Francis Bacon i całe jego towarzystwo [Wystawa]

Fragment obrazu "Seated Woman" (1961) Francisa Bacona, fot. DACS, London
W Nowym Jorku zobaczymy wyjątkową wystawę poświęconą Francisowi Baconowi, choć pod lupę wzięto przede wszystkim jego otoczenie – przyjaciół, kochanków i muzy niejednokrotnie stających się bohaterami prac brytyjskiego malarza. Nie zabraknie ciekawych smaczków!

Samotność, wyobcowanie, atmosfera zagrożenia – te tematy stanowią nieodzowne elementy prac Irlandczyka, choć nie można przez ten pryzmat postrzegać jego biografii. Francis Bacon wiódł barwne życie, a osoby ze swojego najbliższego otoczenia często portretował. Kuratorzy nowojorskiej galerii Skarstedt postanowili natomiast przyjrzeć się tym relacjom i właśnie z ich perspektywy przybliżyć twórczość malarza.

Patrząc na portrety Bacona, jestem zdumiony, że pomimo »zniekształcenia« wszystkie wyglądają jak ich tematy [bohaterowie – przyp. red.]… Jakkolwiek »zniekształcone«, te portrety są wierne. Uważam to za cud.

– Milan Kundera o twórczości Francisa Bacona

Charakterystyczny styl Brytyjczyka był dość surowy, a pozy przyjmowane przez postaci z jego prac mocno radykalne. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie za sprawą tej wyrazistości Francis Bacon odmienił dwudziestowieczne malarstwo figuratywne. Zażarty przeciwnik abstrakcjonizmu mimo tych zabiegów, będących pokłosiem jego wczesnych eksperymentów z surrealizmem, nieustannie dążył do ukazywania prawdy. Właśnie dlatego tak często pozowali mu najbliżsi, choć nie zawsze otwarcie o tym mówił.

“Francis Bacon: Faces and Figures” – na wallu Irlandczyka

Francis Bacon, tryptyk, Study for Self Portrait (1979), DACS, London
Francis Bacon – “Study for Self Portrait” (tryptyk, 1979), fot. DACS, London

Nie mogę odpędzić od siebie myśli, że organizatorzy wystawy przygotowali dla nas przegląd Baconowskiego Face-booka. Rzecz jasna jest to tylko moja interpretacja, a raczej proste skojarzenie. Francis Bacon był bowiem wyjątkowo ciekawym przykładem dwudziestowiecznego malarza zafascynowanego człowiekiem, zarazem patrzącego na nasz gatunek przez parę wyjątkowo ciemnych, mrocznych okularów.

Wszelkie wykrzywienia, samotne, nieraz budzące grozę kadry i nieodzownie chłodną paletę barw możemy w jego przypadku sprowadzić do silnie egzystencjalnego wniosku o ludzkiej brzydocie – nie fizycznej, a metafizycznej. Fakt, że zabiegom tym Francis Bacon poddawał także swoich kochanków czy najważniejsze muzy, potęguje natomiast poczucie odosobnienia – nawet w tłumie ludzi.

Man at a Washbasin (c. 1954), DACS, London
Francis Bacon – “Man at a Washbasin” (c. 1954), fot. DACS, London

W trakcie wystawy “Francis Bacon: Faces and Figures” zobaczymy liczne jego portrety stworzone w latach 50., 60. i 70. XX wieku. Wśród bohaterów nie zabrakło miłości jego życia George’a Dyera, pierwszego kochanka Petera Lacy’ego (oj, burzliwy był to związek) czy istotnych muz – Muriel Belcher i Henrietty Moraes. Kuratorzy sugerują zresztą, że te dwie ostatnie postaci są dla nich nawet istotniejsze od innych, jako że odegrały w życiu malarza ważne role.

Barwy, kształty, gesty

Francis Bacon, Three Studies for Portrait of George Dyer (1964), DACS, London
Francis Bacon – “Three Studies for Portrait of George Dyer” (1964), fot. DACS, London

Obrazy ukazujące kochanków Bacona zawsze rzucały się cieniem na wszelkie analizy jego twórczości. Wyjątkowy sposób komunikowania swoich uczuć przez malarza zasługuje zresztą na zdecydowanie głębszą analizę. Spójrzmy choćby na prace, których bohaterem był wspomniany już Dyer. Jest w nich o wiele mniej mroku niż w innych dziełach Irlandczyka. Paleta barw łagodnieje, kadry są lżejsze, jak gdyby Bacon dał się unieść motylkom w brzuchu. Zmienia się to dopiero na początku lat 70. – po samobójstwie jego ukochanego.

Z drugiej strony niezwykle agresywne wrażenia budzą ujęcia Lacy’ego, z którym Bacona łączył bardzo burzliwy, niepozbawiony agresji związek. Intryguje choćby poza “Człowieka przy umywalce” (c. 1954), którego układ ciała przyrównywany jest do pozycji, w jakiej drapieżne zwierzę przygotowuje się do ataku. Tego typu przekaz widoczny jest także w innych przedstawieniach Lacy’ego. Jak na wystawę prac Bacona przystało, nie zabraknie oczywiście także portretów papieży inspirowanych malarskimi klasykami.

Francis Bacon, Seated Woman (1961), DACS, London
Francis Bacon – “Seated Woman” (1961), fot. DACS, London

Smaczki, o których wspomniałem we wstępie, okazują się jednak portretami kobiet. Mimo swej orientacji Francis Bacon ma na koncie kilka aktów kobiecych, które malował na przełomie lat 50. i 60. Jedną z bohaterek jest Muriel Belcher – właścicielka Colony Roomu, gdzie malarz często bywał z przyjaciółmi. Z kolei Henrietta Moraes była bohaterką kilku istotnych studiów portretu – trzy poświęcone jej prace, mocno inspirowane kadrami z filmu “Hiroszima, moja miłość” (1959), po raz pierwszy zobaczymy zestawione obok siebie.

Wernisaż wystawy “Francis Bacon: Faces and Figures” w nowojorskiej galerii Skarstedt zaplanowano na 4 maja. Ekspozycja będzie dostępna dla zwiedzających do 11 czerwca – osobom planującym urlop za Oceanem polecam więc odwiedzić budynek przy skrzyżowaniu 79. ulicy i Madison Avenue.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“1983” – nie ma wstydu, jest lament… ale o co? [Recenzja]

Długo wyczekiwany pierwszy polski serial wyprodukowany przez Netflixa doczekał się premiery 30...
Czytaj wiecej