Defending Jacob

Pomimo tego, że od startu usługi Apple TV+ minęło już kilka miesięcy, wciąż jestem nastawiony do niej dość sceptycznie. Z każdym miesiącem mam jednak wrażenie, że w głowie Tima Cooka i reszty załogi Apple zaczyna się kształtować bardziej konkretny obraz, jak dokładnie to wszystko ma wyglądać.

Na starcie Apple TV+ do wyboru mieliśmy raptem kilka pozycji serialowych, co wzbudziło śmiech wśród wielu potencjalnych użytkowników. Zwłaszcza ze względu na cenę, którą w Polsce wynosi 24,99 zł miesięcznie. To dokładnie tyle samo, ile przyjdzie nam zapłacić za subskrypcję HBO Go, a tam katalog filmów i seriali jest znacznie bardziej rozbudowany. Z czasem jednak zaczęło się pojawiać coraz więcej seriali od Apple i zaczynam widzieć sens opłacania subskrypcji.

Zanim przejdę do serialu, który ostatnio tam zawitał, warto jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy. Myślę, że w przyszłości – kiedy już katalog będzie dużo większy – może sprowadzić ona na platformę Apple dużo osób. Chodzi o jakość streamingu, która w tym momencie jest najlepsza na rynku. Apple bowiem oferuje obraz 4K bliski jakościowo temu, który możemy zobaczyć na płytach UHD. Co więcej, platforma zapewnia również dźwięk Dolby Atmos! Dotyczy to przede wszystkim ich własnych produkcji, ale również wypożyczanych czy kupowanych filmów. Jestem świadom, że w pierwszej kolejności może to zachęcić do usługi jakościowych purystów, choć z czasem coraz większa rzesza ludzi będzie zwracać na to uwagę.

Fot. Apple

Miałem okazję zobaczyć kilka seriali, które znajdują się na Apple TV+ i większość nich mogę określić słowem poprawne. Stoją bardzo mocno pod kątem realizacyjnym i aktorskim, a scenariuszowo większość zadowoli niemal każdego. Pomimo tego, nie czułem się z nimi w żaden sposób mocniej związany emocjonalnie – ot, obejrzałem i później zapominałem o nich. Wciąż jednak uważam, że mój czas, który poświęciłem na ich obejrzenie, nie był zmarnowany. Tydzień temu na platformie zawitał nowy tytuł, który ma szansę zapaść w moją pamięć na dłużej. I który naprawdę chcę polecać.

W obronie syna (ang. Defending Jacob) to miniserial na podstawie powieści Williama Landaya. Opowiada on historię następny prokuratora generalnego, którego nastoletni syn zostaje oskarżony o morderstwo.

Od tej pory cała rodzina zaczyna przeżywać dramat. W główną rolę wcielił się Chris Evans, czyli nie kto inny, jak Kapitan Ameryka. Jego żonę gra tutaj Michelle Dockery, a syna Jaeden Martell. Tego ostatniego możemy kojarzyć między innymi z nowej ekranizacji TO, czy niedawnego kinowego hitu Na noże, w którym również spotkał się na planie z Chrisem Evansem.

Fot. Apple

Na chwilę obecną dostępne są cztery z ośmiu planowanych odcinków. Apple wybrał pośredni model dystrybucji pomiędzy tym znanym z Netflixa (cały sezon jednocześnie), a tych z chociażby HBO (co tydzień nowy odcinek). W momencie premiery mamy więc do dyspozycji 3 pierwsze odcinki, a wszystkie kolejne mają swoje premiery w cotygodniowych odstępach. Dla mnie jest to idealne rozwiązanie, ponieważ 3 odcinki pozwalają mi określić, czy serial mi się spodoba. Później natomiast mogę już wyczekiwać kolejnych odsłon, nie poświęcając na przykład całego dnia na oglądanie wszystkiego na raz.

Defending Jacob to naprawdę dobrze zrealizowany dramat rodzinny, z elementami śledczego dramatu sądowego.

Seriale Netflixa od dużego czasu nie mogą przykuć do siebie mojej uwagi i o wiele bardziej interesują mnie jakościowe pozycje HBO. Jednak Apple TV+ zaczyna wypuszczać coraz to lepsze produkcje, czego W obronie syna jest idealnym przykładem. 4 odcinki obejrzeliśmy właściwie od razu i jesteśmy niesamowicie ciekawi, jak ta historia potoczy się dalej. Każdy odcinek kończy się małym twistem, który potęguje wyczekiwanie na kolejny. Nie mogę się doczekać momentu, w którym przekonam się, jak daleko jest w stanie posunąć się ojciec, by chronić swojego syna.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Co czeka na Ciebie w streamingu, kiedy powinno się siedzieć w domu

Sytuacja, w jakiej się obecnie znaleźliśmy, jest wyjątkowa, ale na szczęście nie...
Czytaj wiecej