“Irlandczyk” kolejnym ciosem Netflixa w Hollywood?

"Irlandczyk" – fragment plakatu filmowego, fot. Netflix
"Irlandczyk" – fragment plakatu filmowego, fot. Netflix
Streamingowy gigant pokazał już śmietance branży filmowej, że jest w stanie odnieść sukces bez względu na przeciwności losu. Reed Hastings wciąż jednak zdaje się niezaspokojony i szuka kolejnych wyzwań, z którymi jego Netflix mógłby się zmierzyć. "Irlandczyk" Martina Scorsesego może dać mu taką okazję.

Tuzy światowego kina nieraz w krytycznych słowach wypowiadały się o Netflixie. Nie chodzi o to, że jakość produkcji wielkiej, czerwonej N-ki jest kiepska (choć z tym różnie bywa). Chodzi raczej o aspiracje Reeda Hastingsa, który swoją działalność traktuje na równi z największymi studiami filmowymi. Wśród śmietanki towarzyskiej Hollywoodu odbierane jest to jednak ze sporym dystansem, o czym otwarcie mówi choćby Steven Spielberg. Rzecz jednak w tym, że droga Hastingsa coraz częściej krzyżuje się z wielkimi nazwiskami i zasłużonymi dla światowej kinematografii filmowcami. Jednym z nich jest choćby Martin Scorsese, który dopiero dzięki zainteresowaniu Netflixa mógł zrealizować swój ambitny projekt pod tytułem “Irlandczyk”.

Film z plejadą gwiazd pokroju Roberta De Niro czy Ala Pacino zadebiutował 27 września na Festiwalu Filmowym w Nowym Jorku; obecnie kontynuuje zaś tournée: odwiedził FF w Londynie, za kilka dni pokażą go w Rzymie, potem w Tokio. Nadal nie wiadomo jednak, czy i gdzie będzie można zobaczyć tę produkcję na terenie Stanów Zjednoczonych.

Ciąg dalszy przepychanek na górze

Kadr z filmu "Irlandczyk" Martina Scorsesego, fot. Netlix
Kadr z filmu “Irlandczyk” Martina Scorsesego, fot. Netlix

Oczywiście nikogo nie trzeba przekonywać, że jeśli “Irlandczyk” jest choć w połowie tak dobry, jak inne dzieła Scorsesego (a wszystko wskazuje, że jest), tytuł z miejsca wskoczy na karuzelę potencjalnych pretendentów do Oscara. By jednak mieć na to szansę, najpierw produkcja musi spełnić szereg wymagań formalnych. Jednym z nich są projekcje kinowe w ściśle określonych miejscach i czasie. Tu natomiast trwają niemałe przepychanki, które teoretycznie mogłyby pokrzyżować plany Scorsesego i Hastingsa.

W zeszłym tygodniu amerykańskie media obiegła nawet wieść, że “Irlandczyk” jest wręcz blokowany przez powiązane z największymi studiami filmowymi sieci kinowe. Z czasem okazało się, że nie jest aż tak źle – po prostu negocjacje wciąż trwają, a jak na razie pewne są tylko seanse na Broadwayu. W nowojorskim Belasco Theatre film będzie wyświetlany od 1 listopada do 1 grudnia. Już sam fakt, że sprawa została nagłośniona, przypomina jednak o wzajemnej niechęci między największymi wytwórniami a Netflixem. Wrócił oczywiście temat stworzenia własnej sieci kin przez Netflixa (lub odkupienia jej od kogoś), ale to obecnie momencie mało istotne. Sęk w tym, że konkurencja przybiera na sile, ponieważ powoli wchodzimy w sezon nagród. Zresztą serial pod tytułem “Reed Hastings chce zmieniać branżę filmową” to materiał na całą książkę, choć zapewne niewielu poza branżą filmową te przepychanki obchodzą.

“Irlandczyk” w drodze po Oscara?

