JAK BYĆ KOCHANĄ

JAK BYĆ KOCHANĄ , fot.:narodowy.pl
JAK BYĆ KOCHANĄ , fot.:narodowy.pl
Film Wojciecha Hasa na podstawie noweli Kazimierza Brandysa wszedł do polskich kin ponad 55 lat temu.

Był nominowany do Złotej Palmy, rola Barbary Krafftówny została nagrodzona na festiwalu w San Francisco, kto wie, jak potoczyłyby się losy tej aktorki, gdyby dane było jej tę nagrodę odebrać osobiście… Krytyka jest jednomyślna – jej Felicja to jedna z najlepszych ról w polskim kinie, zresztą –możecie obejrzeć w Internecie, warto, nie tylko dla wielkiej roli Kraffówny i fantastycznych aktorów jej partnerujących – m.in. Kaliny Jędrusik, Zbigniewa Cybulskiego czy Wieńczysława Glińskiego – ale także dlatego, że mimo upływu ponad półwiecza, film w ogóle się nie zestarzał, w każdym resztą sensie, zaś 91-letnią dziś aktorkę czasami zobaczyć można na scenie warszawskiego Och-teatu, jest w fantastycznej formie.

Ponieważ film jest już właściwie klasykiem,  do Narodowego szedłem targany wątpliwościami. Owszem, reżyserka Lena Frankiewicz i autorka adaptacji oraz dramaturżka Małgorzata Anna Maciejewska stworzyły spektakl na podstawie opowiadania Brandysa, a nie – obrazu Hasa, ale uciec odeń przecież niepodobna. A niestety – teatr zwykle w takich porównaniach z filmem przegrywa. Jednak nie tym razem.

JAK BYĆ KOCHANĄ , fot.: narodowy.pl

Mamy oto samolot do Paryża, w nim wśród pasażerów aktorkę Felicję, która leci spotkać się z córką. I w trakcie tego targanego turbulencjami lotu Felicja wspomina swoją przeszłość – niezagraną Ofelię w Hamlecie, którego próby przerwał 1 września 1939, swojego kolegę z teatru i wielką miłość – Tomasza, którego później z narażeniem życia ukrywała, gwałt, jakiego na niej dokonali niemieccy żołnierze… Wspomina też sąd koleżeński, na którym musiała się tłumaczyć z rzekomej kolaboracji – grania w niemieckim teatrze… Dziś jest popularną aktorką, kochaną za role w teatrze radiowym, czy jednak jest szczęśliwa?

Wtedy, w latach 60-tych, Jak być kochaną było wciąż rozliczeniem wojny. Spektakl Leny Frankiewicz jest natomiast pytaniem o pamięć „w ogóle”, o tę pamięć „narodową” i o tę „prywatną”, o to, czy jest naszym przekleństwem czy też dobrodziejstwem? Czy pamiętanie to nasz przywilej czy też obowiązek? W którymś momencie pada ze sceny dojmujące pytanie – czy można się odpamiętać? Czy można „zapomnieć o wszystkim i zacząć od nowa”? Ale to świetne przedstawienie jest również pewnego rodzaju studium życia w wyjątkowych czasach. Czy decyzje, które podejmujemy podczas wojny – takie na przykład, jakie podjęła Felicja – powinny być oceniane według jakiejś specjalnej taryfy? Jak pozostać sobą i umieć spojrzeć w lustro, gdy czasy w których przyszło nam żyć zmieniły znaczenie najbardziej podstawowych słów, takich jak życie, miłość, lojalność, strach? Wreszcie – czy można przełożyć swoją młodość na inny, lepszy czas, bo historia zakpiła sobie z naszej metryki, naszych ambicji, talentu i nadziei na dobre życie, wywołując akurat wojnę?

JAK BYĆ KOCHANĄ , fot.: narodowy.pl

Im więcej czasu mija od tego przedstawienia, tym bardziej o nim myślę. Dawno nie widziałem tak mądrego spektaklu, najbardziej przejmującego dla tych z nas, którzy z różnych powodów mają w swoich wspomnieniach pewien nieład, którzy musieli podjąć w życiu niełatwe decyzje, także postawieni w sytuacji, kiedy każda i podjęta i niepodjęta – jest zła, bo bywa i tak.

Na scenie m.in. debiutujący w Narodowym Adam Szczyszczaj, do niedawna grający we wrocławskim Polskim, w roli Witora – Jan Frycz, zwróćcie uwagę na niewielkie może, ale bardzo dobre role Michaliny Łabacz, Jacka Mikołajczaka i Jerzego Łapińskiego. Felicję natomiast gra olśniewająca Gabriela Muskała, która zagrała jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) ról sezonu.

More from Rafał Turowski

MOJE SPOTKANIE Z SAHARĄ

Do Tunezji pojechałem w konkretnym celu – zobaczyć i dotknąć Saharę. Bo...
Czytaj wiecej