Mroczny czas: filmowe propozycje na weekend

Jeżeli zastanawiacie się, czy wybrać się do kina w ten weekend, to od razu powiem, że tak. Ja dziś wybrałem seans "Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri", będący jednym z faworytów tegorocznych Oscarów, ale mam dla Was jeszcze dwie inne propozycje, które naprawdę warto obejrzeć. Oba z tych filmów zresztą, również nominowane są do Oscara, głównie w kategoriach aktorskich.

“Czas mroku”

Pierwszym z nich jest “Czas mroku” z głośną rolą Gary’ego Oldmana, wcielającego się w Winstona Churchilla. Po seansie kompletnie nie dziwił mnie fakt, że Oldman otrzymał nominację. To aktorstwo najwyższej próby, które zasługuje na najważniejsze filmowe nagrody.
Film nie jest klasyczną biografią o życiu Churchilla – opowiada jedynie o krótkim okresie jego kariery, a mianowicie o miesiącu po przejęciu stanowiska premiera Wielkiej Brytanii i opanowaniu sytuacji, jaka miała miejsce w Dunkierce. Bałem się nieco, czy obraz nie będzie przede wszystkim okazją do tego, by Oldman się bardzo wykazał i dostał w końcu Oscara. Nic bardziej mylnego. Fakt, jest to film przede wszystkim jednego aktora, ale całość prezentuje się naprawdę dobrze i została zrealizowana na bardzo dobrym poziomie.

Gary Oldman gra w “Czasie mroku” pierwsze skrzypce i zdecydowanie kradnie czas ekranowy wszystkim innym aktorom. Nikt mu również w tym filmie nie dorównuje, ale myślę, że takie było założenie. Winston w jego wykonaniu jest bezbłędny. Nie jest to tylko kwestia doskonałej charakteryzacji, ale przede wszystkim wielkiego talentu aktora, który dał słynnemu premierowi ludzką twarz. Niech wyznacznikiem tego będzie fakt, że w pewnym momencie kompletnie zapomniałem, że oglądam film aktorski. Byłem pewien, że to dokumentalne kino opowiadające o drugiej wojnie światowej . Może to świadczyć tylko o tym, jak wysoki poziom gry osiągnął tu Gary Oldman. To dla niego w szczególności warto wybrać się na “Czas mroku”.

“Mudbound”

Innym filmem, na który warto zwrócić uwagę, jest “Mudbound”. Niewątpliwym plusem obrazu jest to, że nie musicie nawet wychodzić z domu, by go obejrzeć. Jedyne, co trzeba mieć, to konto w serwisie Netflix, bo właśnie tam jest ten film dostępny. To bardzo dobry dramat społeczny, który porusza wiele problemów w powojennej Ameryce, w tym między innymi problem rasizmu. Opowiada też o tym, jak ciężko jest się odnaleźć żołnierzom po powrocie do domu i że wciąż mają oni w pamięci okropne wydarzenia, jakie miały miejsce na wojnie. W filmie zobaczymy między innymi Jasona Clarke, Carey Mulligan oraz Garretta Hedlunda – to właśnie ten ostatni (znany przede wszystkim z głównej roli z filmu “Tron: Dziedzictwo”) zaskoczył mnie tu najbardziej i to jego aktorstwo jest moim zdaniem największą zaletą całego filmu. Dobrze wypadł tu również rzadko spotykany rodzaj narracji, który początkowo może być lekko irytujący, lecz później widać jego zalety.

Obydwa filmy łączy w jakiś sposób wojna i ludzkie problemy. Co prawda to dwa różne filmy, ale ogląda się je z czystą przyjemnością. I choć żadnego z nich nie nazwałbym najlepszym filmem, jaki ostatnio widziałem, to wiem, że w przyszłości na pewno wrócę do każdego z nich. Zarówno “Czas mroku” jak i “Mudboud” nie są filmami krótkimi, przez co nie obyło się w nich bez pewnych fabularnych dłużyzn, ale na szczęście całość jest tak dobrze napisana i zrealizowana, że jesteśmy w stanie to wybaczyć. Jeśli zastanawiacie się, co dziś obejrzeć – dramat wojenny, czy społeczny, odpowiem: zobaczcie obydwa! A później jeszcze na dokładkę “Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Remake, remake i dajmy jeszcze jakiś remake

Od długiego czasu mam wrażenie, że w Hollywood już prawie skończyły się...
Czytaj wiecej