Internet w rzeczywistości ratuje niezależne księgarnie?

Libreria Bookshop, fot. Iwan Baan
Libreria Bookshop, fot. Iwan Baan
Od dobrych stu pięćdziesięciu lat każde pojawienie się nowego medium zwiastuje śmierć poprzedniego, ale jakimś sposobem wszystkie... wciąż mają się dobrze! Prasa rozpowszechniona w II połowie XIX wieku miała zabić książki. Radio w latach 20. XX wieku miało wykończyć prasę, by ledwie trzy dekady później ulec telewizji. Nie wspominając już o internecie, który miał nam zastąpić wszystkie już wymienione! I choć rzeczywiście wzrosty i spadki zainteresowania notuje każde z nich, wiele wskazuje na to, że mogą one także wspierać się wzajemnie. Najlepszym – choć nieco nieoczywistym – przykładem będzie tu Instagram, który... pomaga ratować niezależne księgarnie. Tak przynajmniej twierdzą Amerykanie.

W roku 1994 Jeff Bezos założył Amazon.com. Dziś to najbogatszy człowiek świata, przewodzący globalnemu przedsiębiorstwu handlowemu. W połowie lat 90. jego ambicją było jednak założenie księgarni internetowej, która miała zwiastować rewolucję. Pierwszą książkę za pośrednictwem Amazonu sprzedano w lipcu 1995, a zaledwie dwanaście lat później wprowadzono kolejne rewolucyjne rozwiązanie: czytnik e-booków Kindle. Te dwa ciosy sympatycznego przedsiębiorcy z Albuquerque wyraźnie uderzyły w niezależne księgarnie i książki same w sobie. Początkowo sieci jakoś sobie poradziły – ich pozycja pozwoliła walczyć cenowo.

Niewielkie sklepy miały natomiast problem, tym bardziej że elektroniczne książki szybko zdobyły popularność. Śmierć druku jest jednak odległą wizją, a po chwilowych perturbacjach papierowe egzemplarze powróciły do łask. Co więcej, ostatecznie niezależne księgarnie poradziły sobie lepiej niż “sieciówki”! Bardzo pomógł im w tym internet, w szczególności Instagram. Wystarczy spojrzeć na przykłady sklepów takich jak Books Are Magic czy Last Bookstore, które żyją dzięki hashtagowi #bookstagram.

Internet zabija niezależne księgarnie? Brednie

Szyld księgarni The Last Bookstore w Los Angeles, fot. The Last Bookstore
Szyld księgarni The Last Bookstore w Los Angeles, fot. The Last Bookstore

Nie ma wątpliwości, że cenowe przebitki w sklepach internetowych nokautują stacjonarnych rywali. Nie inaczej było w przypadku księgarni, które – przynajmniej na amerykańskim rynku – Amazon po prostu zdziesiątkował. Najmocniej oberwali jednak rynkowi wyjadacze, którzy ze względu na swój zasięg zatracili elastyczność. Kolejne punkty były przerabiane lub zamykane. Czyż nie inaczej było u nas, gdy w walce o utrzymanie na rynku postanowiono poszerzyć asortyment Empików? Dziś książek jest tam już stosunkowo niewiele – przynajmniej jak na księgarnię. Z drugiej strony coraz prężniej rozwija się sieć punktów krakowskiego Bonito.pl. Tu jednak prym wiedzie właśnie internetowa działalność i cenowa konkurencyjność, natomiast stacjonarne punkty to przede wszystkim miejsca darmowego odbioru zamówień, choć ostatnio mówi się o rozbudowie lokali. W Bonito mogą sobie na to jednak pozwolić – jeśli wierzyć statystykom, ich internetowy sklep sprzedaje książkę średnio co 3 sekundy.

Skala działalności Bonito na polskim rynku może pobudzać wyobraźnię – niemal nie sposób przełożyć tego na amerykańskie realia. Tu jednak na pomoc przybywają statystyki American Booksellers Association. Wbrew wszelkiej logice niezależne księgarnie właśnie przeżywają okres renesansu! Media społecznościowe, w szczególności Instagram, odgrywają w tym odrodzeniu szczególną rolę. Wracając jednak do statystyk – podczas gdy wielkie sieci zamykały swoje lokale, niezależne księgarnie znacząco rosły w siłę. Według ABA w latach 2009-2015 ich liczba wzrosła o 35%. Podobnie jest ze sprzedażą papierowych książek, która rośnie nieprzerwanie od 2013 roku. W stosunku do niego rynek pod koniec 2017 roku był większy o 10,8%. Z kolei sprzedaż e-booków tylko między 2016 a 2017 spadła o 10%.

Młodzi bibliofile uwielbiają niezależne księgarnie

Młodzi bibliofile uwielbiają niezależne księgarnie – tu londyńska Libreria, fot. Iwan Baan

Jeśli chcesz kupić książkę, możesz oczywiście kierować się wyłącznie ceną. Jeśli jednak szukasz w tym głębszego przeżycia, niezależne księgarnie czekają z szeroko otwartymi drzwiami. Te, które potrafiły dostosować się do realiów XIX wieku, przestały być sklepami pełnymi książek. Teraz stały się bowiem klimatycznymi przestrzeniami wymiany kulturalnych doświadczeń. Oczywiście nie można wszystkiego postrzegać przez różowe okulary. Nie jest tak, że nagle ludzie przestali zwracać uwagę na pieniądze i szukają wyjątkowych miejsc. Wiele małych sklepików z książkami po prostu przestało istnieć. Podzieliły one los wielkich sieci, które oferowały towar w warunkach niemalże sterylnych. Ich miejsce zapełniły natomiast niezależne księgarnie, w których klimat po prostu zachęcał do wizyt – nawet tych, którzy nie lubią książek.