Al Pacino na jednym z kadrów z "Irlandczyka", fot. Netflix
Al Pacino na jednym z kadrów z “Irlandczyka”, fot. Netflix

Do momentu, gdy twórca Netflixa budował swoją pozycję wśród serwisów streamingowych, branża filmowa jedynie się mu przyglądała. Dominacja na własnym podwórku szybko jednak spowszedniała przedsiębiorcy, więc ten począł wyznaczać sobie nowe cele. Sobie i swojej firmie, oczywiście. Zaczynał skromnie, ale solidnie – od serii nominacji do Oscarów dla filmów dokumentalnych. Gdy za piątym (a właściwie szóstym, bo w roku 2016 dokumenty Netflixa otrzymały aż dwie nominacje) razem “Ikar” Bryana Fogela otrzymał statuetkę, Hastings już wiedział, że obrał właściwą drogę. Netflix od kilku lat inwestuje we własne produkcje niebotyczne kwoty, które przynajmniej częściowo właśnie roku 2018 zaczęły się spłacać. Kolejny, o wiele większy sukces, to nagrodzona w tym roku “Roma”. Film nieanglojęzyczny, ale fabularny, jest znacznie bardziej prestiżową kategorią. “Irlandczyk” to natomiast szansa, by sięgnąć jeszcze wyżej.

Jak już wspomniałem, kolejny film Martina Scorsesego zawsze jest dla branży filmowej wielkim wydarzeniem. Nie ma tu znaczenia, czy produkcją zajmuje się któryś z hollywoodzkich molochów, czy dość nieoczekiwanie – Netflix. Sam fakt, że jeden z największych filmowców w historii podjął współpracę z platformą, jest jednak jasnym sygnałem dla kolejnych, uznanych twórców. Sam “Irlandczyk” zbiera natomiast świetne recenzje, powoli urzeczywistniając szanse Netflixa na triumf nawet w najważniejszej z oscarowych kategorii.

Kto za kulturą, a kto za pieniędzmi?

Martin Scorsese, fot. Rolex/Cake Films
Martin Scorsese, fot. Rolex/Cake Films

Trudno o bardziej bezsensowne dywagacje niż to, kto jest “dobry”, a kto “zły”; komu zależy na sztuce, a komu na pieniądzach. To jasne, że każda firma chce zarabiać, zatem przypisywanie Netflixowi heroicznej walki o kulturę mija się z celem. Komentując fakt, że “Irlandczyk” stanie się pierwszym filmem, jaki wyświetlany będzie w historycznym, działającym od 112 lat Belasco Theatre, Martin Scorsese rzucił jednak nieco inne światło na tę sprawę:

W ostatnich latach straciliśmy w Nowym Jorku tak wiele kin, zwłaszcza studyjnych. Możliwość pokazania, że filmy takie jak »Irlandczyk« nie muszą być wyświetlane w komercyjnych sieciach kinowych, lecz miejscach historycznych jak Belasco Thearte, jest niezwykle ekscytujące.

– Martin Scorsese

Zważywszy na to, że broadwayowski teatr po raz pierwszy będzie emitować film, potrzeba sporo zmian.

Netflix wziął na siebie organizację całego przedsięwzięcia oraz inwestycję w sprzęt, który zapewni idealne nagłośnienie sali na ponad tysiąc miejsc. Nie oznacza to jednak, że “Irlandczyk” nie będzie pokazywany poza Nowym Jorkiem. Wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych Netflix na pewno będzie współpracować z kinami studyjnymi w większych miastach. Na kwestię negocjacji z sieciówkami jak na razie spuszczono zasłonę milczenia. Ciekawostką jest natomiast fakt, że nowe dzieło Scorsesego trafi też do polskich kin. Podobnie jak w USA, u nas także film wyświetlany będzie w kinach studyjnych – na szczegóły przyjdzie nam jednak poczekać. Wiadomo jedynie, że kinowe seanse w Polsce mają ruszyć 22 listopada. W zaciszu własnych domów nowe dzieło Martina Scorsesego będziemy mogli zobaczyć pięć dni później – 27 listopada, gdy “Irlandczyk” trafi do biblioteki Netflixa.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“BOND 25” – co wiemy na temat kolejnego filmu o Agencie 007?

Kto, co, kiedy, jak i dlaczego? "Bond 25" – niezatytułowana jeszcze, jubileuszowa...
Czytaj wiecej