Gdzie jesteś, Bernadette?

Przeglądając repertuar kinowych premier, zapewne wiele osób wybierze się na najnowszy film Quentina Tarantino, ale osoby, dla których lepszy byłby nieco spokojniejszy seans, również znajdą pozycję dla siebie.

Gdyby ktoś zapytał mnie o listę reżyserów, którzy tworzą swoje filmy od 30 lat, a przy tym są to pozycje zapadające w pamięć, to czy taka lista byłaby trudna do stworzenia? Na pewno nie byłaby bardzo długa, ponieważ bycie płodnym artystą, a jednocześnie takim, który utrzymuje odpowiedni poziom, nie jest proste. Jestem jednak pewien, że bez względu na długość tej hipotetycznej listy, na pewno znalazłoby się na niej jedno nazwisko – Richard Linklater.

fot. Forum Film Poland

To on na początku lat dziewięćdziesiątych wyreżyserował „Dazed and Confused“ o młodzieży z amerykańskiego liceum. Film, w którym jedną z ról zagrał Matthew McConaughey i to tam po raz pierwszy padło jego słynne „All right, all right, all right“. To właśnie u Linklatera zagrali Ethan Hawke i Julie Delpy, którzy na przestrzeni dwudziestu lat stworzyli wspólnie z nim tzw. „Trylogię słońca“. W 2014 roku mogliśmy podziwiać film „Boyhood“, który powstawał przez 12 lat, a wszystkie postacie grali wciąż ci sami aktorzy – Patricia Arquette została za rolę w nim nagrodzona Oscarem.

Oczywiście to tylko niektóre z projektów Linklatera, ale doskonale pokazujące, jak reżyser angażuje się w swoje projekty. Na ich przykładzie możemy też w łatwy sposób zauważyć, na czym najbardziej się on w swojej pracy skupia.

Każdy, kto obejrzał przynajmniej kilka filmów Richarda L. wie, jak ważni są dla niego bohaterowie. To właśnie na nich się skupia, a wszystko inne jest tylko tłem.

Dlatego też, podczas oglądania jego filmów potrafię być blisko bohaterów i wspólnie z nimi przeżywać wszystko, co ich dotyczy.

fot. Forum Film Poland

Twórczość Linklatera jest mi niesamowicie bliska. Kolejnych jego filmów wyczekuję więc równie mocno, jak niegdyś wyczekiwałem filmów Woody’ego Allena. Teraz jest on już w kiepskiej, reżyserskiej formie i nowości oglądam raczej “przy okazji”.

Do światowych kin (również Polskich) wchodzi dziś na ekrany jego najnowszy obraz, zatytułowany „Gdzie jesteś, Bernadette?“ z Cate Blanchett w roli głównej.

Zobaczyć w nim możemy również takie nazwiska, jak Billy Crudup, Kristen Wiig czy debiutantkę Emma Nelson – wspaniała! Film jest adaptacją powieści Marii Semple pod tym samym tytułem. Od razu powiem, że książki nie miałem jeszcze okazji przeczytać, ale chętnie tę pozycję nadrobię, by porównać ją z adaptacją. Zapewne będzie można znaleźć w nich wiele różnic, jednak film tak bardzo przypadł mi do gustu, że jestem bardzo ciekaw książkowego pierwowzoru.

Poznajcie Bernadette, mieszkankę Seattle, byłą panią architekt, matkę i żonę.

Jej nastoletnia córka niebawem pójdzie do nowej szkoły, a mąż pracuję dla Microsoftu. Bernadette jest nieco ekscentryczna – no, może trochę bardziej niż „nieco“. W okolicznej społeczności nikt za nią nie przepada, a najlepszą przyjaciółką jest jej własna córka. Mąż jest pochłonięty pracą i choć widać, że kocha swoją żonę, to za mało jej to okazuje. Pewnego dnia Bernadette znika. Gdzie się podziała, a co najważniejsze, dlaczego? Aby się o tym przekonać, musicie obejrzeć film.

fot. Forum Film Poland

Jedno jest pewne, nie jest to film pełen strasznych tajemnic, gdzie przez cały seans będziecie siedzieć w pełnym napięciu. To film o rodzinie, relacjach międzyludzkich i odnajdywaniu się we współczesnym społeczeństwie i świecie. Można się tu pośmiać, można uronić łzę, a także porządnie się wkurzyć. Przede wszystkim jednak, jest to popis Cate Blanchett, która kolejny już raz udowodniła, że nie boi się chyba żadnej roli. Co więcej, w każdej, której się podejmie, jest doskonała. Oglądanie jej w roli Bernadette jest czystą przyjemnością i pomimo tego, że sam film na pewno nie stanie się hitem, to Blanchett kradnie absolutnie każdą scenę, w jakiej się pojawia. 

“Gdzie jesteś, Bernadette?” jest filmem bardzo luźnym, idealnym na piątkowy wieczór, jeżeli potrzebujemy czegoś przyjemnego na zakończenie tygodnia pracy.

Kolejny raz poczułem, że Linklater zabiera mnie w podróż do świata bohaterów, gdzie to właśnie oni są najważniejsi – ich uczucia i emocje. To kolejny z filmów, który na pewno będę chciał obejrzeć jeszcze nie raz w domowym zaciszu. Tymczasem, kupujcie bilety i lećcie do kina.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Powrót do Jumanji

Ten dzień może być wyjątkowy dla wielu osób, które dorastały przede wszystkim...
Czytaj wiecej