Tej nocy świat poznał Franciacortę…

Foto: Olaf Kuziemka
Foto: Olaf Kuziemka
Choć wino w Lombardii produkuje się od wieków, to tak naprawdę świat dowiedział się o Franciacorcie dopiero w 1984r, kiedy to dziennikarze Sheldon i Wassermann napisali o nim w książce Sparkling Wine. Jednakże to kilka lat później Franciacorta została wprowadzona (poniekąd tylnymi drzwiami) na światowe salony możnych i znanych tego świata. Stało się to za sprawą przypadku, a zarazem zbiegu okoliczności. Cofnijmy się jednak do samego początku.

Choć wino w Lombardii produkuje się od wieków, to tak naprawdę świat dowiedział się o Franciacorcie dopiero w 1984r, kiedy to dziennikarze Sheldon i Wassermann napisali o nim w książce Sparkling Wine. Jednakże to kilka lat później Franciacorta została wprowadzona (poniekąd tylnymi drzwiami) na światowe salony możnych i znanych tego świata. Stało się to za sprawą przypadku, a zarazem zbiegu okoliczności. Cofnijmy się jednak do samego początku.

Franciacorta położona jest w samym centrum Lombardii w pobliżu miasta Brescia. Sama jej nazwa jest dość stara i choć niektórym może kojarzyć się z Francją, to tak naprawdę oznaczała regiony klasztorne znane pod nazwą Franzacurta. Od wieków uprawiane tu szczepy wykorzystywane były do produkcji win, które w całości znajdywały odbiorców wśród lokalnych mieszkańców. Choć wzmianki o winach musujących sięgają tu XIII w, to tak naprawdę historia „szampana” we włoskim wydaniu rozpoczyna się wraz z rokiem 1961, kiedy to młody enolog Franco Ziliani, zachwycony Szampanią, przy pomocy Guido Berlucchiego stworzył pierwsze butelki musującego cuda wytwarzanego metodą tradycyjną. Tej parze udało się wyprodukować w pierwszym roczniku około trzech tysięcy butelek, a że bąbelki zachwyciły konsumentów, szybko zdobyły rzeszę odbiorców w Mediolanie oraz Veronie. Jednak cały czas Franciacorta pozostawała winem typowo lokalnym, które nie miało siły przebicia w walce z szampanem.

Foto: Olaf Kuziemka
Foto: Olaf Kuziemka

Mamy 1972r, kiedy to przedsiębiorca Paolo Rabotti wraz z małżonką Paolą Rovetta przenosi się do Franciacorty i z wielką jej pomocą zaczyna zajmować się uprawą winorośli. Początkowo w ich władaniu pozostaję 12ha, zlokalizowanych w Cazzago San Martino (Brescia), z których zaczynają wytwarzać tradycyjną metodą Franciacortę. Początki jak zawsze bywają trudne, od wybuchających butelek w piwnicy poprzez anegdoty opowiadane w rodzinie prekursorów Berlucchi. Jednak z każdym kolejnym rokiem nauka oraz zdobywane doświadczenie zaczyna procentować. W 1982 roku, winnica Monte Rossa produkuje już kilkanaście tysięcy butelek rocznie, a zarządzanie przejmuje syn Emanuele Rabotti, który idąc śladami rodziców kultywuje produkcję bąbelków. Warto też wspomnieć, iż w połowie lat 80 (1986), Wine Spectator poświęcił swój numer Paoli Rovetta, której osoba ukazała się również na okładce. W zasadzie ten okres był etapem poznawania Franciacorty przez świat.

Mimo, iż pieczę nad Monte Rossa sprawuje Emanuele Rabotti, to ojciec Paolo nie odchodzi w cień i w 1990 roku zostaje pierwszym prezydentem Consorzio di Franciacorta. Jego działania wraz z innymi członkami doprowadzają Franciacortę w 1995r, do statusu D.O.C.G.

