Inwigilacja w Chinach wkracza na jeszcze wyższy poziom?

Reakcja części widowni na technologię rozpoznawania twarzy zaprezentowaną podczas 16. China Public Security Expo 2017 w Shenzhen, fot. The Financial Times
Reakcja części widowni na technologię rozpoznawania twarzy zaprezentowaną podczas 16. China Public Security Expo 2017 w Shenzhen, fot. The Financial Times
O tym wszechobecnych kamerach i poziomie kontroli obywateli Chin krąży wiele mitów, ale władze robią wszystko, by te opowieści zbliżyć do historii rodem z dystopijnego science fiction. Wiele wskazuje na to, że niebawem przeskoczą z poziomu "Roku 1984" Orwella na "Raport mniejszości" Dicka. Wszystko w imię bezpieczeństwa, oczywiście...

Chińskie władze od lat bez skrępowania chwalą się nowymi technologiami, które pomagają im kontrolować swoich obywateli. Wszechobecne kamery, zaawansowane systemu rozpoznawania twarzy, ocenianie obywateli – pełna inwigilacja.

Teraz do arsenału inwigilacyjnych zabawek dołączyć ma system oceny emocji, niejako dopełniając dwa poprzednie. Na podstawie mimiki sztuczna inteligencja ma dokonywać oceny… no właśnie, czego? Trudno szukać w tym usprawiedliwień, chęci dowiedzenia się, którzy obywatele są zadowoleni z rządów Xi Jinpinga. To raczej “»Raport mniejszości« na skalę naszych możliwości”, parafrazując kultowy cytat z “Misia”. Nawet ustrój polityczny się zgadza…

Czy inwigilacja ma jakieś granice?

Chińska policjantka wyposażona w okulary z technologią rozpoznawania twarzy, fot. AFP
Chińska policjantka wyposażona w okulary z technologią rozpoznawania twarzy, fot. AFP

Już od samego początku inwigilacja w Chinach budzi najgorsze skojarzenia. Zważywszy na mimo wszystko totalitarny ustrój kraju oraz warunki życia Chińczyków, los sporej części z nich niewiele różni się od tego, o czym czytaliśmy w “Roku 1984” George’a Orwella. Oczywiście na arenie międzynarodowej Chińska Republika Ludowa wolałaby chwalić się swoimi osiągnięciami gospodarczymi oraz postępującą liberalizacją, ale to wszystko zasłona dymna. Wystarczy, by ktoś tylko wspomniał o Kubusiu Puchatku, a władze – z przewodniczącym Xi Jinpingiem na czele – wpadają w furię i pokazują prawdziwą twarz. Ostatnie pomysły są zresztą o wiele dalej posunięte, niż mogłoby się zdawać. Inspiracje czerpią raczej z “Raportu mniejszości” Philipa K. Dicka niż dystopii Orwella.

W dużym skrócie (dla tych, którzy nie znają opowiadania, ani jakimś cudem nie widzieli adaptacji Stevena Spielberga z Tomem Cruise’em w roli głównej): w nie tak odległej przyszłości do życia powołana zostaje Agencja Prewencji, której zadaniem jest unieszkodliwianie przestępców, zanim ci zdążą popełnić wykroczenie. Tak zwani przedstępcy wychwytywani są przez osoby cechujące się prekognicją (zjawisko parapsychologiczne), których umiejętności są wzmacniane przez nowoczesne technologie. Nie wiadomo, czy Chińczycy mają już swoich jasnowidzów (wątpliwe), ale mają chrapkę na system, który może ich zastąpić.

“Raport mniejszości” nie będzie potrzebny?

Chińskie służby na każdym kroku śledzą swoich obywateli, fot. Jason Lee/Reuters
Chińskie służby na każdym kroku śledzą swoich obywateli, fot. Jason Lee/Reuters

Nawet osoby, które znają film/opowiadanie, nie do końca wiedzą, o co chodzi z tytułowym raportem. W dickowskim świecie prekognicją zajmowała się trójka obdarzonych tą umiejętnością osób, a wyrok na przedstępcę zapadał w przypadku, gdy przynajmniej dwie z nich miały zbieżną wizję. Raportem mniejszości były natomiast przypadki, gdy jeden z jasnowidzów nie dostrzegał zagrożenia. W przypadku Chin takie zabawy raczej nie będą potrzebne – system ma po prostu wyłapywać osoby, które mogą być potencjalnymi przestępcami, choć jego działanie z pewnością będzie budzić olbrzymie kontrowersje. Kto by się tym jednak przejmował?

