Filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku

Filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku – "Mary Poppins powraca" (reż. Rob Marshall), fot. Disney Pictures
"Mary Poppins powraca" (reż. Rob Marshall), fot. Disney Pictures
Niezależnie od tego, czy podoba wam się pomysł przenoszenia na wielki ekran waszych ulubionych powieści, dosłownie co chwilę jakaś książka jest tłumaczona na język filmu. Miłośnicy literatury co rusz trzęsą się więc ze strachu, ale tendencja jest nieubłagana: branża filmowa musi z czegoś żyć, a sprzedanie produktu, który ma już bazę fanów, jest o wiele łatwiejsze. Czego powinniśmy się obawiać w najbliższych miesiącach? Oto najciekawiej zapowiadające się filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku!

Książki zawsze były łakomym kąskiem dla branży filmowej, choć nieraz sprzeciwiali się temu miłośnicy literackich oryginałów. Zwłaszcza w dobie powszechnego Internetu protesty i narzekania są dość częstą reakcją fanów konkretnych tytułów, które trafiły na celownik filmowców. Ba, czasem fala sprzeciwu wyprzedza nawet wejście na plan filmowy (patrz: niedawna zawierucha wokół “Wiedźmina” Netflixa). Poza nierzadkimi przypadkami, gdy obawy okazywały się słuszne, hollywoodzcy twórcy nieraz jednak udowodnili, że warto dać im szansę. Zresztą, czy mamy inny wybór? Fakt jest jeden: filmowe adaptacje do końca tego roku będą władać kinowymi repertuarami!

Kilka miesięcy temu poruszałem ten temat od strony science fiction. Nie wszystkie filmowe adaptacje, jakie wówczas wymieniłem, doczekały się już premier. Dziś podejdziemy do tematu nieco szerzej, nie wyznaczając żadnych granic gatunkowych. Pominę jednak filmy takie, jak świetnie zapowiadające się “Mary, Queen of Scots”, którego polska premiera może przesunąć się na przyszły rok, czy kilka naprawdę ciekawych tytułów, których wejście do rodzimych kin wcale nie jest takie pewne, choć na Zachodzie miały już swoje premiery lub doczekają się ich niebawem. Nie przedłużając zatem: oto najciekawsze filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku:

 

“Pierwszy człowiek” – 19 października

"Pierwszy człowiek" (reż. Damien Chazelle), fot. Dreamworks/Universal Pictures
Filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku – “Pierwszy człowiek” (reż. Damien Chazelle), fot. Dreamworks/Universal Pictures

“Pierwszy człowiek” jest adaptacją o tyle mało inwazyjną, że bazuje na książce biograficznej. Choć w Polsce “First Man: The Life of Neil A. Armstrong” (2005) Jamesa R. Hansena niestety nigdy nie wydano, to warto przeczytać ten tytuł w oryginale. Tym bardziej, że poza niesamowicie ciekawą biografią pierwszego człowieka na Księżycu, czeka nas iście filmowa uczta. W roli tytułowej pojawi się Ryan Gosling, towarzyszyć będą mu między innymi Claire Foy oraz Jason Clarke. To jednak nie wszystko! Reżyserem “Pierwszego człowieka” jest bowiem genialne dziecko Hollywood – Damien Chazelle. Tak, ten sam, który nakręcił “Whiplash” i “La La Land”. Warto przypomnieć, że obydwa filmy,  które dotąd nakręcił, z miejsca zapewniły mu oscarowe nominacje.

“Pierwszy człowiek” miał już swoją premierę podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Nagrody w konkursie głównym nie wygrał, wzbudził też skrajne opinie, ale jedno jest pewne: to kandydat do miana jednego z najciekawszych filmów tego roku!

