Grillowanie czas zacząć

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Coraz dłuższe i cieplejsze dni, nawet mimo obecnych obostrzeń, przywołują na myśl pewne kulinarne skojarzenia. Wkroczyliśmy przecież w sezon na grillowanie! Nawet jeśli pogoda nie jest idealna, z pewnością niejednego już korci, by rozpalić ogień i wrzucić coś na ruszt.

Sama historia grillowania jest prawdopodobnie tak długa, jak kulinarne eksperymenty praprzodków ludzi. A mówiąc “eksperymenty”, mam oczywiście na myśli coś więcej niż tylko próbowanie poszczególnych roślin czy mięs z nadzieją, że nie będą ostatnim posiłkiem. Jak to zresztą bywa w przypadku rzeczy odkrytych w tak zamierzchłych czasach, wynalezienie grilla było najpewniej dziełem przypadku. Nie wiemy, kto ani kiedy tego dokonał. Ot, nieroztropny (lub ciekawski) jaskiniowiec wrzucił do ognia kawałek mięsa – i tak się zaczęło. W ciągu tysięcy lat grillowanie przeszło jednak szereg przemian, przy okazji stając się ważnym elementem kultury.

Prehistoryczna barbecue

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

Odkrycie sposobu na wykrzesanie ognia to bez wątpienia jeden z najważniejszych momentów w dziejach ludzkości. Nowy wynalazek pozwolił naszym przodkom się ogrzać; odstraszał od ich siedlisk dzikie zwierzęta, ale też – a może przede wszystkim – zrewolucjonizował sposób przygotowywania posiłków. Nie jest jednak tak, że od razu te dwie sprawy połączono. Prehistoryczni zbieracze żywili się częściami roślin oraz surowym mięsem, niejednokrotnie ryzykując własne życie w kontaktach z obcą fauną. Niemal na pewno nie wpadli jednak na to, by ogień wykorzystać do obróbki pożywienia. Pierwsza próba musiała być dziełem przypadku lub skrajnie nieodpowiedzialnej brawury. Efektem było jednak wynalezienie obróbki termicznej, która bez wątpienia poprawiała ówczesne doznania kulinarne.

Grillowanie, choć może to za dużo powiedziane, było w tamtych czasach polem do popisu dla wyobraźni. Rozżarzone kamienie, ruszty z drewna bądź zwierzęcych kości – każdy miał swój sposób. Z wykopalisk wiemy, że w zależności od szerokości geograficznej podejście do tematu różniło się znacząco. Jedni umieszczali mięso w bambusie lub wydrążonym kawałku drewna, by zasypać je żarem. Inni tworzyli ruszty np. z ciosów mamuta, piekąc mięso nad wolnym ogniem. Jednym z najpopularniejszych i najbardziej różnorodnych sposobów było jednak wykorzystanie rozżarzonych kamieni. W bardziej zaawansowanych regionach zdarzało się, że mięso wsadzano między dwa kamienie, choć oczywiście jeden także wystarczał. Najciekawsze zdają się tu jednak doświadczenia z terenów dzisiejszej Mongolii. Tam także wykorzystywano rozgrzane kamienie, ale wrzucone wraz z mięsem do zwierzęcej skóry i szczelnie zamknięte.

Jak grillowanie stało się stylem życia?

Popularna w połowie ubiegłego wieku wizja wspólnego BBQ
Popularna w połowie ubiegłego wieku wizja wspólnego BBQ

Dziś grillowanie nie jest już czymś, co decyduje o naszym być albo nie być… chyba że mówimy o sferze kulturowej. Choć sam proces przygotowywania posiłków jest obecnie znacznie bardziej różnorodny, w wielu regionach grillowanie stało się wyższą ideą. Tak, mowa przede wszystkim o Stanach Zjednoczonych i ich ukochanym barbecue, ale czy grillowanie w naszym kraju nie jest równie popularne? Od majówki po ostatnie ciepłe wieczory schyłku lata grill czy choćby ognisko zdają się czymś nieodzownym w trakcie imprez na świeżym powietrzu. Jest w tym zresztą coś przekornego. Jak dziwnie by to nie brzmiało, przez wieki był to bowiem przywilej najwyższych warstw społecznych.

Gdy ludzie opuścili jaskinie i zaczęli tworzyć podwaliny cywilizacji, ogień był jednym z najistotniejszych elementów. Z biegiem lat coraz mniej można było jednak na nim przyrządzić. Wraz z rozwojem społeczeństw i pojawieniem się klas społecznych dostępność mięs stopniowo malała, a możliwość ich spożycia stawała się przywilejem. Stąd między innymi mit świniaka na rożnie – tak mocno kojarzącego się ze szlacheckimi swawolami. Zwykli zjadacze chleba o wspólnym grillowaniu “przypomnieli” sobie dopiero w XX wieku! Przymiotnik “wspólne” był tu słowem kluczowym, bowiem przy prostych, grupowych posiłkach gromadzono się w czasie kryzysu. Ot, sposób na przetrwanie w myśl powiedzenie “w kupie siła”. Sytuacja niejako wróciła więc do punktu wyjścia po kilku tysiącach lat. Na przełomie lat 40. i 50. doświadczenia z czasów Wielkiego Kryzysu przyczyniły się zresztą do wynalezienia przez George’a A. Stephena tak popularnej dziś wizji grilla.

George A. Stephen w reklamie opracowanego przez siebie grilla, fot. Weber-Stephen Products Co.
George A. Stephen w reklamie opracowanego przez siebie grilla, fot. Weber-Stephen Products Co.

Czy przy grillu, czy przy ognisku spędzamy dziś czas z ludźmi nam bliskimi. Budujemy więzi i piszemy historie, których grillowanie staje się spoiwem, nawet jeśli tego nie zauważamy. Warto o tym pamiętać, bo choć daleko nam, Polakom, do amerykańskich przesadyzmów na tym punkcie, z pewnością mamy w tej kwestii równie bogate tradycje. Nawet mimo nieprzychylnych okoliczności losu warto więc pamiętać, że to nie ruszt czy mięso są najważniejszymi elementami tego kulturowego fenomenu. A że sezon dopiero się zaczyna, warto być dobrej myśli – mimo trwającej obecnie pandemii prędzej czy później nasze grillowanie dojdzie do skutku.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Nie masz czasu na czytanie? To błąd!

Czytanie, choć od dawna przegrywa walkę z telewizją oraz internetem, ma nad...
Czytaj wiecej