Młody Han Solo wciąż może mieć twarz Harrisona Forda?

"Han Solo: Gwiezdne wojny – historie", fot. Disney Pictures
"Han Solo: Gwiezdne wojny – historie", fot. Disney Pictures
Postawione w tytule pytanie może wydać się dziwne. W końcu to właśnie (35-letni wówczas) Harrison Ford wykreował w 1977 roku kultową dziś postać, na wieki zapisując się w historii kinematografii. Po ponad czterech dekadach do kin trafił jednak film "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie", gdzie rolę młodego przemytnika odegrał Alden Ehrenreich. Tu pojawia się jednak pytanie: co by było, gdyby tak raz jeszcze zaangażowano Forda, korzystając przy tym z dobrodziejstw CGI?

Zaprezentowany światu w maju tego roku “Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” był dziwnym doświadczeniem. Z jednej strony obraz spotkał się z dość ciepłym przyjęciem (opinie krytyków i widowni były w znacznej większości pozytywne). Z drugiej jednak nie przełożyło się to na oglądalność, a co za tym idzie – także na kwestie finansowe. Ba! Wyprodukowany za 275 mln dolarów film zarobił na całym świecie niespełna czterysta milionów, osiągając najgorszy wynik w historii gwiezdnowojennej serii. Disney raz jeszcze przekonał się, że spin-offy spod szyldu “Gwiezdne wojny – historie” nie przyciągają tak, jak główny wątek. Han Solo nie tylko podzielił tu los Łotra 1, ale i zmusił włodarzy firmy do przemyślenia sposobu, w jaki rozwijana jest najsłynniejsza space opera.

Porażka tego akurat filmu jest jednak o tyle ciekawa, że Han Solo to postać kultowa i uwielbiana. Zuchwały przemytnik wykreowany przez Harrisona Forda w 1977 roku stał się ulubieńcem widowni i nie traci jej po dziś dzień. Wygadany, przystojny, pewny siebie, pozostający dobrym człowiekiem mimo reprezentowania nizin społecznych. Dla Forda jest to jedna z dwóch ról życia – oczywiście obok Indiany Jonesa. Czy możliwe zatem, że na sukcesie filmu “Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” zaważył odtwórca głównej roli? Dla wielu Harrison Ford stał się Hanem Solo, a Han Solo Harrisonem Fordem.

Han Solo jest tylko jeden

Najwidoczniej podobnego zdania jest pewien internetowy artysta, który publikuje swoje dzieła na youtube’owym kanale Derpfakes. Dzięki jego zabawom młody Han Solo w niedawnym filmie o swojej genezie… zyskał twarz młodego Harrisona Forda. Jesteście ciekawi efektu?

Autor przeróbki skorzystał oczywiście z kontrowersyjnych, lecz coraz mocniej dających o sobie znań aplikacji do tworzenia tak zwanych deepfake’ów. I w gruncie rzeczy należy go za to pochwalić! Większość użytkowników rzeczonych aplikacji wykorzystuje je bowiem do tworzenia filmów porno z ulubionymi artystkami. On zaś postanowił podejść do tematu nieco poważniej, choć efekty nie są szczególnie wybitne. Faktem jest jednak, że technologia ta może stanowić przyszłość kinematografii.

Pamiętacie ten moment, gdy podczas kręcenia “Sekretariata” BoJack Horseman ruszył na eskapadę do Nowego Meksyku? Po długim czasie wrócił do Kalifornii, gdzie dowiedział się, że studio dokończyło film dzięki jego cyfrowo wygenerowanemu wizerunkowi. Główny bohater w CGI był tak dobry, że wycięto nawet sceny z prawdziwym BoJackiem i nagrano je jeszcze raz. Serial Netflixa, którego autorem jest Raphael Bob-Waksberg, to oczywiście czarna, pełna sarkazmu i aluzji do funkcjonowania prawdziwego Hollywood komedia. Nie oznacza to jednak, że taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Tym bardziej, że filmowy świat coraz częściej sięga po obraz generowany komputerowo, a postęp technologicznych sprawia, że może to być przyszłość całej branży.

Cyfrowa przyszłość aktorstwa?

Guy Henry, któremu na potrzeby filmu "Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie" cyfrowo nadano wygląd Petera Cushinga, fot. Disney Pictures
Guy Henry, któremu na potrzeby filmu “Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” cyfrowo nadano wygląd Petera Cushinga, fot. Disney Pictures

Pozostając przy najsłynniejszej space operze wszech czasów, wystarczy wspomnieć to, co działo się podczas “Łotra 1”. Poprzednia odsłona cyklu “Gwiezdne wojny – historie” śmiało korzystała z dobrodziejstw technologii. Przy pomocy CGI wykonano zarówno podobiznę młodej księżniczki Lei, jak i znanego z pierwszej trylogii wielkiego moffa Wilhuffa Tarkina, którego odtwórca, Peter Cushing, nie żyje od 1994 roku. Efekty był oczywiście świetne, lecz mowa o bohaterach, które zaledwie przez moment pojawiały się na ekranie w tej postaci. Han Solo w filmie, którego został tytułową postacią, wymagałby natomiast ogromu pracy i o wiele wyższego budżetu…

Niezależnie od tego, czy Alden Ehrenreich rzeczywiście nie przypadł do gustu fanom “Gwiezdnych wojen”, czy po prostu zamanifestowali oni niechęć do rozmieniania sagi na drobne, “Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” odniósł porażkę. Czy odmłodzony komputerowo Harrison Ford w tej roli wpłynąłby na odbiór filmu? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością rola ta byłaby swoistą ciekawostką, kolejnym chwytem marketingowym w wachlarzu Disneya. Znacznie ciekawsze zdają się jednak rozważania nad tym, jak wielką rolę w kształtowaniu kinematografii przyszłości odegrają nowe technologie. Oczywiście filmik użytkownika Derpfakes nie poraża wykonaniem. Trzeba jednak pamiętać, że jest to amatorskie nagranie, bazujące jedynie na materiałach z pierwszej gwiezdnowojennej trylogii. Mając dostęp do odpowiednich narzędzi i środków filmowiec przyszłości stanie natomiast przed trudnym wyborem: kręcić tradycyjnie, czy ulec technologicznemu pędowi i skorzystać z CGI?

Komputerowo wstawiona do filmu "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie" twarz Harrisona Forda, fot. Derpfakes
Komputerowo wstawiona do filmu “Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” twarz Harrisona Forda, fot. Derpfakes
Autor artykułu
More from Damian Halik

W warszawskich Złotych Tarasach otwarto Multikino VR

Wirtualna rzeczywistość nie odpuszcza. Choć technologia ta jest jeszcze mocno niedopracowana, producenci...
Czytaj wiecej