Dwayne Johnson. Sportowiec, aktor, przyszły prezydent USA

Dwayne Johnson podczas sesji dla magazynu "Muscle & Fitness"
Dwayne Johnson podczas sesji dla magazynu "Muscle & Fitness"
Niespełniony futbolista, wybitny wrestler, zaskakująco dobry aktor, a w przyszłości być może prezydent Stanów Zjednoczonych. Tak w dużym skrócie jawi nam się dziś Dwayne Johnson – ulubieniec tłumów, wykuty w skale pomnik "amerykańskiego snu". Człowiek, który do wszystkiego doszedł ciężką pracą i wyciskaniem cytryny otrzymanej od losu do ostatniej kropli.

Nie ma nic dziwnego w tym, że zwykli ludzie uwielbiają bohaterów… I nie mam tu na myśli władających obecnie światowym box office’em filmów Marvela, weteranów wojennych, czy osób na co dzień ratujących życia innych ludzi. Mowa o bohaterach symbolicznych, którzy dla przeciętnego Kowalskiego staną się dowodem na korelację między ciężką pracą a sukcesem. Ucieleśnieniem walki o swoje. Po prostu tym, kim dla współczesnej popkultury jest Dwayne Johnson.

Dwayne Johnson z tłumem fanów (na planie "Rock the Troops"), fot. Kevin Mazur
Dwayne Johnson z tłumem fanów (na planie “Rock the Troops”), fot. Kevin Mazur

Urodzony 2 maja 1972 roku człowiek-orkiestra nie miał najłatwiejszych początków. Dorastając w cieniu wrestlerskiej sławy ojca – Rocky’ego Johnsona – oraz dziadka – Petera Maivii – długo próbował uniknąć przeznaczenia. To zresztą mogło już na początkowym etapie jego życia doprowadzić do tragedii. Kanadyjczyk od strony ojca, Samoańczyk od strony matki, a Amerykanin z urodzenia marzył o karierze sportowej, jednak z dala od “rodzinnego biznesu”. Świetne warunki fizyczne predestynowały go do wielkiej kariery w futbolu amerykańskim – był nawet członkiem uniwersyteckiej drużyny Miami Hurricanes, która w 1991 sięgnęła po mistrzostwo NCAA. Tu pojawia się częsta zmora wschodzących gwiazd sportu – kontuzja. I choć z jej powodu Dwayne Johnson musiał porzucić marzenia o NFL, w 1995 roku (z tytułem licencjata psychologii i kryminologii) powrócił do Kanady, gdzie próbował swoich sił w tamtejszym Calgary Stampeders. Nie powiodło się.

Z boiska na ring

Wiele osób w takiej sytuacji pewnie by się załamało, ale nie Dwayne Johnson. Mierzący 193 centymetry wzrostu młodzian poddał się wówczas prądowi i… wskoczył na ring. Tam zaś okazało się, że “The Rock” – bo taki przydomek ostatecznie przybrał – jest samorodnym talentem, zapewne za sprawą wrestlingu płynącego we krwi. Błyskawiczna kariera charyzmatycznego wojownika i kilka tytułów mistrzowskich WWF (obecnie WWE) sprawiły, że Dwayne Johnson wyrósł na jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego sportu, a widowiskowe walki zawsze cieszyły się sporym uznaniem branży filmowej.

Początki kariery wrestrelskiej Dwayne'a Johnsona (jeszcze pod pseudonimem Rocky Maivia)
Początki kariery wrestrelskiej Dwayne’a Johnsona (jeszcze pod pseudonimem Rocky Maivia)

Warto w tym miejscu nadmienić, że doświadczenia wrestlerów w Hollywood są dość pokaźne. Najczęściej jednak ich aktorska jakość nie jest zbyt duża, a kolejne tego typu występy przyjmowane są z dużym dystansem. “The Rock” miał to szczęście, że najpierw zadzwoniono do niego z Nowego Jorku – zaproponowano mu udział w kultowym “Saturday Night Live”, podczas którego wrestler wypadł zaskakująco dobrze. Komediowe zacięcie i niesamowite warunki fizyczne były jego dwiema kartami przetargowymi. Szkoda, że tak długo trwało, zanim ktoś wpadł na pomysł, by oba te elementy połączyć.

