Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi – Moc jest z nami. Zawsze.

Teraz jest taka tradycja o tej porze roku, że do kina idziemy przede wszystkim na Gwiezdne wojny. Znów możemy spełnić nasz obowiązek, gdyż do kin właśnie weszła kolejna część, zatytułowana Ostatni Jedi.

Byłem. Widziałem. Od razu napiszę, że nie mam zamiaru nic zdradzać z fabuły, gdyż Gwiezdne wojny to świętości i nikomu przed seansem nic zdradzać nie można.

Kiedy dwa lata temu, po dekadzie, saga znów zagościła na ekranach kin, za sprawą VII epizodu Przebudzenie mocy, zapanowało istne szaleństwo. Film był ogromnym hitem, przyjętym znakomicie przez fanów i krytyków na całym świecie. Twórcy bardzo dobrze sobie poradzili z tym powrotem, choć Gdynia obejrzałem ten film ostatnio, dotarło do mnie, że był on przede wszystkim „bezpieczny”. Nie przeszkadzało to jednak w tym, żeby dobrze się na nim bawić i być usatysfakcjonowanym jako fan serii. Jak to zwykle bywa, film pozostawił nam sporo otwartych pytań, a na odpowiedzi (przynajmniej na cześć z nich) musieliśmy czekać do dziś. Czy je otrzymaliśmy?

Ostatni Jedi budzi wiele kontrowersji. Pierwsze pokazy w Polsce miały miejsce już w środę i tak skrajnych opinii nie czytałem od dawna. Jedni są zachwyceni, a inni oburzeni i rozczarowani. Sam należę do tych pierwszych osób.

Mało tego, dla mnie to najlepszy film sagi, zaraz po wszystkich ze „starej trylogii”. Na pewno podobał mi się bardziej, niż epizod VII, gdyż był mniej odtwórczy. Choć nie jest on idealny i ma kilka (a dwie nawet spore) wad, to mimo wszystko bawiłem się na nim doskonale. Czuć było magię Mocy, był to film zabawny, aczkolwiek humor był dozowany rozsądnie i nie był przesadzony. Pojawiło się tu kilka świetnych drugoplanowych występów, a niektóre postacie zostały naprawdę dobrze rozpisane i ewoluowały względem poprzedniej części. Tradycyjnie oczywiście zagrała nam muzyka Johna Williamsa, która towarzyszyła nam przez cały seans. Mogliśmy usłyszeć dobrze znane nam motywy oraz nowe dźwięki.

Magia Gwiezdnych wojen trwa nadal. Trwać będzie jeszcze długo – Disney o to zadba i możemy być tego pewni. Jak na razie wskrzeszenie marki idzie im znakomicie i raczej nie mamy powodów do niezadowolenia (oczywiście znajdą się osoby, który mnie przypadło to wszystko do gustu). Jest w tym wszystkim tylko jeden problem. Mianowicie taki, że może się to wszystko w pewnym momencie przelać i długobędziemy mieć już tej wspaniałej sagi wszyscy dosyć. Marketingowo i reklamowo każdy film jest wyciskany do ostatnich kropli. Na długo przed premierami filmów możemy Gwiezdne wojny zaobserwować wszędzie, co już teraz robi się męczące. Mam jednak nadzieję, że filmy będą dalej utrzymywały bardzo wysoki poziom i będą nam wynagradzały pewnie „niedogodności”. Na razie polecam Wam najnowszy epizod, bo Ostatni Jedi jest naprawdę bardzo dobrym filmem, który znów przenosi nas do odległej galaktyki, wraz z dobrze znanymi nam bohaterami.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Remake, remake i dajmy jeszcze jakiś remake

Od długiego czasu mam wrażenie, że w Hollywood już prawie skończyły się...
Czytaj wiecej