Holovect: z filmu science – fiction do życia codziennego

Hologramy, czyli trójwymiarowe obrazy wyświetlane w przestrzeni do niedawna widywaliśmy jedynie na ekranach kin. Tymczasem niedługo do pierwszych klientów trafią urządzenia potrafiące zrobić podobną rzecz i to z pomocą zwykłego laptopa.

Hologramy, czyli trójwymiarowe obrazy wyświetlane w przestrzeni do niedawna widywaliśmy jedynie na ekranach kin. Tymczasem niedługo do pierwszych klientów trafią urządzenia potrafiące zrobić podobną rzecz i to z pomocą zwykłego laptopa.

No, może na razie nie do każdego Kowalskiego, Smitha czy Schmidta, ale tak czy inaczej trójwymiarowe hologramy stają się faktem. Co prawda, twórcy Holovect zastrzegają, że nie są to klasyczne hologramy, które znamy z filmów, na których w trójwymiarze odtworzony jest obraz wzorca identyczny z nim, ale to i tak olbrzymi krok naprzód. Urządzenie wynalezione przez Jamiego Riuza Avilę potrafi wyświetlić w przestrzeni kontury obiektu narysowanego za pomocą programu komputerowego. Wyświetla je za pomocą poruszającego się promienia lasera. Ten porusza się z częstotliwością 50 razy na sekundę, co dla ludzkiego oka niezdolnego do wychwycenia takiej częstotliwości ukazuje się jako ciągłe linie.

https://www.youtube.com/watch?v=c1pDBYMssk8

No dobrze, ale w jaki sposób te linie „wiszą” w przestrzeni? Otóż projekt Avili posiada specjalną podstawkę nad którą jest wyświetlany obraz. Ta podstawka „modyfikuje” powietrze znajdujące się nad nią zmieniając współczynnik załamania. Światło przechodząc z jednego ośrodka do drugiego o innym współczynniku zachowuje się w różny sposób, zależnie od dodatkowych warunków: odbija, się, załamuje lub rozszczepia. Czasami wystarczy zmiana temperatury i/lub ciśnienia ośrodka i już można obserwować tego typu efekty. Twórca nie zdradza w jaki sposób Holovect „modyfikuje” powietrze, ale jego metoda jest skuteczna. Ponadto obraz może się obracać, a dane można przesłać do urządzenia poprzez sieć bezprzewodową, czy po prostu podłączyć pamięć USB

Niestety urządzenie póki co ma ograniczenia: wyświetlana bryła musi się mieścić w sześcianie 12x12x12cm i składać się z nie więcej niż stu wektorów. Jednak trzeba przyznać, że jest to olbrzymi krok naprzód w kierunku wizualizacji trójwymiarowej. Avila zebrał na kickstarterze 145% zakładanych funduszy i pierwsze maszyny niedługo trafią do zamawiających. Jeśli sami chcielibyście wejść w posiadanie takiej „zabawki”, to podstawowy model „rzucający” tylko w kolorze zielonym, kosztuje 900 dolarów. Za 1900 można zamówić maszynę o zdolności wyświetlania brył 16x16x16cm w pełniej palecie kolorów RGB zbudowanych z maksymalnie 200 wektorów, oraz o częstotliwości 60fps. Jak mówi konstruktor, to dopiero pierwszy krok, nie możemy się doczekać następnych.

 

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

“Ach śpij kochanie”: mroczna historia mordercy z PRL wkrótce w kinach

Polski thriller? Brzmi nieco niepokojąco. Tym razem scenariusz napisało życie. Andrzej Chyra...
Czytaj wiecej