Goa

Wybrzerze Goa (zdj. www.travel.earth)
Wybrzerze Goa (zdj. www.travel.earth)
Wybrałem się na Goa celowo w porze deszczowej, owszem, z parasolem w ręku, ale i ciesząc się przyjemnymi temperaturami, jak również tańszymi hotelami i nie aż tak dużym zagęszczeniem turystów.

Z lekcji geografii w liceum pamiętam m.in. piękne (i często przezeń używane) zdanie pani profesor, że deszcz w pewnych szerokościach geograficznych jest zjawiskiem zupełnie normalnym. Dzięki tej niesłychanie praktycznej wiedzy nie bywam zaskoczony, że w Polsce w lipcu może być powódź, nie zdziwiło mnie również, że w tropikach podczas pory deszczowej pada. Wybrałem się więc na Goa celowo o tej z pozoru nieatrakcyjnej porze roku, owszem, z parasolem w ręku, ale i ciesząc się przyjemnymi temperaturami, tańszymi hotelami i nie aż tak dużym zagęszczeniem turystów, których jednak na goańskich plażach nie brakowało, mimo, że istotnie trochę padało i że o kąpieli nie było mowy z powodu wzburzonych fal.

Calangute, Goa, Indie (zdj. booking.com)Calangute, Goa, Indie (zdj. booking.com)
Calangute, Goa, Indie (zdj. booking.com)

Goa jest indyjskim stanem położonym na zachodzie kraju, z wieloma piaszczystymi plażami, odkrytymi dla świata w latach 60-tych przez hipisów. W Calangute i Baga, najbardziej znanych kurortach, po ich (hipisów, nie plaż oczywiście) obecności śladu już nie ma, może przenieśli się do ździebko cichszych miejsc, jest natomiast wszystko, co turyście potrzebne, z wyjątkiem wszakże świętego spokoju. Uliczka prowadząca na plażę w Baga zaczyna hałaśliwe życie mniej więcej o 14:00, a kończy o 9:00 dnia następnego. Jeśli ktoś przyjechał tu odpocząć od gwaru życia codziennego, srodze się omylił. To nie tu. Na kilkukilometrowej plaży w każdym barze na cały regulator wyje muzyka, myśli własnych nie słychać, ale… turyści wydają się być tym stanem rzeczy zachwyceni, i wydaje się, że właśnie po to tutaj przyjeżdżają, po dobrą zabawę. Do wyboru, do koloru – bary, knajpy, kluby, restauracje, salony masażu, tatuażu, pedicure’u – tego z rybami, co ci jedzą zużyte stopy, sklepiki i sklepiczki z gówienkami wszelkiej maści, tylko wydawać pieniądze, tylko się targować, jak na światowy kurort przystało. Światowy, a jednak ze słowiańskim akcentem, gdyż w sezonie dominującą grupą turystów są tu Rosjanie, więc w którymś momencie przyzwyczaiłem się, że do mojej bladej twarzy z knajp krzyczano coś na kształt „zdrastwuj” i „dieszowo” (tanio). Ale w sierpniu Rosjan nie było, bo pada i czarterów z Moskwy niet.

Plaża Baga, Goa, Indie (zdj. goa-tourism.org.in)
Plaża Baga, Goa, Indie (zdj. goa-tourism.org.in)

Było za to mnóstwo Hindusów spędzających w tym ich Sopocie wakacje, nieliczni więc biali spacerujący po plażach wzbudzali wśród miejscowych prawdziwy zachwyt.  Warto pamiętać, że na Goa są także miejsca cudownie ciche, z pensjonatami oddalonymi od cywilizacji, gdzie można się prawdziwie zresetować a nawet spróbować odwyku od Internetu, jednak wiele z tych obiektów czynnych jest tylko w sezonie, zresztą – lokum na Goa wybrać niełatwo, jest ich bowiem kilka tysięcy tylko w samym pobliżu plaż (sprawdźcie np. na booking.com), niektóre hotele wymagają przedpłat, inne doliczają jakieś tajemnicze opłaty, tym razem znalezienie mojego hotelu było czasochłonne i wymagało dokonania wielu skomplikowanych porównań. Oczywiście, zawsze można jechać w ciemno i wybrać coś na miejscu, na pewno jakieś miejsce będzie, ale nie każdego taki rodzaj hazardu kręci, a i  urzędnikowi na granicy jakiś adres podać trzeba.

