Hejt Park, czyli śmierć dyskusji z podziałem na role

Krzysztof Stanowski, Hejt Park, Kanał Sportowy, YouTube
Krzysztof Stanowski – prowadzący "Hejt Parku", fot. Kanał Sportowy/YouTube
Gdzieś w oddali słychać desperackie wołanie o pomoc – to głos ledwo żywego polskiego dyskursu społeczno-politycznego. Zamordowana wiele lat temu koncepcja znów jest wskrzeszana w internecie, ale tylko po to, by ponownie zabić ją ze szczególnym okrucieństwem.

Miejscem, w którym dochodzi do dantejskich scen, jest “Hejt Park” – youtube’owy talk-show regularnie karmiący się żywym trupem narodowej debaty. Program, zwykle prowadzony przez Krzysztofa Stanowskiego (szefa Weszło oraz Kanału Sportowego), opiera się na prostym, atrakcyjnym założeniu. Gospodarz zaprasza jakąś powszechnie rozpoznawalną postać i razem z watahą dzwoniących do studia widzów obrzuca pomidorami słowa popularnej osobistości. Czasem, gdy dziennikarz rozmawia z kimś, kogo naprawdę szanuje, publika powstrzymuje się przed atakiem. To jednak sytuacja na tyle rzadka, że właściwie nieistotna dla filozofii stojącej za esencją audycji.

Konwersacje hejtparkowe co tydzień kopią nowy grób dla współczesnej światopoglądowej dysputy

Rozmowa z Krzyszofem Gonciarzem

Wszystkie nagrobki zbudowane są z najtrwalszego materiału, czyli metaironii. Bohaterowie zdają sobie sprawę z destrukcyjnego charakteru projektu, w którym biorą udział. Prowadzący oraz uaktywnieni widzowie osiągają satysfakcję poprzez sadystyczną werbalną ofensywę, a goście znajdują masochistyczną przyjemność pod gradobiciem krytycznych ciosów. Zderzenie dwóch rodzajów medialnych zachowań można traktować jako wielki triumf pustej umowności. Żadna ze stron nie walczy o słuszność.

Istotniejsza od treści argumentów jest dla nich wynikająca z rozmowy dynamika ich relacji. Wilk najada się perspektywą własnego retorycznego kunsztu (zaorać, zmasakrować, zmiażdżyć, zniszczyć i tak dalej), a owca z dumą odgrywa rolę szlachetnej męczennicy (repertuar niewiemniców Krzysztofa Gonciarza, autosabotaż kontrargumentów Jasia Kapeli). “Hejt Park” jest więc maszyną produkującą słowa, które nie generują prawdziwych idei, a jedynie potoki słów.

Przeźroczystość słowotoku uwypukla neutralna poza gospodarza. Krzysztof Stanowski uwielbia wychodzić ze swoich potyczek obronną ręką i prawdopodobnie dlatego chowa się za półcentrystyczną, półliberalną tarczą. Dzień i noc nosi na piersi emblemat chłopskiego rozumu, który porywa tłumy, a także rozbraja arsenał adwersarzy. Autor programu nigdy nie poniesie klęski, gdyż tak naprawdę nigdy nie podejmie rękawicy. Jego dewiza brzmi: zaproś szachistę i zagraj z nim w siatkówkę.

“Hejt Park” nieustannie okupuje youtube’ową kartę Na czasie

Niesławny odcinek z Jasiem Kapelą

Dzieje się tak, ponieważ internetowe talk-show posługuje się nęcącą estetyką kina torture porn. Podgatunek filmowy kojarzony z takimi tytułami jak “Piła” czy “Hostel” charakteryzuje się dosłowną przemocą ukazaną z perspektywy zimnego dystansu. Prowadzący “Hejt Park” – podobnie jak twórcy tego typu widowisk – traktuje rozlew krwi jako cel sam w sobie. Zupełnie nie zaprząta sobie głowy znalezieniem choćby pretekstowego usprawiedliwienia dla nonsensownego okrucieństwa.

Przyjemność płynąca z oglądania hejtparkowych potyczek definiuje dzisiejszą konsumpcję tekstów kultury. Marazm scrollowania internetowych treści został do tego stopnia znormalizowany, że nie ma już potrzeby sprzedawania odbiorcy nawet najtańszego emocjonalnego szoku. Konsument zadowoli się przekazem, z którym może się dziś identyfikować – apatyczną sztuką dla sztuki, pasywną przemocą dla przemocy, dyskursem dla dyskursu. Miejsce kontrowersji zajęły narracje wywołujące komfortowe wzruszenie ramion.

Wygląda na to, że hegemonia tego cynicznego internetowego bytu pozostanie nienaruszona

Wywiad z Sidneyem Polakiem

Nikt dotąd nie znalazł sposobu na “Hejt Park”. Na pewno odpowiedzią na jego metaironiczny marazm nie jest “Love Park”, który zapowiada się raczej na smutną parodię oryginału, a nie solidny głos sprzeciwu. Nie jest nią też potencjalny, sprawnie debatujący gość. W końcu nawet mistrz argumentacji będzie odbierany przez gospodarza oraz widzów jak telewizyjny nadawca przemawiający z dna przyciszonego odbiornika. Tak więc pozostaje nam tylko rozsiąść się wygodnie i łapczywie wdychać hejtparkowy letarg.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Instagram jako muzeum sztuki internetowej

Instagramowe życie wcale nie musi ograniczać się do powierzchownej, internetowej aktywności. Z...
Czytaj wiecej