Filmy idealne na klimatyczny seans w Halloween [18+]

Pinhead – kultowa postać z serii "Hellraiser" Clive'a Barkera
Pinhead – kultowa postać z serii "Hellraiser" Clive'a Barkera
Horrory czy – szerzej mówiąc – kino grozy to nie tylko filmy pełne makabrycznych scen, choć nie ma wątpliwości, że takowe pozwoliły zyskać niektórym tytułom rozgłos czy w skrajnych nawet zapisać się w historii kinematografii. A ponieważ koniec października i halloweenowa otoczka są z tego typu produkcjami silnie związane, może warto rozważyć seans?

Kinematografia przeszła długą drogę od technologicznej nowinki, poprzez prostą rozrywkę i filmy moralizatorskie, aż po sztukę przez wielkie S i możliwość wywołania u widzów teatralnego katharsis. Gatunków, podobnie zresztą jak podejść do kręcenia filmów, jest naprawdę wiele, ale rzadko zdarzają się takie, które łączone są z konkretnymi okresami w roku. Nie ma natomiast wątpliwości, że Amerykanie przez dekady pracowali na to, by kino grozy połączyć z Halloween. Między innymi to właśnie w okolicy 31 października tak popularne są maratony horrorów czy premiery nowych produkcji tego typu. Jeśli jednak chcemy najeść się strachu w zaciszu własnego domu, warto sięgnąć po klasykę!

Halloween nie musi być krwawe – ale może!

Myśląc o produkcjach idealnie wpisujących się w klimat tego święta, nie sposób pominąć prawdziwej klasyki pokroju “Frankensteina” z 1931 roku, “Psychozy” Hitchcocka czy “Omenu” z 1976 roku. Pierwszy z filmów, z niezapomnianą kreacją Borisa Karloffa, to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli gatunku; choć najbardziej przeraża tu ludzka natura i potwory, jakimi potrafią stawać się ludzie, nawet w tej produkcji nie zabrakło jednej poruszającej sceny śmierci. Mam na myśli moment, w którym potwór spotyka małą dziewczynkę i myli ją z kwiatem

Niektórych może zdziwić obecność “Psychozy” wśród wymienionych tytułów, ale pamiętajmy, że kiedyś odbiorcy byli nieco bardziej wrażliwi. Wiedzieliście, że po kultowej scenie pod prysznicem wśród osób, które obejrzały film, zapanowała swego rodzaju fobia przed prysznicami? Oczywiście nie na każdego to zadziałało; wielu do dziś nie rozumie fenomenu tej pieczołowicie uszytej z elementów budujących napięcie i nagłego szoku sceny; ale faktem jest, że to właśnie tego typu dopracowane kadry są do dziś znakiem rozpoznawczym Alfreda Hitchcocka.

“Omen” natomiast… cóż. Dla wielu przerażający jest już sam fakt osadzenia istoty zła w ciele małego chłopca. Demoniczne dziecko z filmu Richarda Donnera stało się swego rodzaju symbolem, a zarazem mówimy tu o jednym z ostatnich przedstawicieli klasyki tego gatunku. Nie ma tu hektolitrów sztucznej krwi, ale to nie przeszkadzało reżyserowi wprowadzać brutalne i poruszające wielu sceny. Niestety dziś tytuł ten został przykryty przez coraz słabsze z części na część kontynuacje oraz średni remake i serialowy reebot, którym daleko do ideału.

Klasyka na Halloween niejedno ma imię!

Kadr z filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną" (1974), fot. Vortex
Kadr z filmu “Teksańska masakra piłą mechaniczną” (1974), fot. Vortex

To, co fani kinematografii nazywają klasyką, niekoniecznie jest klasyką dla miłośników horrorów. To bardzo specyficzny, liczący wiele odmian gatunek, który mimo tak genialnych korzeni największe sukcesy święcił w zupełnie innej stylistyce. Sztuczna krew, makabra i coraz wymyślniejsze sposoby uśmiercania bohaterów to domena przede wszystkim niskobudżetowego kina lat 80. Oczywiście brutalna odsłona strachu nie narodziła się wraz z pojawieniem się nowej fali ambitnych, młodych twórców, którzy chcieli wywrócić do góry nogami to, co było nam wiadomo o kinie.

Taka stylistyka nieśmiało zaczęła się pojawiać już w latach 70. choćby za sprawą kultowej przecież “Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” (1974) czy “Świtu żywych trupów” George’a Romero z 1978 roku, który jedynie pogłębiał zaprezentowaną dekadę wcześniej, przełomową dla tego gatunku, stylistykę i tematykę zombie. Te zresztą zasługiwałyby na osobną kategorię, choć dziś można mówić o przesyceniu widowni podobnymi treściami. Wówczas Romero przecierał jednak szlaki, którymi potem podążyli inni – często w nietypowy sposób. Jeśli bowiem mówimy o kinie grozy lat 80., nie sposób pominąć tu nowego podejścia do tematu.

Jedno z oblicz tytułowej kreatury z filmu "Coś" (1982), fot. Universal Pictures
Jedno z oblicz tytułowej kreatury z filmu “Coś” (1982), fot. Universal Pictures

Kino wciąż potrafiło straszyć jak w “Czymś” Carpentera czy “Martwej strefie” Cronenberga. Potrafiło także obrzydzać, jak w “Hellraiserze” Bakera, ale to powoli przestawało wystarczać. Wtedy właśnie do głosu zaczęli dochodzić młodzi, którzy nie dbali o fabularne zawiłości czy sensowne scenariusze. Woleli… bawić się śmiercią. Jakby to nie brzmiało – humorystyczne czy wręcz parodystyczne podejście zyskało wówczas olbrzymią rzeszę fanów. Niskobudżetowe produkcje do dziś dla wielu są zresztą tytułami kultowymi. One też niejako pokazały, że odpowiednio ukierunkowany film może ukazać niemal wszystko – byle tylko widz miał świadomość, czego się spodziewać.

Pan Ukladanka z serii "Piła" – jeden ze współczesnych symboli kina grozy, fot. Evolution Entertainment
Pan Ukladanka z serii “Piła” – jeden ze współczesnych symboli kina grozy, fot. Evolution Entertainment

Niejako na tym niskobudżetowym, ociekającym sztuczną krwią fundamencie wyrosły też nowe marki na miarę XXI wieku, jak choćby “Piła”.

Szok i obrzydzenie zyskały dzięki temu zupełnie nowe zadanie. Kino zaczęło sprawdzać możliwości swojej widowni – tu zaś nie zabrakło chętnych, by podjąć wyzwanie, choć wielu nie wytrzymało. Jak więc widzicie – na Halloween repertuar może być bardzo szeroki. Wśród wymienionych zabrakło zresztą wielu podtypów, jak choćby filmy dotyczące opętań czy ogółem duchów. Te jakoś nigdy nie ruszały mnie za bardzo, choć i one mają wielu fanów. Z drugiej strony, tego typu repertuar wcale przecież nie musi obowiązywać w dniu święta duchów. Tak czy inaczej, wybór jest ogromny. Największym plusem wszelkiej maści starych horrorów jest natomiast to, że są bogato reprezentowane w serwisach streamingowych. Halloween z Netflixem, HBO Go czy Prime Video? A może stare VHS-y z klasykami kina niskobudżetowego? Wybór należy do was.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Bill Gates wymarzył sobie Belmont – miasto przyszłości

Podczas gdy czołowi innowatorzy światowego przemysłu myślą już o podboju kosmosu, Bill...
Czytaj wiecej