Stolicą stanu Goa jest Panadźi. Warto się tam na chwilę zatrzymać choćby dla portugalskich pozostałości w mieście, jest to miejsce przyjemne, z fantastycznymi pensjonatami urządzonymi w postkolonialnych kamieniczkach, ze świetnym i tanim jedzeniem, nie umiem zapomnieć krewetek, które zjadłem w knajpce przy dworcu autobusowym, z zewnątrz lokal wyglądał nieciekawie, ale jedzenie było nieziemskie. Zresztą zauważyłem, że właśnie tak to zwykle w Indiach bywa, im skromniejsze progi, tym lepsze dania. W ogóle jednym z najpiękniejszych wspomnień z moich tegorocznych wakacji, jest smak goańskiego jedzenia. Nawet najprostsze wegetariańskie dania są tak przyprawione, tak przygotowane, tak pachnące przyprawami, których nazw nawet nie znam, że zaledwie zjadłszy obiad, już myślałem o kolacji. Warto wybrać się do Old Goa, popularnego celu turystów, w tamtejszej bazylice Bom Jesus spoczywają szczątki św. Franciszka Ksawerego, a katedra Św. Katarzyny jest największym azjatyckim kościołem. I choć turystyka sakralna nie jest moim konikiem, zwykłem powtarzać, że przecież w Polsce mamy mnóstwo kościołów, to jednak Stare Goa robi duże wrażenie, jest miejscem i fotogenicznym i ma w sobie genius loci.

Bazylika Bom Jesus, Goa, Indie (zdj. via Wikimedia Commons)
Bazylika Bom Jesus, Goa, Indie (zdj. via Wikimedia Commons)

Żeby pojechać do Indii, musimy mieć wizę. Jeśli przylatujemy na jedno z kilkunastu głównych lotnisk, możemy tę wizę otrzymać na miejscu, pod warunkiem, że otrzymamy promesę, która jest do załatwienia i zapłacenia przez Internet. Choć długości i szczegółowości kwestionariusza wizowego Hindusom mogą pozazdrościć nawet Amerykanie, całość procesu wizowego przebiega dość sprawnie, a bez wydrukowanej owej promesy wizowej nie zostaniemy w ogóle wpuszczeni do samolotu. Ruchliwe lotnisko na Goa znajduje się w mieście Dabolim, stamtąd najlepiej wziąć taksówkę, koszty przejazdu są stałe i uzależnione od odległości, co istotne, bo lokalne korki potrafią być gigantyczne. Ceny na Goa są zróżnicowane, noclegi – w zależności od standardu i sezonu – od niewiarygodnie tanich za warunki spartańskie, do światowych za pobyt w ekskluzywnej sieciówce, jedzenie – w zależności od lokalizacji knajpy, najdroższe oczywiście przy plaży, a zupełnie tanie są te lokalne, nastawione na żywienie „lokalsów”, nieco oddalone najczęściej od wybrzeża, gdzie można zjeść lancz za dosłownie kilka złotych. Dość drogi jest w Indiach alkohol, a na pewno drogi w stosunku do wszystkiego innego, zaś wybranie się do modnego klubu przy plaży zuboży nas mniej więcej tak, jak w symetrycznym przypadku we Władysławowie. Lokalny transport zapewniają bardzo tanie autobusy, ździebko droższe tuk-tuki i taksówki, w których po prostu trzeba się targować, jak wszędzie, gdzie nie ma oznajmionych klientom jasno cen.

Z Goa poleciałem do Bombaju i o tym fantastycznym mieście napiszę następnym razem.

 

 

More from Rafał Turowski

JAK BYĆ KOCHANĄ

Film Wojciecha Hasa na podstawie noweli Kazimierza Brandysa wszedł do polskich kin...
Czytaj wiecej