AI w ciągu trzech lat pozbawi pracy 120 milionów osób?

Spawacz podczas pracy, fot. Fernando Fleitas/Pixabay
Spawacz podczas pracy, fot. Fernando Fleitas/Pixabay
Technologia i płynące z jej rozwoju korzyści cywilizacyjne to zarazem błogosławieństwo, jak i utrapienie. AI ułatwia ludziom życie, ale nie od dziś wiadomo, że prędzej czy później zacznie też zabierać im pracę. Według najnowszego raportu opracowanego na zlecenie IBM może to być "prędzej" – i to o wiele prędzej, niż nam się wydawało...

Postępująca robotyzacja przemysłu oraz stale rosnące możliwości sztucznej inteligencji sprawiają, że mało kto może czuć się “bezpieczny” zawodowo. Od lat opracowywane są raporty na temat wpływu nowych technologii, szczególnie AI, na rynek pracy i próżno szukać tam pozytywów… No chyba, że cieszy nas perspektywa większej ilości wolnego czasu – na bezrobociu. Prawda jest bowiem taka, że prędzej czy później roboty zaczną zabierać nam pracę. Już od dłuższego czasu tworzy się nawet listy zawodów najbardziej na to narażonych, namawia do przekwalifikowywania się… Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że przyjdzie nam się zmierzyć z tym problemem tak szybko. IBM donosi natomiast, że jeśli nic się nie zmieni, w ciągu zaledwie trzech najbliższych lat z rynku zniknie około 120 milionów miejsc pracy.

Kurczenie się rynku pracy w pigułce

Sztuczna inteligencja nie chce ludzkiej pracy. AI po prostu usprawnia procesy produkcyjne, zastępując ludzkie dłonie ramionami robotów oraz poprawia wydajność systemu, sprawiając, że część stanowisk w ogóle przestaje być potrzebna. “Kurczenie się rynku pracy” zdaje się więc trafniejszym określeniem sytuacji niż straszenie tym, że “roboty zabiorą nam pracę”. Na razie obawiać powinni się przede wszystkim pracownicy najmniej wykwalifikowani, którzy wykonują czynności powtarzalne. W dużej mierze mowa o stanowiskach, o które ludzie niekoniecznie się zabijają… Problem w tym, że za coś trzeba żyć. Zastępowanie taniej siły roboczej jeszcze tańszą (w perspektywie ekonomicznej) opcją prowadzi natomiast do pogłębienia przepaści między najbiedniejszymi a najbogatszymi. Nie chodzi już nawet o samą rozpiętość zarobków. Raczej o fakt, że osoby niewykwalifikowane zwyczajnie przestaną zarabiać – to zaś rodzi problemy społeczne.

W świecie, w którym 1/3 ludzi żyje w biedzie, a ponad połowa globalnego majątki spoczywa na kontach bankowych zaledwie kilku osób, jest to dość mroczna perspektywa. To natomiast zaledwie wierzchołek góry lodowej, a ponieważ po 120 milionach osób na najniższych, robotniczych stanowiskach, przyjdzie też czas na kolejnych. Wielu wciąż wierzy, że to dla nas szansa; marzy o tym, że ludzie będą kupować roboty, które wykonają pracę za nas, podczas gdy my będziemy cieszyć się życiem. Piękna, choć niemożliwa do zrealizowania nawet w utopijnych warunkach wizja.

IBM przestrzega przed AI, ale kto miałby ich słuchać?

Sterowany przez AI robot, mogący zastąpić człowieka na linii produkcyjnej, fot. Pixabay
Sterowany przez AI robot, mogący zastąpić człowieka na linii produkcyjnej, fot. Pixabay

Badania, o których mowa, przeprowadził Institute for Business Value należący do IBM. Pod uwagę wzięto dwanaście najlepiej rozwiniętych gospodarek świata, a swoimi przemyśleniami podzielili się tu dyrektorzy dużych spółek. Można powiedzieć, że zgodnie dostrzegają oni zagrożenie w rosnącej rozbieżności między umiejętnościami ich pracowników a potrzebami firmy. Postęp technologiczny wymaga bowiem ciągłego doszkalania, a poruszane zagadnienia są tu coraz poważniejsze. Większość pytanych dyrektorów stwierdza natomiast, że nie posiadają wystarczających zasobów, by na bieżąco szkolić swoich pracowników. To zaś sprawia, że przepaść rośnie, a przyszłość jawi się jako mniejsza liczba pracowników o wyższych kwalifikacjach.

Z ekonomicznego punktu widzenia jest to oczywiście uzasadnione podejście. Firmy mają być konkurencyjne i przynosić zyski. IBM także jest jednym z koncernów, którego ten problem dotyczy. Choćby z tego powodu ich nawoływanie do działania trzeba brać z przymrużeniem oka. Nie od dziś bowiem wiadomo, że celem tego typu działań jest może nie tyle lobbing, ile zwrócenie uwagi polityków na to, jak podatki podnoszą koszty pracy. Trudno jednak oczekiwać interwencjonizmu w gospodarce – zwłaszcza, gdy mówimy o tak wielkiej skali.

Na podstawie danych uzyskanych od kilku tysięcy menadżerów pracujących dla kilkuset największych firm IBM wysnuło tylko jeden, dość kuriozalny wniosek. Firma sugeruje bowiem, że należy… poprawić (lub wprowadzić) “kulturę ciągłego uczenia się”. AI może w tym oczywiście pomóc, ale nie nauczy się nowych umiejętności za nas… A jeśli już to zrobi, po prostu nas zastąpi. Wnioski IBM wyciągnięte z raportu IBV zdają się nielogiczne, ponieważ wyraźnie jest tam mowa o rosnących wymaganiach oraz współmiernych do tego kosztach, które w ciągu ostatnich czterech lat już zwiększyły się dziesięciokrotnie. Innymi słowy… IBM chciałoby, by pracownicy chcieli się doszkalać przez całe życie, a firmy te szkolenia opłacały – zamiast sięgnąć po rozwiązanie nieporównywalnie tańsze i mniej problematyczne, jakim są roboty sterowane przez sztuczną inteligencję. Brzmi jak świetny plan. Ciekawe, czy amerykańskie przedsiębiorstwo także zamierza zastosować się do tych rad, czy może jednak wygra ekonomia…

Autor artykułu
More from Damian Halik

Dla kogo tak naprawdę tworzone są komiksy?

Postrzeganie komiksów jako sztuki, często odbierane są z przymrużeniem oka. W końcu...
Czytaj wiecej