GAJA – ikona Barbaresco

Są takie wina, których smak zapamiętuje się na długo, na bardzo długo! Mimo, iż spożywamy ich w ciągu roku dziesiątki czy też setki, puszczamy w niepamięć ich aromaty, smaki i etykiety. Umykają uwadze te, które warto zapamiętać i móc do nich powracać.

Są takie wina, których smak zapamiętuje się na długo, na bardzo długo! Mimo, iż spożywamy ich w ciągu roku dziesiątki czy też setki, puszczamy w niepamięć ich aromaty, smaki i etykiety. Umykają uwadze te, które warto zapamiętać i móc do nich powracać.

Wielokrotnie spotykamy się ze stwierdzeniem „Wiesz, wczoraj piłem/am bardzo fajne wino! Jakie? Eeee….  No właśnie! Ale są też takie wina, które gdy się raz spróbuje, nie umkną już nigdy niczyjej pamięci – takie właśnie są wina z winnicy GAJA.

Wina od Gai to nie wina, to filozofia pokoleń zamknięta w butelkach, które uzmysławiają nam czym jest wino, są wyznacznikiem jakości, rodzinnymi tradycjami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, pracą człowieka oraz tym co pragnie dać nam winiarz za pośrednictwem swoich plonów.

Historia Wielkiej włoskiej rodziny Gaja ociera się o karty historii przyporządkowanej połowie XIX wieku, kiedy to Giovanni Gaja osiadł wraz z rodziną w Piemoncie otwierając karczmę i dostarczając wino dla wojsk włoskich w Abisinii. Ale to tak naprawdę Angelo, syn Giovanniego był prekursorem produkcji win w Barbaresco. Poślubiwszy w 1905 roku Clotilde Rey, zdeterminowaną i ambitną kobietę, poddał się jej dążeniu do jakości wytwarzania win. To między innymi dzięki małżonce, Angelo dorobił się w tym samym roku wizytówek, które jak na owe czasy były czymś nowym i jeszcze nieznanym.

Źródło: Rare & Fine Wines Ltd

Kolejnym przedstawicielem rodziny Gaja był Giovanni (i tu należy się na chwilę zatrzymać, łatwo będzie zapamiętać! W tej rodzinie występują tylko dwa imiona Giovanni i Angelo, naprzemiennie się uzupełniające), który kontynuując rodzinne tradycje wytwarzania win jako pierwszy w regionie wprowadził swoje nazwisko na etykietach. Czerwony duży napis GAJA miał być wyznacznikiem jakości oraz filozofii rodzimej produkcji, która jest praktykowana do dnia dzisiejszego. Jednym z takich synonimów jakości było butelkowanie i dopuszczenie do sprzedaży win tylko z najlepszych roczników.

Następcą rodu Gaja zostaje (teraz się skupcie) Angelo, który w 1961 roku, w wieku 21 lat przejmuje stery nad winnicą. On również nie pozostaje obojętny rozwojowi winnicy i wprowadzaniu nowatorskich rozwiązań. Jako prekursor rozpoczyna butelkowanie win z pojedynczych parcel: Sori San Lorenzo w 1967, Sori Tilden w 1970 i Costa Russi w 1978. Kolejna nowość to zasadzenie szczepów Cabernet Sauvignon, Chardonnay oraz Sauvignon Blanc. Nie idzie w styl modernistyczny, bardziej skupia się na tradycyjnych metodach wytwarzania win, które polegają na długiej fermentacji (około 30 dni) oraz starzeniu wina w wielkich Botti. Jednak chyba największy przełom następuje w połowie lat 90 ubiegłego wieku, kiedy to Angelo zostaje właścicielem dwóch winnic w Toskanii, w Montalcino oraz w Bolgheri. Dodatkowo „wypisuje” się z apelacji D.O.C.G, (poza Barbaresco), która nakazuje wytwarzanie win w 100 % Nebbiolo twierdząc, iż dodanie kilku procent szczepu Barbera będzie idealną „korekcją kwasowości” dla produkowanych win.  Mimo, iż ponad siedemdziesięcioletni Angelo Gaja nadal dogląda swoich winnic, to dziś zarządzanie nad 240 hektarami zlokalizowanymi w Barolo, Barbaresco oraz Toskanii przejęły córki Gaia oraz Rossana.

Źródło: Drinks.world

Dziś wina Gai to synonim jakości. Winom nie można odmówić wielkości o czym miałem okazję przekonać się podczas jednej z ostatnich degustacji w Krakowie.

Z winami Gai nigdy nie było mi dane usiąść przy jednym stole, więc kiedy nadarzyła się okazja zdegustowania sześciu etykiet, długo nie trzeba było mnie namawiać. Wraz z moim parterem w podróżach – marką Lexus z prędkością Pendolino i w bardzo komfortowych warunkach dotarłem do Krakowa, gdzie w jednym z kultowych Wine Barów Stoccaggio, odbyła się prezentacja butelek sygnowanych nazwiskiem Gaja.

