Guy Ritchie – brytyjski łobuz w Hollywood

Guy Ritchie, Miramax
Guy Ritchie na planie, fot. Miramax
Dziś mieliśmy zobaczyć nowy film Guya Ritchiego – "Grę fortuny". To kolejny projekt brytyjskiego reżysera zrealizowany w USA. Niestety premierę przesunięto, dlatego w oczekiwaniu na pojawienie się tytułu w kinach przyglądamy się karierze Brytyjczyka.

Dynamiczny montaż, slangowa nawijka w dialogach, połączenie historii gangsterskich z elementami humorystycznymi – oto cechy charakterystyczne jego stylu. Guy Ritchie szybko dał się poznać jako świeży głos. W momencie premiery jego pierwszego filmu pełnometrażowego (“Porachunki”, 1998) nikt w Wielkiej Brytanii nie kręcił w ten sposób. Najbliżej mu było do Quentina Tarantino.

Wyrzucany z kolejnych szkół twórca uczył się sztuki filmowej, kręcąc teledyski i reklamy telewizyjne od 1993 roku. Być może właśnie te doświadczenia uczyniły jego późniejsze filmy wyjątkowymi i zdeterminowały ich estetykę. Krótkometrażowy “Hard Case” (1995) rozbudził w nim apetyt na więcej. Film spodobał się publiczności, w tym żonie Stinga, która pomogła sfinansować pełnometrażowy debiut reżysera.

Korzenie: brytyjska gangsterka i cechy charakterystyczne

Jason Statham, Brad Pitt, Stephen Graham, Przekręt, Guy Ritchie, 1999, Sony Pictures.
Jason Statham, Brad Pitt i Stephen Graham w filmie “Przekręt” (reż. Guy Ritchie, 1999), fot. Sony Pictures

Pierwsze filmy Guya Ritchiego mają wspólny motyw – to historie gatunkowe o brytyjskich gangsterach. “Porachunki” (1998), “Przekręt” (2000) oraz nieco późniejsze “Revolver” (2005) i “Rock’N’Rolla” (2008) to opowieści o przedstawicielach półświatka, którzy pakują się w kłopoty. Co sprawia, że filmy Ritchiego działają tak dobrze? Co czyni je wyjątkowymi na tle wyeksploatowanego gatunku?

Wyraziste postaci, których perypetie śledzimy w równolegle montowanych wątkach, to jeden ze składników sukcesu. Każdy bohater u Ritchiego jest charakterystyczny, mimo że wpisuje się w stereotypowy wizerunek gangstera. Jednocześnie reżyser i scenarzysta lubi wyolbrzymiać pewne cechy osobowości, wysuwać je na pierwszy plan, dzięki czemu jego bohaterowie nabierają niekiedy groteskowego rysu. Należy dodać do tego pokręconą intrygę z twistem na końcu oraz naprawdę dynamiczną warstwę formalną.

Filmy Brytyjczyka ogląda się na jednym wdechu. Akcja gna na łeb na szyję, niespodzianki czają się za każdym rogiem, pomysłowy montaż dodaje wszystkiemu dynamiki. W dzisiejszych czasach coraz więcej twórców rezygnuje z napisów początkowych. Ritchie czyni z nich dzieło sztuki. Nie tylko przedstawia bohaterów i prezentuje ekipę po drugiej stronie kamery, ale również ustanawia ton filmu. Niemal w każdym z jego tytułów znajdziemy również scenę pościgu na piechotę, gry w karty lub szachy, bijatyki oraz rabunku.

Pomyłka w imię miłości

Madonna, Adriano Giannini, Rejs w nieznane, Guy Ritchie, 2002, Sony Pictures
Madonna i Adriano Giannini w filmie “Rejs w nieznane” (reż. Guy Ritchie, 2002), fot. Sony Pictures

Po sukcesie “Przekrętu” (z niezapomnianą kreacją Brada Pitta, która z pewnością pomogła filmowi przebić się do szerszej publiczności) Brytyjczyk podjął artystycznie kontrowersyjną decyzję. Doprowadziła ona do powstania filmu “Rejs w nieznane” (2002) z Madonną w roli głównej, która była ówczesną partnerką reżysera. Próba zmierzenia się z komedią romantyczną wypadała, delikatnie mówiąc, średnio. Nikt chyba nie zaprzeczy, jeśli stwierdzę, że to najgorszy film w dorobku reżysera.

Choć momentami widać w nim charakterystyczne dla Ritchiego elementy (chociażby przerysowane charaktery załogi okrętu i słowne przepychanki wśród kucharzy), to całość ma niewiele wspólnego z jego dorobkiem. Remake produkcji z 1970 roku to film mdły, bezsensowny, zrobiony nie z potrzeby serca, a w imię kaprysu Madonny, która chciała zagrać główną rolę i współpracować z mężem. Film zebrał w USA tak kiepskie recenzje, że w ojczyźnie Ritchiego został wypuszczony bezpośrednio na rynek VHS.

Projekty komercyjne w Hollywood

Robert Downey Junior, Jude Law, Sherlock Holmes (2009), Warner Bros. Pictures
Robert Downey Junior i Jude Law jako Holmes i Watson w filmie “Sherlock Holmes” (reż. Guy Ritchie, 2009), fot. Warner Bros. Pictures

Na szczęście kolejne projekty Ritchiego – wspomniane już “Revolver” i “Rock’N’Rolla” – to powrót do oswojonej estetyki filmu gangsterskiego. Choć pierwszy tytuł okazał się zbyt eksperymentalny dla masowej publiczności i nie zdobył przychylności krytyków, to drugi przywrócił karierę Brytyjczyka na właściwe tory.

