Jak (nie) wkurzyć barmana w 5 krokach (miniporadnik)

Jak (nie) wkurzyć barmana (miniporadnik)
W każdym zawodzie istnieje niespisana lista czynności, które mogą doprowadzać do wściekłości, choć osobom postronnym nie zdają się one niczym szczególnie uciążliwym. Nie inaczej jest w przypadku barmanów, będących dość szczególną grupą przedstawicieli gastronomii...

O szczególności barmańskiego fachu przesądza konieczność obsługiwania ludzi pod wpływem alkoholu. To jednak tylko część ciężaru, jaki spoczywa na ich barkach każdego wieczoru. Nie wszystkie zachowania są bowiem jawnie irytujące. Z łamiącymi wszelkie konwencje delikwentami łatwo sobie poradzić wywalając ich za drzwi. Najgorsi są jednak ci wszyscy mili ludzie, którzy – najczęściej nieświadomie – stopniowo doprowadzają obsługę do wściekłości. Jak nie być jednym z nich? Oto krótki przewodnik “Jak (nie) wkurzyć barmana w 5 krokach”.

Jak (nie) wkurzyć barmana #1: Patrz, gdzie siadasz

Wchodzisz do lokalu i od razu zaczynasz penetrować go swoim sokolim wzrokiem w poszukiwaniu dogodnej miejscówki. Jest! Siadasz i… no właśnie. Tu opcje są dwie. Lepiej, żebyś nie podsiadł innego klienta, który akurat na chwilę odszedł, ale zostawił w tym miejscu znajomych – jeśli w tej sytuacji się nie ulotnisz, spór masz jak w banku. Co ma do tego barman? Po pierwsze, irytujesz jego klientów. Po drugie, wiele osób w takiej sytuacji ma skłonności, by zwracać się do wyższej instancji, podczas gdy barmani nie są przedszkolankami.

Jest jednak specjalne miejsce w piekle dla osób, które przychodzą do knajpy ze znajomymi, ale – nie wiedzieć czemu – nie siadają tuż obok siebie, lecz zostawiają odstęp stołka między sobą. Po co? To dla barmana nieważne. Marnujecie w ten sposób miejsce i utrudniacie życie innym klientom, którzy chcieliby skorzystać z tych miejsc.

Jak (nie) wkurzyć barmana #2: Hej, patrz na mnie, gdy do ciebie mówię!

Jak (nie) wkurzyć barmana
Jak (nie) wkurzyć barmana #2: Hej, patrz na mnie, gdy do ciebie mówię!

Nocne rozmowy i wysłuchiwanie ludzkich problemów to jedna z mitycznych umiejętności każdego barmana. Miejcie jednak świadomość, że nie jest to elementem pakietu “drink + rozmowa”, a jedynie grzecznością obsługi. Poszukiwanie uwagi jest zresztą nie na miejscu, gdy w barze jest więcej osób. Pracą barmana jest obsługa wszystkich, a nie zagadywanie tego jedynego wybrańca, który akurat ma jakiś problem lub po prostu chce sobie pogadać.

Jak (nie) wkurzyć barmana #3: Sorki, miałbyś pożyczyć ładowarkę?

Smartfony, tablety, notebooki, laptopy – zmora naszych czasów. Nie ma problemu, jeśli korzystasz z nich w barowym zaciszu, nikomu przy tym nie wadząc. Pamiętaj jednak, by odpowiednio się przygotować. Po całej nocy wydzwaniania do byłych telefon może się przecież rozładować. Wiele osób w takiej sytuacji pyta barmana o możliwość podłączenia telefonu. Jeśli zrobią to grzecznie, barman zapewne pomoże, ale nie proś go co pięć minut, by sprawdził, czy ktoś do ciebie nie dzwonił. On jest w pracy! A jeśli ludzie nagle zaczną brać z ciebie przykład – bądź przeklęty/przeklęta!

Specjalne miejsce w piekle czeka natomiast na osoby, które nie tyle proszą o możliwość podłączenia, ile o ładowarkę. Nie wiedzieć czemu, takie osoby najczęściej też się obrażają, jeśli nie uzyskają pomocy, a przecież ładowanie telefonów nie jest częścią barowej oferty.

Jak (nie) wkurzyć barmana #4: Czy w tym drinku jest alkohol?

Jak (nie) wkurzyć barmana
Jak (nie) wkurzyć barmana #4: Czy w tym drinku jest alkohol?

W tym przypadku wiele zależy od sposobu, w jaki zadamy pytanie. Generalnie “Czy w tym drinku jest alkohol?” uchodzi za syndrom zmęczonego pijaczyny, który jeszcze nie wie, że ma już dość i właśnie włączyły mu się głupie żarty. Bywa jednak, że to nasza reakcja na zaskoczenie. Drink smakuje dziwnie lub zaskakująco dobrze? Zapytaj, co w nim jest – z językowego punktu widzenia to znacznie bardziej adekwatne zdanie. Jeśli dodasz do tego komplement (“Wyborne, co w tym jest?”), barman zapewne się ucieszy. Jeśli jednak zapytasz, czy w drinku jest alkohol, to tak, jakbyś zasugerował, że nie ufasz osobie, która go przyrządziła. Tylko po co barman miałby cię oszukać?

Jak (nie) wkurzyć barmana #5: Już, już… gdzieś tu miałem drobne…

I na koniec rada właściwie uniwersalna, bo nie tylko barmani borykają się z tym problemem. Niby wszyscy wiemy, jak działają wszelkiego rodzaju transakcje – chcemy coś kupić, więc prosimy o towar, a następnie za niego płacimy. Z jakiegoś powodu jednak ludzie wciąż są zaskoczeni, gdy przychodzi pora na ich ruch. Bar to nie hipermarket, z reguły wiesz co i za ile zamawiasz, więc dobrze jest się przygotować. To oszczędzi ci wstydu, barmanowi zażenowania, a klientów w kolejce, która powstała za twoimi plecami, nerwów.

Źródło: Thrillist

Autor artykułu
More from Damian Halik

“1983” – nie ma wstydu, jest lament… ale o co? [Recenzja]

Długo wyczekiwany pierwszy polski serial wyprodukowany przez Netflixa doczekał się premiery 30...
Czytaj wiecej