McClane przeciw wszystkim, czyli planszowe “Die Hard”

"Die Hard: The Nakatomi Heist", fot. The OP Games
"Die Hard: The Nakatomi Heist", fot. The OP Games
Mówcie, co chcecie, ale znany ze "Szklanej pułapki" John McClane to postać nie tylko kultowa, ale też przywodząca na myśl święta niemal tak mocno, jak Kevin McCallister. Jeśli się zastanowić, oba te filmy łączy znacznie więcej, ale dziś nie o tym. Dziś o pierwszej grze planszowej nawiązującej do filmu z Bruce'em Willisem – "Die Hard: The Nakatomi Heist".

Na wstępie warto zaznaczyć, że o planach przeniesienia historii Johna McClane’a do świata planszówek wiadomo od kilku miesięcy. Informacje o nawiązaniu współpracy The OP Games z Foxem pojawiły się tego samego dnia, w którym oficjalnie ogłoszono przejęcie kultowego studia filmowego przez Disneya. Wygląda więc na to, że nie tylko X-Meni mają szansę na nowe życie w korporacji Myszki Miki. To zresztą jedynie kontynuacja owocnej współpracy między obiema firmami. The OP już wcześniej słynęło z tworzenia gier zarówno w disnejowskich, jak i marvelowskich klimatach. W międzyczasie stworzyli też kilka tytułów związanych z “Harrym Potterem” oraz filmowo-serialowe wersje “Monopoly”. Zdaje się więc, że “Die Hard: The Nakatomi Heist” wylądowało w dobrych rękach…

Pierwsze planszówkowe podejście do “Szklanej pułapki” to ciekawe, choć ryzykowne przedsięwzięcie. Z jednej strony film ma już ponad trzydzieści lat, a w międzyczasie nakręcono kolejne cztery części, których oceny stopniowo spadały. W ciągu tych trzech dekad kilkukrotnie próbowano też zarobić na poświęconych tytułowi grach wideo – na ogół z mizernym skutkiem. Z drugiej strony gracze planszówkowi z dużym dystansem podchodzą do wszelkich tworów na licencjach. Szybko pojawiły się więc pytania, dla kogo w ogóle jest ta gra – w końcu fani filmu niekoniecznie muszą lubić gry planszowe i vice versa. Minęło jednak kilka miesięcy i oto jest – w lipcu doczekaliśmy się premiery “Die Hard: The Nakatomi Heist”.

Nie taki Gruber straszny, jak go malują

Gotowa do gry plansza "Die Hard: The Nakatomi Heist", fot. The OP Games
Gotowa do gry plansza “Die Hard: The Nakatomi Heist”, fot. The OP Games

Tym, co przy rozgrywce najbardziej rzuca się w oczy, jest dbałość o klimat. Nie powinno to jednak dziwić, biorąc pod uwagę, że to typowo amerykańskie podejście do planszówek. Już w tytule “Die Hard: The Nakatomi Heist” pojawia się pierwsze nawiązanie do filmowego pierwowzoru – wieżowca Nakatomi Plaza, w którym toczy się akcja. Także scenariusze fajnie wplatają smaczki, które spodobają się fanom produkcji z 1988 roku. Ma to swoje plusy, ale scenariusze same w sobie dość mocno ograniczają decyzyjność graczy. Dzięki temu gra nie odstraszy nowicjuszy poziomem skomplikowania, ale bardziej zaawansowanym graczom może szybko się znudzić. Zdecydowanie lepiej “Die Hard: The Nakatomi Heist” wypada też przy większej liczbie graczy.

Bazująca na filmowych przygodach Johna McClane’a planszówka wpisuje się w nurt gier “wszyscy na jednego”. To doskonale oddaje oczywiście klimat filmu, ale w przypadku rozgrywki 1 na 1 szczególnie gracz-złoczyńca nie ma za wiele do roboty. Optymalne jest więc ustawienie z maksymalną liczbą graczy (1 na 3). Co jednak najważniejsze, postarano się o mechaniki, które nie będą jedynie odtwórczym wyciskaniem cytryny (czyt. marki). Ostatecznie The OP Games nie popełniło więc podstawowego błędu, jakiego można by się spodziewać po grze na podstawie filmu.

Jedna z kart dających możliwość decydowania o rozwoju akcji w grze, fot. The OP Games
Jedna z kart dających możliwość decydowania o rozwoju akcji w grze, fot. The OP Games

Rozgrywka w “Die Hard: The Nakatomi Heist” nie jest może szczytem taktycznych planszówek, ale nie taki był zamysł. Znacznie bliżej jej do gier imprezowych, które można stosunkowo łatwo i szybko wytłumaczyć nawet niezorientowanym w klimacie znajomym. O ile amerykańskie nagłówki mówiące o must-have tego sezonu zdają się mocno przesadzone, naprawdę warto przemyśleć zakup tej gry, choć niekoniecznie w tym momencie. “Die Hard: The Nakatomi Heist” kosztuje niespełna 40 dolarów (+koszty wysyłki), ale nie jest powiedziane, że w niedalekiej przyszłości nie doczekamy się wersji polskojęzycznej. W tym przypadku jedynym problemem pozostaje walka o to, kto odegra Johna McClane’a, a kto złoczyńców.

Autor artykułu
More from Damian Halik

IKEA i Tom Dixon projektują domowe plantacje

Już tylko miesiąc pozostał do tegorocznych targów RHS Chelsea Flower Show w...
Czytaj wiecej