Tak zrodził się #bookstagram, który wytworzył wokół specyficznych, kuszących atmosferą miejsc dodatkową otoczkę. Niezależne księgarnie po prostu stały się modne, a odpowiednio wykorzystując media społecznościowe, mogły trafić do ogromnej rzeszy ludzi. Podobnie było przecież z restauracjami, które w pierwszych latach istnienia Instagram promował na potęgę. Wszystko za sprawą “foodporn”. Teraz po prostu mamy do czynienia ze swoistym “bookporn”. W końcu kto nie chciałby popisać się gustem, mając okazję zapozować w klimatycznym miejscu i w otoczeniu dzieł najznamienitszych pisarzy?

Hashtagi, wyzwania, autopromocja

Niezależne księgarnie, jak The Last Bookstore, królują na Instagramie, fot. Instagram/Sunnylulu_
Niezależne księgarnie, jak The Last Bookstore, królują na Instagramie, fot. Instagram/Sunnylulu_

Wspomniany już hashtag #bookstagram odsyła nas do 26,7 milionów zdjęć na Instagramie. Znacznie mniej, bo zaledwie 234 730 zobaczymy pod #bookstagrampl, ale zapewne większość polskich użytkowników serwisu korzysta z pierwotnego hasła. Tak czy inaczej – to potężna siła. Podobnie jest też z popularnymi w ostatnich latach wyzwaniami typu 52 książki na 2018 rok. Te rozprzestrzeniły się przede wszystkim na Facebooku, ale niosą ze sobą podobne, motywujące do czytania przesłanie. W końcu jedna książka w tygodniu to nie taki wielki wysiłek, jeśli tylko mamy w sobie odrobinę samozaparcia. Wracając jednak do Instagrama – lans jest tu (stety czy niestety) jedną z głównych motywacji. Niezależne księgarnie świetnie jednak tę tendencję wykorzystują.

Charakterystyczny wystrój, dodatkowe atrakcje, łączenie sprzedaży książek np. z kawiarniami. Wszystko to ograniczyć mogą jedynie fundusze i fantazja twórców. Im większe zaangażowanie, tym większa szansa na odzew i wytworzenie wokół przedsięwzięcia wiernej społeczności. Byle tylko młodzi bibliofile mieli konta na Instagramie. Od tego już tylko krok do budowania w internecie wizji własnego “ja”, którą niezależne księgarnie zdają się wzbogacać. Nieco cyberekshibicjonizmu i stałych bywalców i sukces gotowy. W końcu e-book nie może się równać z prawdziwą książką, kiedy chodzi o “pozowanie” do fotki na Instagram.

Tu jednak małe ostrzeżenie: jak każdy biznes, także niezależne księgarnie w łatwy sposób dają poznać po sobie ułudę. Jeśli decydujesz się otworzyć tego typu miejsce wyłącznie z pobudek finansowych, prawdopodobnie poniesiesz porażkę. Temat zbadał Ryan Raffaelli – profesor Harvard Business School:

W erze cyfrowej podstawą jest budowanie społeczności. Niezależne księgarnie, które chcą odnieść sukces, muszą zaistnieć w sposób naturalny. Pokazać swoją autentyczność, poczucie przynależności do lokalnej społeczności. Tak rodzi się wizja księgarni jako miejsca, w którym ludzie nie tylko kupują książki, ale także mogą znaleźć i porozmawiać z osobami o podobnych zainteresowaniach.

Nie samymi książkami niezależne księgarnie żyją

Niezależne księgarnie przybierają różne formy – tu hotelu Book and Bed w Kioto, fot. R-Store

Idąc tropem, który podrzucił profesor Raffaelli, warto zwrócić uwagę, że poznawanie nowych ludzi w sklepie z książkami można uprościć. Wiele klimatycznych miejsc organizuje różnego rodzaju wydarzenia: spotkania autorskie, wieczorki poetyckie, imprezy tematyczne, koncerty. To cementuje społeczność, ale też – dzięki mediom społecznościowym – przykuwa uwagę kolejnych potencjalnych gości. Niezależne księgarnie właśnie dzięki temu żyją – nawet jeśli znaczna część osób wpadnie tam tylko po to, by zrobić sobie zdjęcia na Instagrama, część przeradza się w stałych bywalców, którzy pozostają temu miejscu… lojalni.

W jakimś stopniu niezależne księgarnie podzieliły więc los modnych knajpek czy klubów. Stały się miejscem, które definiuje styl życia ich gości, gdzieś w tle pozostawiając swoje handlowo-usługowe podwaliny. Oczywiście można się teraz zastanawiać, czy tego typu podejście do życia jest “zdrowe”. Nie sposób jednak zresetować tego, w jakim kierunku podąża świat.

Media społecznościowe władają umysłami milionów – można się przyłączyć lub pozostać na uboczu, ale nic nie możemy z tym zrobić. Niezależne księgarnie znacząco zyskują na tym trendzie. Pozostaje więc cieszyć się, że miejsca z charakterem nie dają się wyprzeć hermetycznym salonom “sieciówek”. A jeśli choć niewielki procent zapatrzonych w smartfony milenialsów, którzy odwiedzają niezależne księgarnie tylko ze względu na Instagrama, poczyta książki, zamiast się z nimi fotografować, z pewnością przyniesie to pożytek dla wszystkich. Odmianę odczują przecież nie tylko księgarnie, wydawcy czy pisarze, ale też będzie ona widoczna w skali całego społeczeństwa.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Tama AI Mayor nie będzie rządzić w Japonii (jeszcze nie!)

Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni uwielbiają technologię, dlatego informacja o tym, że w...
Czytaj wiecej