Devolver Digital świętuje dziesięć lat niezależności

Logotyp Devolver Digital w odsłonie nawiązującej do lat 80.
Logotyp Devolver Digital w odsłonie nawiązującej do lat 80.
Jeśli nie przepadacie za grami indie, być może nie odczuliście powiewu świeżości, jaki do branży wniosło Devolver Digital. Pod koniec czerwca Amerykanie będą obchodzić dziesiątą rocznicę istnienia, co zmusza do postawienia pytania: jak to w ogóle możliwe, że po takim czasie w game devie wciąż są indie?

Branża gier komputerowych słynie raczej z crunchu (praca po kilkanaście godzin na dobę) niż wspaniałych historii “od domorosłego programisty do milionera”, ale nie można oceniać jej tylko przez pryzmat niedostatecznej higieny pracy czy miliardowych obrotów. Są tu też historie ludzi, którzy mimo sukcesu nie zatracili ideałów i kroczą przed siebie dumni, że byli w stanie to zrobić. Doskonałym przykładem jest Devolver Digital, choć i tu pieniądze oraz wspomniany crunch odegrały niemałą rolę. W efekcie firma z Austin przetrwała jednak dekadę, wielokrotnie w tym czasie dostosowując się do realiów tego wymagającego rynku. Nie zapomnieli jednak, po co w ogóle powstali.

Od porażki, poprzez porażkę, a na “Serious Samie” kończąc, wróć: zaczynając

Grafika promująca grę "Serious Sam HD: The Second Encounter", wydaną przez Devolver Digital, fot. Croteam
Grafika promująca grę “Serious Sam HD: The Second Encounter”, wydaną przez Devolver Digital, fot. Croteam

To nie tak, że paru młokosów postanowiło zmienić świat, więc w 2008 roku założyli niezależne studio. Devolver Digital jest tak naprawdę trzecim studiem Mike’a Wilsona, Harry’ego Millera i Ricka Stultsa. Historia pełna młodzieńczych ideałów rozegrała się kolejnych dziesięć lat wcześniej, gdy jeszcze jako nastolatkowie w 1998 roku założyli Gathering of Developers. Po zaledwie dwóch latach działalności zostali jednak przejęci przez Take-Two Interactive, następnie w 2004 roku moloch zamknął ich studio. Kolejne wspólne przedsięwzięcie – Gamecock Media Group – istniało jeszcze krócej. Założone na początku 2007 roku studio działo zaledwie półtora roku. Jesienią 2008 zostało natomiast wykupione przez SouthPeak Games i niemal natychmiast zamknięte.

Dziesięć lat doświadczenia oraz świadomość, jak działa game dev, mogłyby skłonić Wilsona, Millera i Stultsa do odejścia. Ci jednak postanowili iść naprzód na przekór wszystkiemu i w czerwcu 2009 roku założyli Devolver Digital. Strzał w dziesiątkę. Ich trzecia firma zaczęła działalność mocnym akcentem, przejmując zlecenie remake’u kultowej gry “Serious Sam” od 2K Games. Firmy znacznie większej, należącej zresztą do branżowego giganta, którego już znali – Take-Two Interactive. Od drugiego z wcześniejszych “katów” ich młodzieńczych marzeń także odwróciło się szczęście, a firma upadła w 2013 roku. To zresztą podczas pracy w SouthPeak Wilson, Miller i Stults poznali ludzi z Croteam (autorzy serii “Serious Sam”). Pozytywne przyjęcie nowej odsłony hitu z 2001 roku zapewniło natomiast dobry początek Devolver Digital. W ciągu kolejnych lat wielokrotnie wracali zresztą do współpracy z twórcami Sama “Seriousa” Stone’a. W międzyczasie znaleźli jednak własną drogę…

“Hotline Miami” i wysyp gier indie

W ciągu dekady działalności Devolver wydało około stu gier, ale przełomowym tytułem było “Hotline Miami” z 2012 roku. Szwedzki duet – Jonatan Söderström, Dennis Wedin – nie był nawet świadomy, że ich wydawca jest równie niezależną firmą, co oni sami:

Przez długi czas, jakieś dwa lata, byliśmy święcie przekonani, że Devolver to wielka firma z własnym biurowcem, z recepcjonistką w holu i olbrzymim logo spółki na szczycie budynku.