Jak wspomniałem, technologia ma dopełniać już funkcjonujące systemy. Podobno celem nie jest tu inwigilacja, lecz poprawa bezpieczeństwa w miejscach, gdzie spotykane są duże skupiska ludzi – na lotniskach, w centrach handlowych czy metrze… Ale czy można wierzyć zapewnieniom jakiegokolwiek reżimu? Co ciekawe, wiele firm jest zainteresowanych współpracą z chińskim rządem, nawet mimo groźby trafienia na “czarną listę” amerykańskiego Departamentu Handlu. Mowa choćby o iFlyteku, SenseTime czy Hikvision, ale też Baidu oraz Huaweiu, które na owej liście oczywiście już są. Wiele wskazuje jednak na to, że groźby Amerykanów nie robią już takiego wrażenia, jak kiedyś.

Inwigilacja to jedno, ale czy system ma w ogóle sens?

Chińska policja już w zeszłym roku dysponowała okularami, w które wbudowane były kamerki rozpoznające twarze, fot. The Financial Times
Chińska policja już w zeszłym roku dysponowała okularami, w które wbudowane były kamerki rozpoznające twarze, fot. The Financial Times

Prewencyjne inwigilowanie obywateli to coś, co puchatki lubią najbardziej. Większość ekspertów twierdzi jednak, że przy obecnym poziomie technologii takie rozpoznawanie emocji byłoby co najmniej mocno naciągane. Co więcej, można też znaleźć badania wprost negujące możliwość oceny emocji bez odniesienia się do kultury, z jakiej dana osoba pochodzi czy zwyczajnie kontekstu. “Financial Times” donosi jednak, że testy systemu trwają, co niejako potwierdza Li Xiaoyu z Pekińskiego Instytutu Technologii. Informacje pisma mówią o uruchomieniu programu testowego w Sinciang. Region ten słynie z tendencji separatystycznych oraz jest jednym z największych skupisk wyznawców Islamu. Testowanie tam technologii, służących chińskim władzom do inwigilacji obywateli, stało się swego rodzaju tradycją. Nie zdziwią nikogo tłumaczenia, że jest chodzi o walkę z potencjalnym zagrożeniem terrorystycznym.

Badania nad nowymi technologiami nie dziwią.

Inwigilacja obywateli jest silnie zakorzeniona w chińskiej kulturze politycznej, ale sprawa ta zwraca również uwagę na jeszcze jeden aspekt. Chińczycy wiedzą, że mogą sobie pozwolić na naprawdę wiele. Ich potęga natomiast przekonuje kolejne firmy do podjęcia ryzyka, jakim bez wątpienia jest ban w USA. Z drugiej strony Amerykanie, jak każde mocarstwo, mają swoje za uszami. Różnica polega na tym, że ich działania wciąż są tajne/poufne, zatem krytyka konkurentów to w tym przypadku wyjątkowa hipokryzja. Nie zmianie to jednak faktu, że Chińczycy mają się czego obawiać. Władza jest bezwzględna, a na “Raport mniejszości” nie ma raczej co liczyć.

Podejrzany wygląd niebawem może stać się jak wyrok. A teraz pomyślcie sami, co czujecie, gdy podczas zwykłych zakupów w markecie nagle zacznie za wami chodzić ochroniarz. Niby wiecie, że nie zrobiliście niczego złego, ale każdy mimo wszystko odczuwa w tej sytuacji dyskomfort. Obywatele Chin mają tak na co dzień, a kolejne pomysły władz sprawiają jedynie, że poziom strachu wzrasta.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Behemoth oficjalnie jest najsłynniejszym polskim zespołem

Przedstawiciele polskiej kultury nie zawsze mają po drodze z gustami rodaków. W...
Czytaj wiecej