Nieoczekiwanie dobry aktor

Dwayne Johnson jako Król Skorpion ("Mumia powraca", 2001), fot. Universal Pictures
Dwayne Johnson jako Król Skorpion (“Mumia powraca”, 2001), fot. Universal Pictures

Nie trzeba było długo czekać, by Dwayne Johnson pojawił się na wielkim ekranie. Najprawdopodobniej po dziś dzień jest on zresztą rekordzistą, jeśli chodzi o wysokość gaży debiutanta – 5,5 miliona dolarów. Szczerze się zastanawiam, czy ktokolwiek poza “upierdliwcami” pamięta o tym okropnym występie, gdy jeszcze nieociosany “The Rock” wcielił się w Króla Skorpiona w filmie “Mumia powraca”. Na szczęście twórcy filmu nie popisali się, dzięki czemu bardziej niż średni występ Johnsona w pamięci widzów zapadło fatalne CGI. Kolejny, tym razem solowy, film o tej postaci także nie zrobił szału, ale z Dwayne’a nie zrezygnowano. I całe szczęście.

Dwayne Johnson jako Derek Thompson/Zębowy wróż ("Dobra wróżka", 2010), fot. 20th Century Fox
Dwayne Johnson jako Derek Thompson/Zębowy wróż (“Dobra wróżka”, 2010), fot. 20th Century Fox

Dopiero “Witajcie w dżungli” (“The Rundown”) z 2003 roku sprawiło, że w branży zaczęto traktować go poważnie, a “Rolling Stone” podkreślał, że Dwayne Johnson ma talent do kina akcji oraz występów komediowy. I choć w przyszłości bywało różnie – nie tyle z jakością jego gry, ile samych produkcji z jego udziałem – “The Rock” na stałe wsiąkł w to towarzystwo i dołożył swoje cegiełki do kilku znaczących tytułów. Mieszał style – od złych zabijaków, przez wróżkę zębuszkę, dobrych twardzieli, genialnych postaci komediowych, aż po bohaterów pełną gębą – a w ostatnich latach gra tak dużo, że trudno przypomnieć sobie tytuły filmów akcji bez jego udziału. Zapracowany gwiazdor przoduje też w rankingach najlepiej opłacanych aktorów filmowych, stając się studwudziestokilowym nośnikiem reklamy. Prowadzi kilka własnych biznesów, reklamuje sygnowane przez siebie gadżety, niejednokrotnie pokazując olbrzymi dystans do samego siebie:

Dwayne Johnson prezydentem Stanów Zjednoczonych?

I co dalej? Zdaje się, że nie pozostaje już nic innego jak prezydentura. Po ostatnich wyborach motyw celebrycki w obsadzie najważniejszego stanowiska w amerykańskiej polityce zdaje się nasilać. Wiele gwiazd deklaruje chęć startu, jednak Amerykanie mają też dwójkę ulubieńców, których sami z chęcią posadziliby na tronie. Pierwszą z nich jest Oprah Winfrey, która długo odrzucała taką możliwość, a w ostatnich miesiącach zdaje się ulegać oczekiwaniom. Drugim z ulubieńców Ameryki jest właśnie Dwayne Johnson. W jego przypadku doczekaliśmy się nawet kilku występów, które te przypuszczenia komentowały – od początku w sposób żartobliwy, jednak nic w tej kwestii nie jest wykluczone.

Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, Dwayne Johnson naprawdę rozważa kandydowanie, ale nie będą to wybory w 2020 roku. Głównie ze względu na… brak czasu. W najbliższych trzech latach mamy doczekać się aż dwudziestu filmów z “The Rockiem” w obsadzie. Biorąc jednak pod uwagę niesamowitą charyzmę i popularność aktora, wcale nie jest powiedziane, że taki scenariusz nie ma szans powodzenia.

Autor artykułu
More from Damian Halik

ByFusion, czyli cegły z oceanicznego plastiku (i nie tylko)

Biorąc pod uwagę, że już teraz wyspa śmieci dryfująca na Oceanie Spokojnym...
Czytaj wiecej