Freelancer, to brzmi dumnie. Tak wygląda przyszłość?

Freelancer, to brzmi dumnie, fot. Wikimedia Commons (สุวรรณา วิเศษแก้ว)
Freelancer, to brzmi dumnie, fot. Wikimedia Commons (สุวรรณา วิเศษแก้ว)
Świat ewoluuje i tyczy się to każdej dziedziny życia – również pracy. Wiele wskazuje na to, że silnie rozwijający się w ostatniej dekadzie sektor jednoosobowych działalności gospodarczych coraz mocniej wżera się także w struktury korporacji, dla których samozatrudniający się freelancer niebawem może stanowić podstawę zespołu. Te zmiany siłą rzeczy wpłyną też na wygląd i sposób zagospodarowania miast.

Gdy mowa o przyszłości rynku pracy, zazwyczaj ludzie wybiegają myślami zdecydowanie zbyt daleko. Najpierw autorzy science fiction, a potem socjolodzy i w końcu inżynierzy straszyli, że pracę odbiorą nam roboty. Częściowo zaczęło się to nawet sprawdzać, jednak jeszcze dużo czasu zajmie maszynom realne przejęcie ludzkich stanowisk. Tymczasem rynek stale zmienia swój kształt, a Amerykanie donoszą, że wiedzą, jak będzie on wyglądać za około dziesięć lat. Z prowadzonych od 2012 do 2017 roku badań wynika, że najprężniej rozwija się samozatrudnienie, mające olbrzymi potencjał na dalszy rozwój. Pierwsze kroki zaczęły wykonywać już nawet wielkie korporacje, co potwierdza, że właśnie w tym kierunku zmierzają zmiany. Prognozy? Do 2027 roku freelancer będzie co drugą aktywną na amerykańskim rynku pracy osobą.

Brzmi to dość nieprawdopodobnie, ale szacunki opierają się na twardych danych. Inna kwestia, że Polska osiągnie wspomniany poziom dużo później. Spójrzmy jednak na fakty: Amerykanie wracają do korzeni. To właśnie niezależni, uprawiający własny skrawek ziemi wolni ludzie jawili się Thomasowi Jeffersonowi w jego wizjach kraju. Z szacunków historyka Stevena Gillona wynika, że w 1860 roku aż 80% obywateli działało w ramach samozatrudnienia. Te liczby drastycznie zaczęły jednak spadać na skutek postępu technologicznego i wysuwania się pierwszych kapitalistycznych liderów. W 1900 na własny rachunek pracowało 50% Amerykanów, w 1977 już tylko 7%. Coś, co można uznać za podwaliny amerykańskiego snu, ze znaczną siłą powróciło jednak w XXI wieku. Freelancer stopniowo wkradał się jednak do słowników ludzi biznesu, aż w końcu na wolnych strzelcach zaczęły budować się zawody niezależne.

Freelancer to teraźniejszość

W corocznych badaniach na zlecenie firmy UpWork oraz amerykańskiego Związku Freelancerów widać stały przyrost. W badanym okresie (2014-2017) swoich sił w tym fachu spróbowało kolejne 3,7 miliona osób. Łącznie jest ich na rynku pracy już 56,7 miliona, z czego ponad połowa deklaruje, że nie chce pracy na etacie niezależnie od oferowanych zarobków. Efektywność także jest tu całkiem niezła. Co prawda tylko co piąty freelancer pracuje w pełnym obłożeniu, ale przecież nie ośmiogodzinny dzień pracy tu chodzi. Większość po prostu docenia wolność i możliwości, jakie daje im nowy styl życia. Przeciętny freelancer bez chwili zawahania wybiera bowiem rozwój osobisty kosztem pieniędzy. I choć wielu etatowych pracowników mówi to samo, poziom zadowolenia wskazuje, że daleka droga przed nimi. 63% (etat) przy 84% (freelancer) – uznaje swój styl życia za spełniający oczekiwania. To daje wiele do myślenia.

Milenials jako freelancer daje z siebie więcej?

Dobry freelancer nie narzeka na stawki, fot. Mohamed Hassan (PxHere)
Dobry freelancer nie narzeka na stawki, fot. Mohamed Hassan (PxHere)

Osoby urodzone w latach 80. i 90. stanowią dziś główną siłę napędową amerykańskiego rynku pracy. O milenialsach zazwyczaj słyszymy dość negatywne komentarze. Ich styl życia wyraźnie odcina się od tradycyjnych, powszechnie przyjętych norm. Nie pozostaje to także bez wpływu na sposób, w jaki chcą się oni rozwijać zawodowo. W grupie wiekowej 18-34 aż 42% aktywnych zawodowo osób pracuje jako freelancer. Ta tendencja ma natomiast olbrzymi wpływ nie tylko na kształtowanie warunków pracy. To wprost zmienia krajobraz miast.

Coraz częściej firmy architektoniczne łączą powierzchnię biurową i mieszkalną. Nastawienie na dodatkowy zysk? A może przypadek? Nie, to próba dopasowania się do rynku. Miejsca takie jak warszawski “Mordor” z czasem znikną z map miast. Koncerny nadal będą oczywiście potrzebować wystawnych siedzib, jednak coraz mniej przestrzeni będą w nich zajmować boksy biurowe. Pracownicy wolnych zawodów już teraz masę czasu spędzają w kawiarniach, parkach czy przestrzeniach co-workingowych. Coś, co jeszcze niedawno zdawało się hipsterskim wymysłem, dziś przenika do mainstreamu i sprawia, że nawet największe przedsiębiorstwa muszą przemyśleć strategię swojego rozwoju. Freelancer odgrywa coraz większą rolę nawet w korporacjach, praca zdalna – niekoniecznie z domu – to natomiast szansa dla obu stron.

Kierunek: freelancer

Wobec zmian na rynku pracy nikt nie musi być stratny. Nawet wychodząc z własnych czterech kątów freelancer coraz częściej ma do wyboru pracę w miejscach, do których nie musi daleko dojeżdżać. Niektóre działają jako biura, zaczynają pojawiać się także opcje rozrzuconych po miastach sieci mniejszych lokali. Te natomiast są szansą na oszczędności dla pracodawców, którzy zdecydują się na eksperymentalny krok. Zdaje się więc, że rozwoju został już wybrany, a Amerykanie rzeczywiście mają szansę na pięćdziesięcioprocentowy udział wolnych strzelców w rynku pracy do 2027 roku. Czy takie rozwiązanie obejmie też resztę świata? Tu zdania są podzielone. O ile freelancing jest dziś powszechny wszędzie, o tyle jego udział w ogólnej puli pracowniczej jest bardzo różny. Grunt, że – jak na razie – walczymy tylko o lepsze warunki, a nie o pracę w ogóle, co zwiastuje postęp technologiczny.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Naughty America może zrobić z ciebie gwiazdę porno!

Tak, wiem – w tej branży otrzymanie szansy, by spróbować swoich sił,...
Czytaj wiecej