“First Man” – kino o pierwszym człowieku na księżycu (zwiastun)

Misja załogowa na księżyc w 1969 roku była największym osiągnięciem ówczesnego kosmicznego wyścigu. Aż dziw, że tej historii nie opowiedziano w filmie. Do teraz - „First Man” niebawem na ekranach kin.

Złośliwi nieco nabijają się z Amerykanów. Bo weźmy tak: pierwszy sztuczny satelita – ZSRR, pierwsze zwierzę w kosmosie – ZSRR, pierwsze zwierzę, które wróciło z kosmosu – ZSRR, pierwszy człowiek w kosmosie – ZSRR, pierwsza kobieta w kosmosie – ZSRR, pierwsza stacja kosmiczna – ZSRR, pierwszy człowiek na księżycu – USA. I jak ci Amerykanie mają czelność mówić, że wygrali wyścig kosmiczny? Jednak trzeba przyznać, że pod względem wizerunkowym, to właśnie ten wyczyn był najbardziej wartościowy. Bo czy najważniejszy z punktu widzenia nauki i korzyści jakie przyniósł ludzkości? Tutaj zdania są mocno podzielone. Tak czy inaczej, misja Apollo była wycieczką w nieznane i czymś magicznym. Czymś, co przyciągało ludzi na całym świecie. Lądowanie Neila Armstronga transmitowano nawet w Polsce – kraju za żelazną kurtyną, będącą pod wpływami konkurencyjnego dla USA ZSRR. Drugą sprawą jest to, w jak prymitywnych, z dzisiejszej perspektywy, warunkach tego dokonano. Gdy lata temu ojciec zabrał mnie do warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego, oglądaliśmy stojąca tam kapsułę lądownika Sojuz 30, którym w kosmos poleciał jedyny do tej pory Polak, gen. Mirosław Hermaszewski. Uderzyło nas obydwu jego wykonanie – jak gdyby zrobił go pierwszy lepszy ślusarz po godzinach i niewykluczone, że pod wpływem. Po latach zaskakuje dodatkowa rzecz – niemal wszyscy nosimy w kieszeni urządzenie, które ma większą moc obliczeniową niż wszystkie komputery pracujące przy misji Apollo.

O kosmosie kręcono już wiele filmów. Choćby doskonały dramat o późniejszej misji Apollo 13 z genialnym Tomem Hanksem w roli głównej, podejmowano też temat gwiezdnych wojen w kolejnych częściach przygód Jamesa Bonda. Przykładów można by podać bez liku, jednak po zastanowieniu okazuje się, że nikt nie opowiedział w kinematografii o historii Apollo 11 i ludzi, którzy doprowadzili do słynnych słów „To mały krok dla człowieka, a wielki skok dla ludzkości”. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów twierdzą, że taki film powstał właśnie w 1969 roku – że cała misja została sfingowana i nakręcona w studio filmowym. Wreszcie ktoś jednak podjął temat – powstał film „First Man” (ang.: Pierwszy Człowiek), traktujący o słynnej misji sprzed niemal 60 lat. Co ciekawe, obraz nie będzie li tylko opisem historii misji. Narratorem i głównym bohaterem będzie Neil Armstrong, a historię poznamy z jego perspektywy. Film ma opowiadać o tym, ile musiał położyć na szalę słynny kosmonauta aby dokonać tego epokowego czynu. Misja nie tylko kosztowała miliardy dolarów, ale i wiele problemów rodzinnych, rozterek i wątpliwości. W roli Armstronga w „First Man” – zdobywca Złotego Globu i dwukrotnie nominowany do Oscara Ryan Gosling. Film wyreżyseruje Damien Chazelle, twórca obsypanego nagrodami (6 Oscarów i 7 Złotych Globów) musicalu „La La Land”, w którym główną rolę zagrał zresztą właśnie Gosling.

„First Man” trafi na ekrany kin w październiku tego roku.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Krajowy System Zarządzania Ruchem nabiera prędkości

Krajowy System Zarządzania Ruchem ma ruszyć za dwa lata. GDDKiA ogłosiła kolejny...
Czytaj wiecej