W świat win wprowadziła gości Sara Cabrele, przedstawicielka winnicy Gaja, która specjalnie na tą okazję na jeden dzień odwiedziła Kraków. Przenosząc się z gośćmi w dwa wieki wstecz do 1859 roku, rozpoczęła opowieść o historii zwykłej rodziny, której losy za sprawą kolejnych pokoleń i kontynuowania tradycji, zdobyły uznanie w całym winiarskim świecie.

Gaja Rossj – Bass Langhe D.O.C. 2015 (Piemont) jest kupażem powstałym z Chardonnay (95%) oraz Sauvignon Blanc (5%), dało wino o słomkowej barwie z uwypuklonymi aromatami tropikalnych cytrusów z akcentem zielonego jabłka oraz moreli. Wino to przeszło częściową fermentację malolaktyczną (jabłkowo-mlekową), co skutkowało zredukowaną kwasowością, podniebieniem cieszącym się dużą ilością cytrusów oraz goryczkowym finiszem. Jeżeli będziecie chcieli cieszyć się Gaja Rossj, to Wasz portfel uszczupli się o około 400 zł.

Gaja Vistamare 2015 (Toskania) to również biały kupaż. W tym przypadku jednak do wytworzenia wina użyto Vermentino (60%) i Viognier (40%), co skutkuje w tym przypadku troszkę mniejszymi aromatami. Owocu tu jak na lekarstwo, ale usta zrekompensują nos i ukażą swoją wytrawność oraz pieprzność. Jeżeli zamierzacie włączyć to wino na listę zakupów przy wiosennym garden party – to dodajcie do swojego budżetu 300 zł.

Pozostając w Toskanii, goście udali się na degustację wina czerwonego, gdzie w kieliszkach znalazło się Gaja Promis 2013 powstałe ze szczepów Merlot (55%), Syrah (35%) oraz Sangiovese (10%), o purpurowej barwie z elegancją i sprężystością Merlot i Syrah oraz surowością Sangiovese. To jedna z najtańszych i zarazem dostępnych etykiet w naszym kraju. Jak dla Was 199 zł.

Nie opuszczając Toskanii, ale przenosząc się na południe pod wzgórza Montepulciano, degustowaliśmy Brunello di Montalcino D.O.C.G. 2011, gdzie za niecałe 400 zł otrzymacie subtelne wino z mnóstwem suszonych owoców oraz balsamiczną nutą drewna sosnowego. Usta gwarantuje Wam będą pełne, skoncentrowane jak również świeże. Nie zabraknie tam kwasowości oraz tanin, które idealnie wpasują się w dobrane do wina menu.

Jednakże wróćmy do Piemontu, gdzie cała ta historia miała i ma swój początek. Dwa kieliszki i dwa wina. W pierwszym kieliszku Gaja Barolo Dagromis 2012 D.O.C.G, którym możecie się już cieszyć za około 400 zł oraz wino wieczoru Gaja Barbaresco 2012 D.O.C.G. na które żeby sobie pozwolić musicie dorzucić niecałe 400 zł do 500+. Dwie petardy jednego wieczoru? Barolo i Barbaresco? I tak i nie! Barolo z bardzo uwypuklonym owocem, który od razu daje się zakochać w Barolo oraz dość zamknięte w aromatach Barbaresco. Ale nie dajmy się zwieść pozorom i dajmy się poznać winom za 15-20 minut, a w Barolo odnajdziemy aromaty wiśni, czereśni, podsuszanych owoców jak również ziół. W ustach jeszcze szorstkie, a to za sprawą użycia części gron w winnic położonych na zboczach Serralunga d’Alba. Spokojnie odłóżmy tą butelkę do piwniczki i cieszmy się nią za 3 do 5 lat.

Barbaresco jednak dało się poznać później okazując dużą ilość tak jak w przypadku Barolo owoców wiśni i czereśni, jednakże w tym przypadku wyczuwalna była ziemistość oraz w tle mokra skóra. W ustach na pierwszym planie wysunęła się tanina, która starała się gonić kwasowość. To wino mimo, iż ma 5 lat jest jeszcze stanowczo za młode, to tak pomiędzy podstawówką, a gimnazjum, a do matury jeszcze daleko. Tak jest z tym winem, poczekajcie 10-15 lat, a poznacie naprawdę dobre wino.

Salute!

Autor artykułu
More from Olaf Kuziemka

Wino w kuchni – Chianti Classico w parze z pizzą z bekonem, salami i sosem BBQ

Pizza to jedna z najbardziej znanych potraw na świecie. Można ją spotkać...
Czytaj wiecej