– Dennis Wedin, współtwórca niemal kultowego “Hotline Miami”

Szwed nie mógł pomylić się bardziej. Jeszcze kilka lat temu Devolver było grupą zaledwie sześciu osób, a ich adres korespondencyjny prowadził do… sklepu zoologicznego, którego współwłaścicielem był Stults. Firma z Austin w Teksasie obrała inny kierunek. Pierwszą decyzją było skupienie się na cyfrowej dystrybucji. Dziś jest to normą, jednak jeszcze kilka lat temu wcale nie było to aż tak oczywiste. W ramach rozwoju Devolver nie stawiał natomiast na przepych rodem z Doliny Krzemowej, lecz próbował docierać do utalentowanych twórców. Do firmy dołączały kolejne osoby, ale wciąż nie miały swoich biur – zamiast tego rozjechały się po świecie w poszukiwaniu ciekawych pomysłów, które mogłyby się okazać hitem.

Czy marzyciele z Devolver muszą w ogóle schodzić na ziemię?

Na przestrzeni dekady Devolver Digital wyrobiło sobie markę wydawcy lubiącego dobrą atmosferę, ale potrafiącego też w ostry sposób krytykować kierunek, w jakim zmierza branża. Ich “występy” (Nina Struthers i Milo Lowrie to postaci parodiujące konferencje wielkich wydawców) podczas tagów E3 nieraz prowokowały społeczność graczy do dyskusji. To też czas wytężonej pracy – studio współpracowało już z twórcami reprezentującymi każdy kontynent poza Antarktydą.

Warto pamiętać, że Devolver wydało choćby polskie “Shadow Warrior” (2013) i jego kontynuację (2016), “Ronina” (2015) Tomasza Wacławka, “Ruinera” (2017) z Reicon Games, ale też roguelike’owe “Downwell” (2015) Ojiro Fumoto znanego jako Moppin czy amerykańskie “Enter the Gungeon”. A to zaledwie wierzchołek listy niezależnych hitów, jakie pomogli stworzyć! W grudniu 2018 roku dzięki Devolverowi ukazało się też zjawiskowe “Gris” od hiszpańskiego Nomada Studio. Gra zdobyła kilka branżowych nagród i duże uznanie, wychodząc poza rynek indie.

Kadr z gry "Gris", fot. Nomada Games
Kadr z gry “Gris”, fot. Nomada Games

To wszystko pokazuje natomiast, że pomysł i doświadczenie są w stanie sprawić, że nawet pozornie niemożliwy do realizacji, idealistyczny projekt, jest w stanie sprawnie działać. Wygląda więc na to, że mimo swego podejścia, Wilson, Miller i Stults twardo stąpają po ziemi. Dość paradoksalnie marzyciele z Devolver wyglądają choćby w konfrontacji z losem Telltale Games. Historie upadku tych ostatnich i rozwoju bohaterów artykułu powinny zresztą być przestrogą dla wszystkich, którzy chcą znaleźć miejsce w branży. Molochy mają to do siebie, że trudno podkopać ich pozycję. Jeśli natomiast spróbujemy polecieć wyżej, niż możemy, skończy się to tragicznie. Jeśli jednak wiemy, co robimy, nie powinno spotkać nas nic złego.

Dziś Devolver Digital to “aż” szesnastoosobowa ekipa, wciąż pracująca zdalnie. Firma rosła wraz z popularnością gier indie i poradziła sobie, gdy te zaczęły się przejadać graczom. Doczekała nawet pojawienia się nowej fali niezależnych twórców, jednocześnie publikując tak dużo gier, jak nigdy wcześniej. Co prawda “placówką” spółki przestał być sklep zoologiczny (Stults sprzedał go w zeszłym roku), a działania wydawcy zmierzają do mocnego usadowienia się na rosnącym w zawrotnym tempie rynku chiński, ale na zmiany w podejściu biznesowym się nie zanosi:

Nie zamierzamy nagle stać się chciwi, pokornie podchodzimy do kwestii tego, kto w relacji wydawca-programista odgrywa istotniejszą rolę. To jedyny sposób, by nasze intencje pozostały czyste, a misja mogła być kontynuowana.

– Mark Wilson, współtwórca Devolver Digital

Autor artykułu
More from Damian Halik

Brunettes Shoot Blondes stworzyli nietypowy instrument

Potrzeba jest matką wynalazków, ale chłopaki z zespołu Brunettes Shoot Blondes przeszli...
Czytaj wiecej