaktyce, ale gdzie i kiedy?

Fragment plakatu promującego "Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi", fot. Disney Pictures
Fragment plakatu promującego “Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi”, fot. Disney Pictures

“Gwiezdne wojny” zawsze były mieszanką nerdowskiej radochy czerpanej z fantastyki niekoniecznie naukowej i postaci archetypicznych, stawianych w obliczu dość szablonowych wyzwań. I nie zrozumcie mnie źle – nie ma w tym niczego złego, bo liczy się fantazja w ich realizacji. Rian Johnson pokazał jednak, że można nieco od tych schematów odejść. Niewiele, ale jednak. Jego wizja była dla serii niezłym orzeźwieniem po tym, jak “hołd” oryginalnej trylogii złożył w “Przebudzeniu mocy” J.J. Abrams. Na jakie szaleństwa pozwolą więc producenci twórcom “Gry o tron” – prawdopodobnie najbrutalniejszego serialu w historii?

David Benioff i D.B. Weiss z pewnością nie będą mieć w pracy nad swoimi filmami wolnej ręki. Nie spodziewałbym się niczego, co stawiałoby serię w obliczu choćby iluzorycznej szansy na podniesienie kategorii wiekowej. Zawężanie grupy odbiorców to mniejsze przychody – nie u Disneya takie numery. Niewiele zmieni w tej kwestii także przerwa między tegorocznym finałem trzeciej trylogii a kontynuacjami. Bob Iger, prezes Disneya, jasno dał bowiem do zrozumienia, że “Gwiezdnym wojnom” przyda się oddech. Pierwszą część kolejnej trylogii zobaczymy natomiast w 2022 roku. Z kolei jej kontynuacje trafią do kin w latach 2024 i 2026.

D.B. Weiss i David Benioff – scenarzyści i showrunnerzy "Gry o tron", fot. HBO
D.B. Weiss i David Benioff – scenarzyści i showrunnerzy “Gry o tron”, fot. HBO

Początkowo nie było pewne, o której z nowych trylogii mowa. Zatrudnienie showrunnerów “Gry ot tron” wywołało spore zamieszanie, ale Iger szybko te wątpliwości rozwiał. Otóż na pierwszy ogień pójdzie to, co stworzą David Benioff i D.B. Weiss. Projekt Riana Johnsona, choć chronologicznie ogłoszony pierwszy, jak na razie nie ma daty premiery. Co jednak ciekawe, zaskoczeniem może być nie zmiana klimatu i przerobienie “Gwiezdnych wojen” na “Gwiezdną krwawą jatkę”, lecz tematyka tej serii. Jeśli wierzyć kuluarowym doniesieniom, Benioff i Weiss mają pracować nad historią oderwaną od ikonicznych dla sagi Skywalkerów. To natomiast daje jednym z – mimo kontrowersji – najlepszych scenarzystów naszych czasów nieograniczone możliwości kreatorskie.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Lexus LFA jednak z szansą na kolejną generację?

Czy żyje na świecie jakikolwiek fan motoryzacji, który nie słyszałby o Lexusie...
Czytaj wiecej