Doktorze, dziwnie się czuję.

Siedzę sobie teraz na festiwalu i jestem daleko od mainstreamowego, blockbusterowego kina. Nie będę narzekał, dobrze mi z tym. Jednak każda kolejna recenzja nowego filmu Marvela sprawia, że mam wielką ochotę zobaczyć go jak najszybciej.

Siedzę sobie teraz na festiwalu i jestem daleko od mainstreamowego, blockbusterowego kina. Nie będę narzekał, dobrze mi z tym. Jednak każda kolejna recenzja nowego filmu Marvela sprawia, że mam wielką ochotę zobaczyć go jak najszybciej.

Doktor Strange, bo o tym filmie mowa, to najnowsza produkcja ze studia Marvel. W roli tytułowej wystąpił Benedict Cumberbatch – jedno z najgłośniejszych nazwisk ostatnich lat i to właśnie on, był głównym powodem, dla którego wszyscy wyczekiwali tego filmu.

Tytułowy Doktor Strange, to znana postać miłośnikom komiksów, jednak szersza publika raczej nie kojarzyła go do tej przy zbyt dobrze. Teraz już wszystko się zmieni. Podobna sytuacja miała miejsce niedawno, przy okazji premiery filmu Ant-Man, który teraz, dzięki bardzo dobrej ekranizacji, jest dobrze rozpoznawalny i lubiany. Podobieństwo tych dwóch tytułów, występuje w jeszcze jednej kwestii. Z tego co czytałem, “Doktor Strange” odchodzi nieco fabularnie od głównego nurtu znanego z “Avengers”. Posiada on zaledwie drobne nawiązania, a sam jest osobnym filmem, który rządzi się swoimi prawami. Osobiście uważam, że to bardzo dobra wiadomość, gdyż film dzięki temu może wykazywać się sporą dawką świeżości, której całej serii uniwersum nieco już brakowało.

Myślę, że dla wszystkich, którzy w choć myślimy stopniu lubią filmy Marvela, będzie to dobra pozycja na wyjście do kina w ten weekend.

Jeżeli chcecie sobie również zaplanować nadchodzące miesiące na kino i lubicie kino amerykańskie, zwłaszcza to które jest poza głównym nurtem, to zapamiętajcie tytuł Patherson” Najnowszy film Jima Jarmusha, z Adamem Driverem (Kylo Ren z ostatniego epizodu Gwiezdnych Wojen). Opowieść, która jest swoistym hołdem dla normalności i codzienności. Bardzo przyjemna i dająca również do myślenia. Był to film otwarcia tegorocznego American Film Festival i zdecydowanie jest to jeden z lepszych filmów roku.

Wielu osobom może się spodobać Swiss Army Man z Paulem Dano i Danielem Radcliffem w głównych rolach. Niezwykle oryginalny film, który wpycha nas w dziwny świat, będący jakimś innym wymiarem. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale warto zobaczyć, zwłaszcza, że czegoś takiego jeszcze na pewno nie widzieliście.

Natomiast jeśli czekacie na najnowszy obraz Clinta Eastwooda – Sully – z Tomem Hanksem, opowiadającym o “cudzie na rzecze Hudson”, to spieszę powiedzieć, że ro film dobry i poprawny. Bez fajerwerków, zbędnych wątków i nadęcia. Dobra reżyserska robota w wykonaniu twardziela Eastwooda. Nie ma rewelacji, można spokojnie zobaczyć w domu na kanapie, ale na listę do obejrzenia, wpisać należy.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

18. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty – czas start!

Jak co roku w środku lata, Wrocław zamienia się w kinową stolicę....
Czytaj wiecej