“Gdyby ulica Beale umiała mówić”

KiKi Layne i Stephan James
Już za kilka dni dowiemy się, kto wróci do domu z Oscarem, a ja mam nowego faworyta w kilku dość istotnych kategoriach. Barry Jenkins ma szansę znów otrzymać statuetkę, a to za sprawą „Gdyby ulica Beale umiała mówić“.

Barry Jenkins to reżyser, którego poprzedni film “Moonlight”, sprawił że oscarowa gala sprzed dwóch lat przeszła do historii. Bowiem to jego film wygrał w kategorii dla najlepszego filmu, choć przez chwilę wszyscy myśleli, że tytuł ten otrzymał „La La Land“ Damiena Chezelle’a. Mało kto nie słyszał o tej wpadce.

Sam „Moonlight“ – choć nie zalicza się do moich ulubionych filmów – to niebywała historia o relacjach międzyludzkich, poszukiwaniu swojej tożsamości i poczuciu wyobcowania. Czy Jenkinsowi udało się ponownie stworzyć coś, co zawładnie Akademią w tym roku?

KiKi Layne i Colman Domingo w “Gdyby ulica Beale umiała mówić“;
dyst. United International Pictures Sp z o.o.

Fabuła

„Gdyby ulica Beale umiała mówić“ to adaptacja powieści z lat siedemdziesiątych XX w. autorstwa Jamesa Baldwina o tym samym tytule. Jest to opowieść o dwojgu ludzi, którzy rozstają rozdzieleni przez los. Ich miłość zaś czeka trudna próba.

Tish i Fonny żyją w Nowym Jorku na Bronksie. Jak wiemy, nie był to dobry czas dla czarnoskórych mieszkańców. Segregacja rasowa i rozmaite ataki na jej tle były w tamtych czasach bardzo silne w Stanach Zjednoczonych. Młodzi znają się od dziecka, choć dopiero niedawno odkryli, że łączy ich niesamowicie silna miłość. Los niestety postanawia ich rozdzielić, a Fonny idzie do więzienia za coś, czego nie zrobił… Niedługo potem dowiaduje się, że Tish jest z nim w ciąży. Dziewczyna oraz jej rodzina rozpoczynają walkę o to, by wyciągnąć chłopaka z wiezienia. O to, by wszyscy mogli wspólnie cieszyć się z nadchodzących narodzin dziecka.

Regina King w “Gdyby ulica Beale umiała mówić“,
dyst. United International Pictures Sp z o.o.

Nominacje

Najnowszy film Jenkinsa początkowo zapowiada się kolejnym filmem o segregacji rasowej i walce z rasizmem. Bardzo szybko jednak dowiadujemy się, że jest to tylko tło wydarzeń – i to na dodatek bardzo delikatne i subtelne. Zdecydowanie nie skupiamy się tu na tym. Na pierwszym planie jest miłość miedzy bohaterami.

„Gdyby ulica Beale umiała mówić“ otrzymał 3 nominacje do Oscara. Pomimo tego, że jest to stosunkowo skromna liczba nominacji, to chyba w przypadku żadnego innego filmu w tegorocznym zestawieniu nie można powiedzieć, że każda nominacja jest zasłużona. Po pierwsze – scenariusz adaptowany. Jenkins napisał historię miłosną na podstawie kultowej już powieści Jamesa Baldwina, która pomimo wielu lat od wydania wciąż pozostaje uniwersalną historią miłosną. Tak naprawdę bez znaczenia jest, w jakich czasach toczy się akcja, ponieważ to nie tło jest tu najważniejsze, a samo uczucie, którym darzą się główni bohaterowie. Dawno nie oglądałem tak uniwersalnej opowieści, która nawet za wiele lat będzie idealnie wpisywać się w naszą codzienność.

Stephan James i Brian Tyree Henry w “Gdyby ulica Beale umiała mówić“, dyst. United International Pictures Sp z o.o.

„Gdyby ulica Beale umiała mówić“ to również wspaniała muzyka, która otrzymała nominację oscarową. Odpowiada za nią Nicholas Britell, który współpracował z reżyserem również w przypadku „Moonlight“. Z głośników możemy usłyszeć piękne jazzowe dźwięki, które idealnie oddają klimat tamtych czasów. Dodatkowo pozwalają nam jeszcze lepiej wejść w opowiadaną historię.

Niezwykle zasłużoną nominacją jest ta dla Reginy King – za rolę drugoplanową matki Tish.

Postać ta wprowadza do opowieści ogromną dawkę miłości, troskliwości i opieki, jaką tylko matka może otoczyć swoje dziecko. Nie zważając na nic poza dobrem swojej córki, postanawia zrobić wszystko, by jej przyszły zięć wyszedł z więzienia i mógł zająć się wraz z młodą kobietą wychowaniem swojego dziecka. To rola subtelna, ale przepełniona emocjami i uczuciami do granic. Regina King swoja rolą w minimalistyczny sposób daje nam wszystko, co najlepsze w aktorstwie. Mocno trzymam za panią King kciuki.

Odbiór

Choć film nie jest w odbiorze łatwy, przede wszystkim ze względu na powolne tempo i fakt, że jest nieco rozwleczony, to nie można wyjść z kina bez poczucia, że to był dobry wybór seansu. Trochę żałuję, że nie wszedł on do polskiej dystrybucji na nieco dłużej przed Oscarami. Mam jednak nadzieję, że jeśli wspomniane 3 statuetki wpadną w ręce twórców, to o filmie zrobi się znacznie głośniej. Dzięki temu będzie istniała szansa, że wiele osób go zobaczy, a zdecydowanie warto, by tak się stało.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Roztańczone Hollywood

Często z utęsknieniem wspominam Złotą Erę Hollywood, w której to królowały kolorowe...
Czytaj wiecej