Donna Tartt – Szczygieł

Donna Tartt ma nieco ponad pięćdziesiątkę, jest koleżanką ze studiów najbardziej skandalizującego...

Donna Tartt ma nieco ponad pięćdziesiątkę, jest koleżanką ze studiów najbardziej skandalizującego amerykańskiego pisarza – Breta Eastona Ellisa i napisała dotychczas trzy książki. Nie możemy jednak o niej powiedzieć, że jest mało płodna ani leniwa. Ona po prostu pisze powoli. Cyzeluje, poprawia, przestawia, myśli… Może dlatego, że nigdzie się autorce nie spieszy, nie znajdziecie w jej skądinąd grubych książkach zbędnych słów czy niepotrzebnych znaków przestankowych. Zapewne właśnie tę precyzję dostrzegło szanowne jury i w roku ubiegłym nagrodziło Donnę Tartt Pulizterem za Szczygła.

Czy zasłużenie?
Cóż, zobaczcie, co się dzieje w księgarniach. Niekiedy można mieć wrażenie, że więcej ludzi pisze książki niż je czyta. Wśród tego kataklizmu nadprodukcji jest wiele rzeczy bardzo złych, nie wiadomo po co i dla kogo napisanych i wydanych, rynek jest zalany grafomanią roszczącą sobie pretensje do bycia literaturą. Ba, prestiżowym wydawnictwom zdarzają się… rażące błędy ortograficzne. Nic więc dziwnego, że na wolnym rynku księgarskim rzecz „niezła” wydaje się być wydarzeniem, a „dobra” – arcydziełem. W ogóle – zwracam uwagę, że każda ostatnio wydawana gruba książka jest okrzykiwana właśnie „arcydziełem” tudzież „największym wydarzeniem literackim ostatnich miesięcy”. W większości wypadków to tylko marketing. Szczygieł także arcydziełem nie jest. Jest po prostu bardzo dobrą, świetnie skonstruowaną i bardzo wciągającą powieścią.

A… O czym jest ta książka? Och, piękne pytanie i bardzo trafnie zadane.

Mamy oto chłopaka, który traci matkę w zamachu bombowym na nowojorskie muzeum, sam wychodzi z tej katastrofy bez większego uszczerbku i wynosi stamtąd (cóż… kradnie?) niewielkie dzieło Carela Fabritiusa z połowy XVII wieku. Bezcenny obraz trafia w którymś momencie w niepowołane ręce, pojawia się więc w powieści wątek kryminalny, ale – nie zdradzę chyba zbyt wiele – jeśli napiszę, że wszystko skończy się względnie dobrze. Nie jest to jednak kryminał! (w przeciwieństwie do pierwszej powieści Tartt – Tajemnej historii, której nowe tłumaczenie za chwilę pojawi się na rynku i której akcja rozgrywa się wśród studentów… filologii klasycznej, i którą pochłania się w dwie doby. Powieść, nie zaś filologię klasyczną oczywiście)

Więc czym jest Szczygieł – skoro nie jest kryminałem? Moralitetem? Romansem? Rozbudowany, esejem o niemożności życia bez sztuki? Rozprawą o przyjaźni? Powieścią o tym, że niepodobna oszukać przeznaczenie? Nie wiadomo. Krytycy zwracają uwagę, że właśnie o niczym i o wszystkim, a jeśli już o czymś – to po łebkach. No może.
Ale mimo to Szczygła czyta się świetnie. Ba, po kilku ostatnich stronach, będących ździebko zbędną skarbnicą wszelakich myśli, zaczynamy za pokręconym bohaterem Szczygła… tęsknić. Za jego wędrówkami po nie zawsze pachnącym Nowym Jorku, za jego beznadziejnością, a nawet – za plastycznie opisanym uzależnieniem od narkotyków. Za tym obrazem też. Wisi w muzeum w Hadze.

Już sprawdziłem – do pobliskiego Rotterdamu z Polski nic nie lata, ale do Eindhoven i Amsterdamu – owszem.

Donna Tartt – SZCZYGIEŁ

More from Rafał Turowski

Przedświąteczny Wiedeń

Szybka receptura na znakomity weekend
Czytaj wiecej