Trudno jest tą historię przedstawić chronologicznie, więc musimy cofnąć się do 1992 roku, gdzie wspominany na początku przypadek i zbieg okoliczności miały tak duży wpływ na rozpoznawalność marki Franciacorty na świecie. Poniekąd do tego sukcesu przyczyniła się dwudziesta rocznica powstania winnicy, gdzie na zlecenie Paoli Rovetty, zaprojektowana została wspaniała etykieta, która po 24 latach nadal wprawia w osłupienie.

Miała to być seria butelek, która koronowała okrągłą rocznicę powstania winnicy. Ze zleceniem stworzenia etykiety Paola zwróciła się do jednego z najbardziej cenionych złotników w Mediolanie, Gianmarii Buccellati, który zaprojektował dla rocznika 1987 trzysta etykiet w iście renesansowym stylu. Nie było by nic dziwnego w tym projekcie, gdyby nie to, że etykiety zostały wykonane ze srebra (próba 925 zawiera 92,5% czystego srebra) i ponumerowane od numeru 1 do 300.

Foto: Olaf Kuziemka
Foto: Olaf Kuziemka

Przed naszymi oczyma ukazuje się lśniąca – srebrna etykieta, której przesłanie odnosi się do rodzinnej winnicy z aleją prowadzącą do XVII-wiecznej willi Rabotti. Powyżej dominuje herb z koroną arystokratyczną domu Bornati Rosa, a umieszczona nazwa Cabochon oznacza konkretny proces wykonania etykiet.

Tylne drzwi – drogą do sukcesu.

Poniekąd był to przypadek, gdy przyjaciel Emanuela z Toronto zwrócił się do niego z zapytaniem, czy nie chciał by wysłać win na kolację, gdzie 150 osób jest w stanie zapłacić po sto tysięcy dolarów na cel charytatywny. Warunek Emanuela był tylko jeden, uczestniczyć w kolacji. Wino na kolację wysłał pocztą, a szykując się w podróż do USA zdołał zabrać ze sobą tylko jedną butelkę. A była to Franciacorta Cabochon no. 001.

Kiedy pewnego letniego wieczoru 1992 roku, słońce chowało się za pagórkami okalającymi Palm Desert w Kaliforni, Frank Sinatra w swoim domu organizował przyjęcie charytatywne, gdzie do kieliszków polewano Franciacortę z Monte Rossa, a piosenkę „My Way” wykonało trio w osobach Franka Sinatry, Deana Martina oraz Julio Iglesiasa. Była to wspaniała okazja dla Emanuela Rabotti aby przekazać gospodarzowi Franciacortę Cabochon no. 001.

Emanuele Rabotti, Barbara Sinatra, Frank Sinatra
Emanuele Rabotti, Barbara Sinatra, Frank Sinatra

Może i ta historia została by uznana za niebyłą, gdyby nie fakt, że kilkanaście tygodni później w otrzymanej korespondencji, Emanuel znalazł wiadomość od Barbary Sinatra, która zachwycona trunkiem spieszyła z gorącymi podziękowaniami.

Gdy my Polacy zachwycamy się winami z Franciacorty, dostępnymi u wielu dobrych importerów, którzy w swoim port folio posiadają wina od Fratelli Berlucchi, Faccoli, Antica Fratta czy też Il Mosnel, warto też poznać historię Franciacorty z Monte Rossa, która miała dość duży wpływ na światowy rozwój bąbelków pochodzących samego serca Lombardii.

Jednak i pewnie ja nie pokusiłbym się o zgłębienie historii Cabohona, gdyby nie fakt, iż w mojej kolekcji znalazła się pewna butelka Franciacorta Cabohon 1987 no. 065/300, która choć dziś stanowi tylko egzemplarz kolekcjonerski, to nadal zachwyca swoją historią.

Foto: Olaf Kuziemka
Foto: Olaf Kuziemka
Autor artykułu
More from Olaf Kuziemka

“Le Beaujolais Nouveau est arrivé!” – cały świat pije młode wino

Każdego roku, trzeci czwartek listopada, to niepowtarzalna okazja do spróbowania młodego wina...
Czytaj wiecej