 

“Zwyczajna przysługa” – 19 października

Nie jestem fanem kobiecych komedii kryminalnych, ale “A Simple Favor” Darcey Bell okazało się jednym najciekawszych debiutów zeszłego roku. Błyskotliwe, mroczne, choć wyraźnie przerysowane ujęcie zwyczajowo idyllicznych przedmieść, zapewne najmocniej przypadnie do gustu osobom, które tęsknią za “Gotowymi na wszystko”, a fakt, że ekranizacja powstaje niemal natychmiast po premierze, świadczy o sporym potencjale.

Reżyserem “Zwyczajnej przysługi” jest Paul Feig – autor kultowych “Luzaków i kujonów”, amerykańskiej wersji “The Office” czy “Druhen”, a w rolach głównych zobaczymy Annę Kendrick i Blake Lively. Tytuł jest na tyle świeży, że premierę polskiego wydania książki zapowiedziano na 3 października. Dwa i pół tygodnia powinny wystarczyć, by przeczytać książkę jeszcze przed wejściem filmu do kin.

 

“Dziewczyna w sieci pająka” – 26 października

"Dziewczyna w sieci pająka" (reż. Fede Alvarez), fot. Metro-Goldwyn-Mayer
Filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku – “Dziewczyna w sieci pająka” (reż. Fede Alvarez), fot. Metro-Goldwyn-Mayer

Tak, jak nowym otwarciem dla trylogii “Millennium” Stiega Larssona było kontynuowanie sagi przez Davida Lagercrantza, tak i “Dziewczyna w sieci pająka” ma na nowo otworzyć światową widownię na nordic noir. Mroczne kryminały o Mikaelu Blomkviście i Lis Salander doczekały się już rodzimych adaptacji (świetnych) i kiepsko przyjętej amerykańskiej wersji “Dziewczyny z tatuażem”. Wznowienie serii wzbudziło sporo kontrowersji, jak to zresztą bywa przy tego typu przypadkach, ale wydawcy zdają się zadowoleni. Nowy film ma bazować na wydanej w 2015 roku powieści, będącej sequelem pierwotnej trylogii. W roli głównej zobaczymy Claire Foy, znaną przede wszystkim ze świetnie przyjętego serialu Netflixa “The Crown”, z kolei reżyserem filmu został uznany urugwajski autor horrorów – Fede Alvarez (“Martwe zło”, “Nie oddychaj”).

Ciekawostka dla osób, które śledziły nową odsłonę “Millennium” i czują się lekko zmieszane: w Polsce książka ukazała się pod tytułem “Co nas nie zabije” (dokładny przekład oryginału), natomiast tytuł filmu odnosi się do anglojęzycznego wydania.

 

“Dziadek do orzechów i cztery królestwa” – 2 listopada

Pochodzące z 1816 roku opowiadanie E.T.A. Hoffmanna światową sławę zawdzięcza Alexandrowi Dumasowi (ojcu), który przełożył je na język francuski, w późniejszym czasie zachwycając między innymi Piotra Czajkowskiego. To właśnie rosyjski kompozytor rozsławił tytuł i dziś “Dziadek do orzechów” powszechnie kojarzony jest przede wszystkim ze słynnym baletem, ale Disney chce to zmienić. I zapewne mu się uda!

Historia Klary była adaptowana już wielokrotnie. Tym razem jednak trafiła w ręce mistrzów w wyciskaniu pieniędzy z powszechnie znanych franczyz! Po kasowym sukcesie “Pięknej i Bestii” z zeszłego roku nikt chyba nie ma wątpliwości, że nowa produkcja Disneya także przyciągnie do kin tłumy.

