Dzienniki Szczepana Twardocha

Rafał Turowski o dziennikach Szczepana Twardocha

Do Dzienników Szczepana Twardocha podchodziłem z daleko idącą rezerwą. Wydaje mi się, że jest coś na granicy bezczelności, gdy 35-letni prozaik wydaje memuarystykę. Owszem, Julia Hartwig, owszem – Pilch, ale Twardoch? Przyjdzie na to czas, przyjdzie czas… – myślę.

Tymczasem Wieloryby i ćmy pochłonąłem w dwa wieczory, zrobiłem wiele notatek na marginesach, i uważam, że książka jest po prostu świetna. Owszem, są słabsze miejsca – trochę mnie znużyły wspomnienia ze Spitsbergenu, ale te – o codzienności – są znakomite. Rozmowy z synami – po prostu wzruszające, relacje z pijatyk z kumplami – braterskie, a refleksje o podróżowaniu – dojmująco niepopularne. I to właśnie one trafiły do mnie jakoś najmocniej, bo przez lata szukałem powodów, dla których tak bardzo ciągnie w świat. I Twardoch mi je podał za zaledwie 39.90. Wiecie, po co się podróżuje? Ja chyba nie miałem odwagi powiedzieć tego głośno – on może. Otóż – po nic. I to jest wspaniałe.

PS. Google nie znajduje frazy „przestrzeń antropofugalna”.

Okładka książki Wieloryby, źrodło wydawnictwoliterackie.pl

More from Rafał Turowski

Weekend w…

Miałem dylemat, czy przypadkiem Grodno nie jest za mało ekskluzywnym miejscem do...
Czytaj wiecej