Śmierć gatunku (Deafheaven – “Infinite Granite”)

Deafheaven, Deafheaven – Infinite Granite, Sargent House
Deafheaven – "Infinite Granite", fot. Sargent House
Deafheaven to grupa, która jeszcze całkiem niedawno kojarzyła się z tzw. blackgaze’em (zmyślnym połączeniem gwałtowności black metalu z rozmarzeniem shoegaze’u). Z czasem jednak amerykańska formacja zaczęła coraz bardziej odchodzić od swojego charakterystycznego brzmienia.

Ich najsłynniejsza płyta “Sunbather” do dziś jest uznawana za szczytowe osiągnięcie tego podgatunku. Obecnie ekipę z San Francisco można jednak nazwać wręcz ex-blackgaze’owcami. Na “Infinite Granite” nie znajdziemy zbyt wielu elementów znanych z poprzednich płyt zespołu. Nowe oblicze Deafheaven nie ma w sobie nic z triumfalnej ekstazy brzmienia “Sunbather” albo “New Bermuda”.

Eksplozję dźwięku zastąpiły spójne, ale jednak monotonne melodie. Znaczne przesunięcie akcentu z metalowego na dreampopowy skutkuje natomiast bezbarwnością kompozycji. Ładnym piosenkom brakuje skrajnego kontrastu, który kiedyś potrafił tchnąć życie w nieco anemiczny popowy krajobraz.

Premierowe piosenki zespołu na pewno prezentują bardzo klarowną wizję

Jeden z premierowych utworów grupy

Wcześniej George Clarke i spółka kreowali surrealistyczne epopeje atakujące zmysły feerią rozmytych, nieuchwytnych barw. Teraz spektakularność ich utworów ma posmak hollywoodzkiego musicalu – jest do bólu czytelna oraz przewidywalna. “Infinite Granite” jest wykastrowana z blackgaze’owego oniryzmu i nie dociera do podświadomości odbiorcy. To płyta, której oddziaływanie kończy się na czubku nosa słuchacza. Piąty krążek formacji jest również pozbawiony ich dotychczasowych metanarracyjnych ciągot.

Autorzy “Roads to Judah” już nie tworzą dźwięków polemizujących z metalowym puryzmem. Nietuzinkowe podejście do gatunkowej materii to melodia przeszłości. Miejsce dekonstrukcji zajął nowy muzyczny konserwatyzm. Deafheaven zbliżają się więc do poglądów ich niegdysiejszych krytyków. Ujednolicając brzmienie (rozmarzony pop gumkuje elementy okołometalowe), propagują formalną monotematyczność. Najbardziej progresywny zespół dekady stał się najbardziej regresywnym.

Deafheaven porzucili wszystko, co wyróżniało ich na nowoczesnej scenie gitarowej

Członkowie zespołu wybierają ulubione winyle

Co prawda dalej potrafią napisać niezłe refreny, ale nie oszukujmy się – wydanie “Infinite Granite” jest tożsame z wywieszeniem białej flagi. Tę płytę należy traktować jako namacalny dowód na śmierć blackgaze’u. Formuła wyczerpała się, a jej najbardziej rozchwytywani orędownicy albo odeszli w zapomnienie, albo – tak jak Deafheaven – całkowicie odcięli się od filozofii gatunku.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Kobiety przejmują amerykański hip-hop

Kobiety już nie są postaciami drugoplanowymi amerykańskiego hip-hopu. Obecnie to właśnie one...
Czytaj wiecej