Donal Ryan – “Dwadzieścia jeden uderzeń serca” [RECENZJA]

Fragment plakatu promującego spektakl na podstawie "Dwudziestu jeden uderzeń serca", fot. Smock Alley Theatre
Fragment plakatu promującego spektakl na podstawie "Dwudziestu jeden uderzeń serca", fot. Smock Alley Theatre
W "Dwudziestu jeden uderzeniach serca" Donal Ryan pochyla się nad trudnymi momentami w historii swojej ojczyzny, starając się przekazać odczucia osób, które z dnia na dzień straciły grunt pod nogami. Ludzkie – czasem do bólu brutalne – reakcje są tu zarówno tłem, jak i głównym motywem powieści o tym, jak różnie każdy z nas zachowuje się w sytuacji kryzysowej.

Literacki Nobel dla Olgi Tokarczuk wzmógł w Polsce dyskusję o roli celebrytów w życiu publicznym. Samo to określenie przestało zresztą przynależeć do osób znanych z tego, że są znane, stając się pejoratywnym, pełnym pogardy mianem dla oponentów w dyskusji. Możesz być wybitnym artystą czy światowej sławy naukowcem, ale “wara od naszych spraw.” – parafrazując słowa jednego z posłów.

“To tylko pisarka. Niech zajmie się swoją pracą, zamiast komentować politykę.” – padało w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Jest to więc doskonały, jaskrawy przykład tego, jak próbuje się marginalizować rolę literatury; jak odsuwa się od mikrofonu osoby o wyrazistych poglądach, odważnie sprzeciwiające się pewnym zjawiskom. Dokładnie te same cechy prezentuje zaś sobą Donal Ryan, który długo walczył o to, by “Dwadzieścia jeden uderzeń serca” w ogóle się ukazało.

Bezradność literatury to bzdura

Donal Ryan, fot. Simone Padovani
Donal Ryan, fot. Simone Padovani

Rolą literatury (czy ogółem sztuki) nie jest ratowanie ludzkiego życia, ale nie można odmówić jej wpływu na ludzki los. Nie chodzi tu nawet o książki, które w skrajnych przypadkach pokazują tym, którzy już się poddali, że warto jednak żyć. Chodzi o literaturę, która przekazuje nam emocje, często skrywane za fasadą surowego wychowania; sytuacje, które wyciągają z ludzi to, co najbardziej ludzkie i to, co najbardziej zwierzęce. Brzmi to brutalnie, ale nic tak nie pokazuje ludzkiej natury, jak sposób radzenia sobie z problemami. Zwłaszcza tymi pojawiającymi się znienacka! “Dwadzieścia jeden uderzeń serca” to właśnie jedna z takich książek, która płynnie przechodzi od brutalnego naturalizmu do emocji i pełnego psychologicznych analiz realizmu.

Polski tytuł, zaproponowany przez Ewę Pater-Podgórną dla Wydawnictwa Relacja (w oryginale debiutancka powieść Ryana nazywa się “The Spinning Heart”), nawiązuje do liczby bohaterów. Największą inspiracją dla pisarza były: małomiasteczkowy klimat i realny kryzys, jaki dotknął Irlandię. Donal Ryan, niegdyś pracownik instytucji zajmującej się prawami pracowniczymi, miał z tym problemem styczność na co dzień. Nic więc dziwnego, że pisząc “Dwadzieścia jeden uderzeń serca”, tak świetnie oddał emocje i zachowania ludzi. Głównymi bohaterami są bowiem pracownicy firmy budowlanej oraz ich rodziny. Gdy kryzys sprawia, że pracodawca upada, niewielka, znająca się między sobą społeczność zaczyna popadać w kolejne konflikty – także z prawem. Autor doskonale operuje tu perspektywą. Dzięki zastosowaniu polifonicznej narracji, autor oddaje głos poszczególnym bohaterom. Ci zaś z jednej strony zarysowują szersze tło własnych losów, z drugiej: starają się na własną rękę rozwiązywać swoje problemy.

Okładka powieści "Dwadzieścia jeden uderzeń serca", fot. Wydawnictwo Relacja
Okładka powieści “Dwadzieścia jeden uderzeń serca”, fot. Wydawnictwo Relacja

Każdy ma problemy – gorycz życiowych rozczarowań różnie jednak skutkuje

Doskonale Donal Ryan wgryza się w psychologiczną warstwę opisywanej przez siebie historii. Upadek firmy budowlanej jest tu jak pierwsza z kostek domina, która na swojej drodze spotyka kolejne. Najpierw na jej drodze stają domy bezpośrednio zainteresowanych, potem problemy zaczynają narastać i sięgać coraz dalej. Nie trzeba dodawać, że nie każdy potrafi sobie poradzić z trudnymi sytuacjami. Wylewanie żalu, odreagowywanie frustracji czy szalone pomysły wybrnięcia z sytuacji to doskonałe oddanie naszej natury. Przede wszystkim jest to jednak świetny pretekst do opowiedzenia o destrukcyjnej roli emocji.

Oczywiście nie każdy musi lubić książki z przesłaniem. Jeśli jednak ktoś zapytałby mnie, czy warto sięgnąć po “Dwadzieścia jeden uderzeń serca”, nikomu raczej bym tej lektury nie odradził. Debiutancka powieść Irlandczyka (Debiut Roku 2012 według “Guardiana”, Irlandzka Książka Roku i dzieło, za które Donal Ryan otrzymał Nagrodę Literacką Unii Europejskiej) może otworzyć oczy. Czy to na los innych, często pochopnie przez nas ocenianych, czy na nasze własne zachowania. To historia ludzkich dramatów, ale i walki – sam autor zresztą długo walczył o swoje, wielokrotnie będąc odrzucanym przez wydawców.

“Dwadzieścia jeden uderzeń serca” to zaledwie 160 stron – powieść na jeden, góra dwa wieczory.

To jednak przede wszystkim olbrzymia dawka odartych z codziennej fasadowości ludzi, którzy przecież są tacy sami bez względu na narodowość. Uniwersalny wydźwięk i wyczulenie na los osób, którymi nie przejmuje się nikt inny, to chyba największy powieści Donala Ryana. Irlandczyk nie tylko pochyla się nad trudnymi momentami w historii swojej ojczyzny, ale też pokazuje to z perspektywy ludzi. Zwykłych ludzi, jakich codziennie mijamy na ulicach, którzy w tym przypadku z dnia na dzień stracili grunt pod nogami. Przejmujące i skłaniające do przemyśleń.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Powracają “Amerykańscy bogowie” Neila Gaimana

Neil Gaiman jest artystą piekielnie zapracowanym, jednak znalazł czas, by z pomocą...
Czytaj wiecej