Nie minęło wiele czasu, a nazwisko Ritchiego zostało powiązane z hollywoodzką adaptacją przygód Sherlocka Holmesa. Agresywny styl filmowy oraz osadzenie w roli głównej Roberta Downeya Juniora na pierwszy rzut oka nie pasowały do flegmatycznego brytyjskiego detektywa. Film z 2009 roku okazał się jednak hitem, zbierając raczej przychylne recenzje i będąc największym sukcesem komercyjnym Ritchiego, który przebił dopiero sequel – “Sherlock Holmes: Gra cieni” (2011).

Oba filmy zarobiły w sumie ponad miliard dolarów na całym świecie. Osobiście, nie licząc “Przekrętu” i “Porachunków”, dyptyk o Holmesie uważam za jeden z moich ulubionych filmów Brytyjczyka. Doceniam świeżość spojrzenia na postać legendarnego detektywa oraz zachowanie autorskiego stylu – oba tytuły świetnie łączą akcję i humor, będąc idealnymi przedstawicielami Kina Nowej Przygody XXI wieku.

Później przyszedł czas na współczesny remake amerykańskiego serialu telewizyjnego z lat 60. – “Kryptonim U.N.C.L.E.” (2015) – oraz adaptację arturiańskich legend: film “Król Artur. Legenda miecza” (2017). Oba filmy, mimo sporego potencjału, nie spodobały się krytykom i przyniosły niewielkie zyski z box office’u. Szkoda, bo zarówno retro komedia o szpiegach w stylu Jamesa Bonda, jak i w nowoczesny sposób opowiedziana legenda Excalibura to produkcje, które osobiście bardzo lubię – mimo oczywistych wad i niedociągnięć.

Zanim Ritchie wrócił do Wielkiej Brytanii, by zrealizować “Dżentelmenów” (2019), podpisał się jeszcze pod aktorską wersją animacji Disneya – “Aladynem” (2019). Trudno tam jednak szukać autorskiej sygnatury reżysera. Prawdopodobnie Brytyjczyk potraktował to jako dobrze płatną fuchę, która pozwoli mu skupić się na własnych projektach w przyszłości.

Powrót do domu i szukanie nowej drogi

Cameron Jack, Darrell D'Silva, Jason Statham, Babs Olusanmokun, Jeden gniewny człowiek (2021), Metro-Goldwyn-Mayer
Cameron Jack, Darrell D’Silva, Jason Statham i Babs Olusanmokun w filmie “Jeden gniewny człowiek” (reż. Guy Ritchie, 2021), fot. Metro-Goldwyn-Mayer

Po kilku rozczarowujących projektach Ritchie wrócił na bezpieczne rejony, kręcąc “Dżentelmenów”. Efektem jest bezbolesny seans w starym stylu, a jednocześnie dość zachowawczy. Jak pisałem niegdyś w recenzji tego tytułu: 

Guy Ritchie wraca do korzeni, czyli kina gangsterskiego pożenionego z komedią równie gładko, co kosa wsadzona pod żebro. Niczym stary pies korzysta ze sprawdzonych sztuczek (slangowa nawijka w dialogach, zabawa chronologią w montażu, opowiadanie jednej historii w ramach innej historii etc.). Niektórzy to kupią i krzykną z entuzjazmem, że oto powrócił Ritchie, jakiego znają z »Przekrętu« i »Porachunków«, Ritchie, na którego czekali od dekady. Inni wzruszą ramionami i stwierdzą bez przekonania, że »wszystko to już widzieli«, w dodatku dekadę albo dwie temu. […]

Coś nowego Ritchie zaprezentował w kolejnym filmie. “Jeden gniewny człowiek” (2021) to obraz poważniejszy niż wcześniejsze dokonania reżysera. To dalej kino gatunkowe, ale wyprane z humoru i efekciarstwa. Jason Statham wciela się w bezimiennego mężczyznę, który zrobi wszystko, by pomścić śmierć syna. Produkcja przywodzi na myśl kino zemsty z lat 70. – jest surowe, grubo ciosane, ale nie brak mu zabójczej precyzyjności. To tytuł, który potrafi chwycić za gardło swą intensywnością i nie puszcza do samego końca seansu.

Fortuna kołem się toczy

Jason Statham, Josh Hartnett, Aubrey Plaza, Guy Ritchie, Gra fortuny (2022), STXfilms
Jason Statham, Josh Hartnett i Aubrey Plaza w filmie “Gra fortuny” (reż. Guy Ritchie, 2022), fot. STXfilms

Premiera najnowszego filmu Guya Ritchiego – “Gry fortuny” (2022) – została przesunięta ze względu na pandemię koronawirusa. W innych czasach teraz pewnie pisałbym recenzję tego tytułu, a tak – mogę jedynie gdybać, co nas czeka. Zwiastun zapowiada powrót do bardziej rozrywkowych klimatów, a obsada prezentuje się obiecująco. Tym razem dostaniemy koktajl z heist movie, kina szpiegowskiego i komedii akcji. Brzmi smakowicie, a dodatkowe dwa miesiące oczekiwania z pewnością zaostrzą apetyt.

Nową datę premiery “Gry fortuny” wyznaczono na 18 marca 2022 roku.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

“Ostatni pojedynek” – punkty widzenia [Recenzja]

"Ostatni pojedynek" to najnowszy film Ridleya Scotta – w obsadzie znaleźli się...
Czytaj wiecej