Kolejny kolos na niebie: czy drugi An-225 wzniesie się w powietrze?

Największy samolot świata, czyli Antonov An-225 póki co jest jedynakiem. Tymczasem od 30 lat w hangarach producenta skrywa się drugi niedokończony egzemplarz... Czy dołączy do starszego brata?

An-225 to maszyna wyjątkowa. Nikt nigdy nie zbudował podobnego samolotu. Ok, są i były samoloty, które zbliżają się do Mriji (ukr. Marzenie – taki przydomek zyskał samolot), jednak w kategorii wagowej przegrywają z kretesem. Stojącego na drugim miejscu podium Airbusa A380 pokonuje w kategorii maksymalna masa startowa o aż 65 ton.

Jednak tu nie chodzi tylko o same cyfry. Gotowy do lotu, ważący maksymalnie 625 ton An-225, dzięki konstrukcji zawieszenia, otwieranego dziobu oraz specjalnie wyposażonej ładowni, może połknąć ładunki do 250 ton. I mogą być to ładunki wielkie – ładownia Mriji ma 6,4 metry szerokości i 4,1 metra wysokości. Jej długość to ponad 43 metry – więcej niż liczył pionierski lot braci Wright.

An-225
Olbrzymią zaletą An-225 jest nie tylko masa ładunku, ale i ogromna ładownia wyposażona w odpowiednie urządzenia załadunkowe

An-225 to dziecko zimnej wojny i wyścigu kosmicznego.

Został skonstruowany tak naprawdę do jednego głównego zadania – wożenia radzieckiego promu kosmicznego Buran. Niestety niedługo po jego oblocie i testach z Buranem na plecach przyszła pierestrojka, rozpad ZSRR. An-225 trafił na lotniczą bocznicę. Dosyć szybko matczyna firma znalazła jednak dla niego lukę.

Wyremontowano go, przebudowano ładownię i zaczęto oferować jako czarterowy samolot do zadań specjalnych. Okazało się, że jest na to niesamowita nisza na rynku, którą Ukraińcy doskonale wypełnili, nie mając właściwie konkurencji. Mało kto na początku wiedział, że w hangarach producenta stoi drugi, niedokończony egzemplarz An-225. Mimo niezłego zarobku na przewozach wielkogabarytowych, Antonow nie był w stanie wysupłać astronomicznych pieniędzy, jakie były potrzebne na dokończenie drugiej maszyny tego typu.

An-225
Początkowo An-225 miał jedno zadanie – przewóz radzieckiego promu kosmicznego Buran.

Sprawa nabrała tempa w 2016 roku, gdy z ofertą przyszli… Chińczycy. Umowa podpisana między ukraińskim producentem a Aviation Industry Corporation of China (AICC) mówiła o dokończeniu drugiego egzemplarza (oczywiście z poprawkami na miarę XXI wieku) i… późniejszej produkcji seryjnej na licencji w Chinach.

Drugi An-225 miał się wzbić w powietrze w tym roku, coś jednak poszło nie tak.

Mówi się, że problem powstał po wybuchu wojny ukraińsko–rosyjskiej, przez którą Antonow nie był w stanie zdobyć części, które produkowali wyłącznie Rosjanie. Inna plotka jest taka, że koszt projektu był niedoszacowany i Chińczycy, krótko mówiąc, przeliczyli się. Rok temu drugi An-225 miał być gotowy w 70%. Inne źródła mówią, że maszyna jest już skompletowana, wystarczy jedynie ją poskładać. Tak czy inaczej, Antonow szacuje koszty dokończenia drugiej Mirji na, w przeliczeniu, ponad miliard polskich złotych.

Czy to się wreszcie uda? Po cichu liczę, że tak – będą większe szanse na spotkanie Mriji. An-225 to prawdziwa gwiazda – wystarczy zobaczyć filmy z jego lądowań i startów. Na lotniska przychodzą tysiące ludzi, tylko po to, żeby zobaczyć ten cud inżynierii.

An-225
Jedno z niewielu zdjęć niedokończonego drugiego egzemplarza Mriji. Dla porównania: w rogu widoczny jest transportowy An-26 użytkowany również przez Wojsko Polskie

Zdjęcia: Antonov Airlines oraz Wikimedia Commons

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Grające drukarki

Pamiętacie jeszcze drukarki igłowe? Ich era skończyła się ze spadkiem cen maszyn...
Czytaj wiecej