„Inni ludzie” – to my Polacy [Recenzja]

Jacek Beler, Sebastian Fabijański, Inni ludzie, Aleksandra Terpińska, 2021, Warner Bros. Entertainment Polska
Jacek Beler i Sebastian Fabijański w filmie “Inni ludzie” (reż. Aleksandra Terpińska, 2021), fot. Warner Bros. Entertainment Polska
Na ekrany kin wchodzi film Aleksandry Terpińskiej "Inni ludzie" na podstawie powieści Doroty Masłowskiej. O produkcji było głośno już długo przed premierą. Sprawdzamy, o co tyle szumu.

On wiecznie nie ma kasy, żyje z matką i przyrodnią siostrą w małym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty. Zamiast iść do pracy, woli jumać lub gonić temat, a w marzenia o nagraniu płyty sam chyba przestał już wierzyć. Ona jest matką i żoną. Żyje w luksusie, który wpędził ją w długi, a na śniadanie łyka garść antydepresantów i popija szampanem. Pozornie bohaterów filmu „Inni ludzie” nic nie łączy, choć mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Oboje są rozczarowani otaczającą rzeczywistością i niewiele robią, by ją zmienić.

Polska umorusana

Jacek Beler, Inni ludzie, Aleksandra Terpińska, 2021, Warner Bros. Entertainment Polska
Jacek Beler w filmie „Inni ludzie” (reż. Aleksandra Terpińska, 2021), fot. Warner Bros. Entertainment Polska

Czytając powyższy opis, można odnieść wrażenie, że oto kolejny przedstawiciel ulubionego gatunku polskich filmowców. Dramat społecznie zaangażowany dający okazję do pokazania pornografii biedy. Ukazania polskiego miasta lub wsi jako miejsca zacofanego, gdzie dzieje się tylko źle. Gdzie ludziom brak perspektyw na przyszłość, bo bezczynnie tkwią w codzienności bez kasy. Gdzie dorywcza praca nie daje poprawy, a zabiera resztki energii i motywacji. Obraz Polski umorusanej i przygniecionej ciężarem zwykłego życia w „Innych ludziach” ma w sobie jednak coś odświeżającego.

Na niewątpliwy sukces „Innych ludzi” składają się dwa czynniki. Żywa litera prozy Doroty Masłowskiej, na której został oparty film, oraz wrażliwość Aleksandry Terpińskiej. Reżyserka została nagrodzona Paszportem Polityki, a podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni jej debiut okrzyknięto odkryciem festiwalu. Gdyby nie to, jak obie kobiety podchodzą do poruszanego tematu, film mógłby być nieznośny. Lekka forma, wstawki humorystyczne, groteskowe wtręty – wszystko to sprawia, że mimo powtarzalności tematu i pewnego ciężaru historii film pozostaje świeży i przystępny. Nie popada również w autoparodię, bo nie interpretuje powieściowego języka dosłownie (na czym potknął się Xawery Żuławski, adaptując „Wojnę polsko-ruską”).

Słowo na ulicy

Sebastian Fabijański, Sonia Bohosiewicz, Inni ludzie, Warner Bros. Entertainment Polska
Sebastian Fabijański i Sonia Bohosiewicz w filmie „Inni ludzie”, fot. Warner Bros. Entertainment Polska

Zabiegiem, który wyróżnia „Innych ludzi” na tle wielu wcześniejszych dramatów tego typu, jest bez wątpienia narracja stylizowana na rapową nawijkę. Zaczerpnięta bezpośrednio z książki Masłowskiej charakterystyczna fraza ożywia i dynamizuje opowiadaną historię. Rapuje nie tylko główny bohater i poboczne postaci, ale również Jezus Chrystus w bluzie z kapturem i cierniowej czapce wpierdolce, komentujący wydarzenia na ekranie. Tekst – często nieporadny, krzywo intonowany i pełen rymów częstochowskich – dodaje opowieści groteskowy posmak. Tym bardziej że rymowane fragmenty pojawiają się nie tylko w obiektywnej narracji czy tekstach stricte rapowych, ale również w szybkich dialogach między postaciami czy rytmicznych monologach.

Mimo pewnej umowności świata przedstawionego nie można mieć zarzutów do psychologicznej wiarygodności bohaterów. Ich zachowanie potrafi wzbudzić odrazę, jednak ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że ktoś tu wychodzi z roli. Nagrodzony w Gdyni Jacek Beler ekspresyjnie tworzy portret dresiarza miotającego się w rzeczywistości. W ciele osiedlowego byczka wciąż tkwi mały chłopiec, dla którego szczęście uosabia zestaw klocków LEGO. Sonia Bohosiewicz w roli MILF-a na psychotropach nie popada w karykaturę, natomiast to, co w jej postaci z początku może bawić, finalnie budzi jedynie współczucie. Równie dobrze wypadają postaci poboczne – Magdalena Koleśnik jako ekspedientka Rossmanna szukająca bliskości czy Marek Kalita jako niewierny mąż w kolejnym nieudanym związku.

„Inni ludzie” to my

Magdalena Koleśnik, Jacek Beler, Inni ludzie, Aleksandra Terpińska, 2021, Warner Bros. Entertainment Polska
Magdalena Koleśnik i Jacek Beler w filmie „Inni ludzie”, fot. Warner Bros. Entertainment Polska

Bohaterowie Masłowskiej, a zarazem Terpińskiej, zostali zbudowani na stereotypach. W pojedynczych postaciach obie autorki zamykają liczne przywary współczesnych Polek i Polaków. Nieświadomie rapujący, rymujący i popełniający błędy składniowe bohaterowie mierzą się w nierównej walce z codziennym życiem. Wszystko to może wywoływać skojarzenia z filmami Marka Koterskiego, przede wszystkim kultowym „Dniem świra”. Czy film Terpińskiej odniesie równie duży sukces i okaże się głosem nowego pokolenia? Czas pokaże. Z pewnością dzieło na bazie prozy Masłowskiej wyróżnia się na firmamencie rodzimej kinematografii świeżością i oryginalnością w mówieniu o niewesołej współczesności.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

„Wiedźmin. Wiedźmi lament” – potworne poczucie winy [Recenzja]

"Wiedźmin" Netflixa to dla wielu bolesne rozczarowanie. Sprawdzamy, czy lepiej z historią...
Czytaj wiecej