Dlaczego kręci mnie polska muzyka elektroniczna

Syntetyczne brzmienia z kraju nad Wisłą zawieszają poprzeczkę na mistrzowskiej wysokości.

Muzyka elektroniczna to najprężniej rozwijający się gatunek w Polsce. Rodzimi przedstawiciele nurtu, jako jedni z nielicznych lokalnych artystów, biorą udział w projektach na poziomie zdecydowanie międzynarodowym. Nasi mistrzowie synthpopu, ambientu, czy house’u działają po cichu, kierując swoją sztukę do raczej wąskiego grona odbiorców, ale ich dokonania mają potencjał na zrewolucjonizowanie popkultury nad Wisłą.

Każdy, kto na bieżąco śledzi poczynania reprezentantów sceny, zauważy przede wszystkim estetyczną różnorodność nagrań. Fachowcy od samplingu oraz syntezatorów mieszają ze sobą pojęcia z różnych galaktyk, dzięki czemu konstruują wielobarwne dźwiękowe scenerie, w których nie sposób się nie zakochać.

Nowoczesne brzmienia młodej RP potrafią wywoływać naprawdę skrajne reakcje.Czasem melancholię albo zadumę, innym razem uśmiech, a niekiedy nawet silny niepokój.

Na przykład dokonania formacji Panowie charakteryzuje specyficzna, senna stylistyka. Znany m.in. ze znakomitego albumu “Full Automatik” kwartet specjalizuje się w tzw. hipnagogicznym popie, czyli odnajdywaniu piękna w połykającej melodie, zaszumionej ścianie dźwięku. Proces wyławiania słodyczy z grubej warstwy zgiełku przypomina interpretowanie kształtów pojawiających się na przeterminowanej kasecie VHS. Równie rozmarzony jest też duet Vysoké Čelo. Janusz oraz Maciej Jurga uprawiają iście kosmiczny ambient. Mnie samego cofnął on do czasów podstawówki, kiedy jako ciekawski dzieciak uciekałem od rzeczywistości w świat literatury Stanisława Lema. Autorzy wybitnej EPki “Űrutazás” odtwarzają właśnie takie naiwne, lecz jednocześnie magiczne chwile. 

Syntetyczne brzmienia made in Poland potrafią również być wyjątkowo zabawne. Mnie najbardziej rozwesela julek ploski i jego płyta o wiele mówiącym tytule “Tesco”. Tajemniczy producent serwuje odbiorcy niezwykle intensywny, samplowy kolaż, wygrzebujący z popkulturowego śmietnika prawdziwe skarby, zacierające granice między sztuką, muzyką i internetowym memem. Jednakowo absurdalny projekt ehh hahah także robi użytek z dóbr kultury masowej, zręcznie deformując jej motywy przewodnie. Postmodernistyczne harce wspomnianych twórców kontynuują filozofię DJa Shadowa i nurtu vaporwave z anarchiczną swadą. 

Elektroniczna wizja w Polsce ma jeszcze odcień minimalistyczny, jak w przypadku Zaumne. 

Poznański specjalista od outsider house’u (koniecznie zapoznajcie się z jego longplayem “Emo Dub”) opowiada hipnotyzujące historie przy pomocy powtarzalnych, zapętlonych w nieskończoność beatów. Ponadto, transową formę dopełniają intrygujące wokale, zawieszone jakby w jakiejś innej, abstrakcyjnej czasoprzestrzeni. Bliźniaczą, ascetyczną ideologię wyznaje Piotr Kurek, nawiązując równocześnie do retrofuturystycznego szyku progresywnej elektroniki lat siedemdziesiątych. Jednak w przeciwieństwie do kolegi ze stolicy Wielkopolski, muzyk odpowiedzialny za wspaniały krążek “Polygome”, nie próbuje nęcić publiczności pulsującymi rytmami. Zamiast tego, oferuje nam nieforemne, odrobinę kanciaste impresje przywodzące na myśl chaotyczne próby konwersacji człowieka z maszyną. 

Jeśli zaś zmęczy was eksperymentalna awangarda powyżej, to zawsze możecie odpocząć przy elegancko skrojonym synthpopie Coals (ich debiutanckie “Tamagotchi” potrafi nieźle zawrócić w głowie). Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski piszą niecodzienne przeboje, godzące chwytliwość z mocno gęstą atmosferą. Specyficzna zmysłowość ich nagrań, niczym w “Oczach szeroko zamkniętych” Kubricka, jednocześnie kręci oraz niepokoi. Erotyczny thriller, ale trochę bardziej na smutno proponuje także SKY.  Na razie skromna dyskografia grupy (EP “Lullabies” i album “p r e y”) zdradza silne inspiracje neogotykiem. Jest to więc prawdziwa gratka dla fanów Dead Can Dance albo mistycznego elektro.

To oczywiście tylko mały wycinek z bogatego krajobrazu gatunku.

Wybrałem jedynie kilka przykładów artystów, udowadniających różnorodność stylistyczną oraz tematyczną muzyki elektronicznej w Polsce. Palmer Eldtrich, Hatti Vatti, Jacaszek – mógłbym wyliczać kolejne nazwy interesujących przedsięwzięć tak długo, aż mój artykuł zmieniłby się w kilkusetstronicową książkę. Ja nie mam na to miejsca, Wy nie macie na to czasu, ale za to mogę przekazać Wam ważny komunikat – eksplorujcie polską elektronikę i doceniajcie jej największe perły.  


Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Wszystkie moje popkulturowe grzechy

"Guilty pleasure” oznacza grzechy popkultury, którymi uwielbiamy się rozkoszować, oczywiście, gdy nikt...
Czytaj wiecej