 

“Mary Poppins powraca” – 19 grudnia

"Mary Poppins powraca" (reż. Rob Marshall), fot. Disney Pictures
Filmowe adaptacje, które zobaczymy jeszcze w tym roku – “Mary Poppins powraca” (reż. Rob Marshall), fot. Disney Pictures

Pozostając w bajkowej tematyce, nie można zapomnieć o kultowej serii autorstwa Pameli Lyndon Travers. Książki australijskiej pisarki znane były w Polsce już w latach 30. XX wieku – nie dziwi więc, że próba odświeżenia wizerunku Mary Poppins budzi nostalgiczne skojarzenia. Do pracy – podobnie jak wyżej – raz jeszcze zabrała się największa wytwórnia na świecie. Co więcej, filmowe adaptacje Disneya najczęściej są dość udane, dlatego przeciwnicy przenoszenia książkowych historii na wielki ekran mogą być pod koniec roku stosunkowo zadowoleni. W odświeżonej wersji musicalu, który już raz – w 1964 roku – odniósł sukces, główną rolę odegra Emily Blunt. W sprostaniu kultowej kreacji Julie Andrews wspierać ją będą: Colin Firth, Meryl Streep, Emily Mortimer, Ben Whishaw czy zasłużony Dick Van Dyke (aktor grał też w oryginalnej adaptacji). Pracę nad “Mary Poppins powraca” powierzono zresztą w ręce mistrza – autora “Chicago”, “Wyznań gejszy”, “Nine – Dziewięć” i “Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach” – Roba Marshalla.

 

“Alita: Battle Angel” – 21 grudnia

Ryzykowna gra. Szansa na odwrócenie nieprzyjaznej karty lub kolejną porażkę. Filmowe adaptacje to trudna sprawa, ale w przypadku mangi aktorskie próby odegrania historii rodem z Japonii zdają się wręcz czymś niemożliwym. Na tym wykładają się dosłownie wszyscy – zwłaszcza, gdy na cel brane są tytuły kultowe. Wszyscy pamiętamy zapewne to, co działo się w zeszłym roku przy okazji hollywoodzkiego “Ghost in the Shell”, prawda? W przypadku “Ality” może być jeszcze gorzej, ale – paradoksalnie – w tym momencie przeświadczenie o tym, że “gorzej być nie może”, otwiera parasol nad filmem Roberta Rodrigueza. To akurat dobrze, bo przyjaciel Quentina Tarantino nie ma ostatnio najlepszej passy, a historia, jaką w latach 1990-95 opublikował Yukito Kishiro, zasługuje na szansę.

W Polsce dziewięciotomowa manga “Battle Angel Alita” ukazywała się w latach 2003-2005 nakładem J.P. Fanstastica. Z dostępem do serii problemów nie ma, ale jeśli nie lubicie starych, używanych książek, wydawnictwo niedawno zaczęło publikować drugie wydanie.

 


“Bracia Sisters”

Miało nie być filmów, które nie są pewne wejścia do polskich kin. Trudno mi jednak pominąć ten jeden tytuł. “Bracia Sisters” to genialny, przepełniony świetnie rozpisanymi postaciami, odpowiednią dozą absurdu, groteskowych sytuacji i napięcia, western z 2012 roku. Wypisz wymaluj hołd dla filmów braci Coen czy twórczości Cormaca McCarthy’ego. Powieść Patricka DeWitta doczekała się m.in. nominacji do Nagrody Bookera czy Nagrody im. Waltera Scotta, a polski przekład ukazał się już pięć lat temu nakładem Wydawnictwa Czarne.

“The Sisters Brothers” zaprezentowano światu 2 września podczas MFF w Wenecji. Jacques Audiard – autor ekranizacji – otrzymał wówczas Srebrnego Lwa dla najlepszego reżysera! Film zbiera też świetne recenzje, a w rolach głównych zobaczyć możemy Joaquina Phoenixa, Johna C. Reilly’ego i Jake’a Gyllenhaala. Trudno więc uwierzyć, by polscy dystrybutorzy chcieli pominąć ten film nawet, jeśli westerny nie cieszą się szczególną popularnością. Czekam więc na informację, gdzie i kiedy będzie można obejrzeć to cudo.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Aktorzy, których dokonania muzyczne mogły wam umknąć [TOP10]

TOP10 aktorów, których dokonania muzyczne mogły wam umknąć
Czytaj wiecej